Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Święci w dziejach
Mirosław Król 2013-08-21

4. czerwca – Św. Franciszek Caracciolo

Imię Franciszek jest wśród świętych dość rozpowszechnione. Stało się tak nie tylko przez samą popularność tego imienia, ale także przez inspirację, jaką wywierał na ludzi przez całe wieki św. Franciszek z Asyżu. Jego przykład oddania Bogu budził podziw i wzywał do naśladowania. Imię to nosili święci: Franciszek Borgiasz, Franciszek Salezy i Franciszek Ksawery. Mniej znanym od wcześniej wymienionych jest św. Franciszek Caracciolo współzałożyciel zakonu kanoników regularnych mniejszych, wspominany w liturgii 4 czerwca.

Miał na imię Askaniusz zanim stał się Franciszkiem. Abruzja na południu Włoch, kraina wilków, niedźwiedzi i dzikiej przyrody, była jego ojczyzną. W starej arystokratycznej rodzinie otrzymał dobre wychowanie. Rodzice zadbali, by oprócz starego nazwiska mógł wyróżniać się także przymiotami intelektualnymi i duchowymi. Jednak, jak wielu Bożych wybrańców, był dzieckiem skrytym. Stronił od dziecięcych zabaw, szukając ciszy i skupienia. Od wczesnych lat ukochał Jezusa Eucharystycznego, przed którym jakże często klękał do modlitwy. Przełom w życiu Askaniusza nastąpił, gdy ten był już dwudziestoletnim młodzieńcem. Uległ poważnej śmiertelnej chorobie, którą nazywano wówczas trądem. Choroba oddaliła go jeszcze bardziej od rzeczy ziemskich, zwracając ku nadprzyrodzonym. Była niewątpliwie dopustem Bożym na drodze do świętości Askaniusza. Podczas choroby młodzieniec uczynił ślub, że jeśli wyzdrowieje, poświęci się na służbę Bogu. I tak się też stało. Zdrowie wróciło, zaś Askanio udał się na studia teologiczne do Neapolu. Widział swoją przyszłość w stanie duchownym, ale nie wiedział czy zostanie duchownym diecezjalnym, czy zakonnym. Jeśli zakonnym, to w jakim zgromadzeniu?

Początkowo wstąpił do bractwa kapłańskiego pod nazwą „Białe szaty sprawiedliwości”, które ofiarowywało swoją posługę przestępcom i skazańcom na śmierć, aby doprowadzić ich do pojednania z Bogiem. Można by rzec, że u początków rodzącego się nowego zgromadzenia zakonnego legł przypadek. Wiemy jednak, że w sprawach Bożych nie ma przypadków, są tylko znaki. Pewien kapłan Jan Augustyn Adorno pędził w młodości życie dość swawolne. Po nawróceniu pragnął ofiarować swoje życie Bogu i poświęcić się na służbę bliźnim. Wysłał list do księdza Fabrycjusza Caracciolo, dalekiego krewnego księdza Askanio, w którym opisywał swoje zamiary. List jednak przez tzw. przypadek trafił do księdza Askaniusza. I tym sposobem trzej kapłani poszukujący swojej drogi znaleźli się razem. Do przyszłych zadań przygotowywali się w pustelni Camadoli podczas czterdziestodniowych rekolekcji modląc się do Ducha Świętego o rozeznanie Bożych planów. Wspólnie spędzony czas okazał się błogosławiony, gdyż zaowocował nowym zgromadzeniem zakonnym zatwierdzonym przez papieża w 1588 r. Oprócz trzech zwykłych ślubów zakonnych składali dodatkowo ślub nieprzyjmowania wyższych godności duchownych. Wtedy także Ascanio Caracciolo przyjął imię zakonne Franciszek. Charyzmatem zgromadzenia była posługa chorym i więźniom, a także praca w szkołach i na misjach. Ojcowie prowadzili bardzo żywą działalność duszpasterską. Wśród niej na wyróżnienie zasługuje szczególna cześć do Eucharystii. Kanonicy Regularni organizowali procesje, adoracje i wystawienia Najświętszego Sakramentu. Zgromadzenie rozrastało się, powstawały domy zakonne we Włoszech oraz w Hiszpanii i Portugalii. Ksiądz Franciszek wiele czasu spędzał jako kaznodzieja, misjonarz ludowy, ale przede wszystkim pełniąc posługę w konfesjonale. Posiadał szczególny dar kruszenia zatwardziałych serc grzeszników. Odsuwał się od pełnienia godności w zgromadzeniu. Udzielał się zwłaszcza podczas misji i rekolekcji. Przeczuwając zbliżającą się śmierć ksiądz Franciszek odsunął się jeszcze bardziej od świata, chcąc przygotować się do owego kulminacyjnego momentu stanięcia przed Chrystusem. Zmarł podczas pielgrzymki do Loreto, do tego niezwykłego sanktuarium Maryjnego. Ponoć jego ostatnimi słowami był radosny okrzyk: „Do Nieba!”

Trzeba zauważyć, iż działalność św. Franciszka Caracciolo przypadła na ciężkie czasy rozrywania Kościoła w okresie naporu protestantyzmu. Stąd jego działalność była tak potrzebna i tak wartościowa. Naśladując św. Franciszka w jego pobożności, prostocie i czci do Najświętszego Sakramentu umiejmy dostrzec aktualność jego przesłania także w czasach współczesnych.

Tekst został wygłoszony w ramach cyklu felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 4 czerwca 2012 r.