Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Święci w dziejach
Mirosław Król 2013-06-25

26. czerwca – Św. Zygmunt Gorazdowski

Jedną z cech polskiego Kościoła jest jego aktywna obecność w narodzie, jego „bycie z narodem”, zwłaszcza w chwilach ciężkich, dramatycznych dla Polaków. Świętość, którą Bóg wzbudza w narodzie polskim ma wartość o wiele większą, niż siła oręża. A przecież to zwycięstwom, odwadze na polu bitwy, bohaterstwu w boju nadajemy często większe znaczenie niż świętości. Adam Chmielowski czy Józef Rafał Kalinowski byli żołnierzami, ale to nie ich sukcesy w boju zadecydowały o ich wielkości. Jeden stał się „dla braci dobry jak chleb”, drugi zaś przywracał spokój ludzkim sumieniom jako więzień konfesjonału. Na zawsze będą dla nas bohaterskimi Polakami i ludźmi heroicznej wiary.

Dnia 26 czerwca obchodzimy liturgiczne wspomnienie św. Zygmunta Gorazdowskiego, który chciał być wszystkim dla wszystkich, aby zbawić choć jednego. Nazywano go ojcem ubogich i księdzem dziadów. Podobnie jak Chmielowski i Kalinowski wziął udział w powstaniu styczniowym 1863 r. Był wtedy uczniem gimnazjum. Pochodził z rodziny głęboko religijnej i patriotycznej. Ojciec Zygmunta był posłem do Sejmu galicyjskiego. Ale warto też wspomnieć o przygodzie z dzieciństwa, która zaważyła na życiu św. Zygmunta. Podczas rzezi galicyjskiej, tzw. rabacji, kiedy to podburzone przez Austriaków chłopstwo rabowało dwory i mordowało szlachtę, paromiesięcznego Zygmunta niańka ukryła przed prześladowcami pod młyńskim kołem. Nabawił się wówczas gruźlicy, z którą zmagał się przez całe życie. Wydawało się, że choroba przekreśli plany życiowe Zygmunta, podporządkuje sobie jego aspiracje, nie pozwoli rozwinąć skrzydeł, że zgasi jego życie w najmniej oczekiwanym momencie. Ale on uważał, że ta choroba jest swoistym darem Bożym, który zaprowadził go do kapłaństwa.

Ten poważnie chory człowiek dokonał w swym życiu dzieł, na które nie jednemu zdrowemu zabrakłoby życia. Po stłumieniu powstania styczniowego i ukończeniu gimnazjum Gorazdowski rozpoczął we Lwowie studia prawnicze, ale przerwał je, by wstąpić do seminarium duchownego. Gwałtowny nawrót choroby przeszkodził Zygmuntowi w przyjęciu święceń kapłańskich. Inny może by się załamał, ale Gorazdowski ufny Bogu podjął kurację i po dwóch latach mógł przystąpić do święceń. Jako wikariusz pracował w kilku parafiach galicyjskich. W Wojniłowie, gdzie wybuchła epidemia cholery, osobiście niósł pomoc chorym, a umierającym nadzieję życia wiecznego, ponoć własnymi rękoma wkładał zmarłych do trumny. Nawet Żydzi całowali jego kapłańskie dłonie, widząc w nim człowieka świętego. Poświęcał się pracy katechetycznej, był autorem popularnego katechizmu. Ks. Gorazdowski jako pierwszy zaczął przygotowywać dzieci do wspólnej Pierwszej Komunii Świętej. W 1877 r. związał się ze Lwowem, gdzie w parafii św. Mikołaja przepracował ponad 40 lat. Tu prowadził niezwykle żywą działalność dobroczynną. Zainicjował: dom pracy dla żebraków, kuchnię ludową, która wydawała kilkaset obiadów dziennie, zakład dla nieuleczalnie chorych, internat dla ubogich, zakład dla samotnych matek i opuszczonych dzieci, szkołę katolicką. Wydawał katolicką „Gazetę Codzienną”. „Był obecny tam, gdzie rozlegał się krzyk ludzkiego cierpienia” – zauważył Jan Paweł II podczas homilii beatyfikacyjnej. W 1884 r. założył żeńskie Zgromadzenie Zakonne Sióstr Św. Józefa – popularne józefitki. Siostry podjęły zadania zgodne z charyzmatem swego założyciela, angażując się w dzieła wychowawcze, oświatowe, charytatywne. Przyjęły jako myśl przewodnią hasło: „Serce przy Bogu, ręce przy pracy”.

Ks. Zygmunt Gorazdowski zmarł w 1920 r. we Lwowie w wieku 75 lat. Był okiem ślepemu, nogą chromemu i ojcem ubogich, apostołem miłosierdzia. Ale był też kapłanem wziętym z polskiego narodu, z jego cierpień, ubóstwa, z jego umiłowania wolności. Był kapłanem, dla którego praca dla narodu polskiego w duchu Ewangelii stała się chlebem powszednim. Ze względu na swoje całkowite oddanie Chrystusowi ubogiemu, czystemu i posłusznemu pozostaje dla nas szczególnym świadkiem Bożego miłosierdzia.

Tekst został wygłoszony w ramach cyklu felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 25 czerwca 2012 r.