Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Światoogląd
prof. Mieczysław Ryba 2010-06-29

Cywilizacyjne aspekty polityki Romana Dmowskiego

Pisząc o cywilizacyjnym kontekście działań i myśli Romana Dmowskiego powinniśmy się odnieść nade wszystko do podstaw teorii Feliksa Konecznego, najgłośniejszego polskiego twórcy teorii cywilizacji w dwudziestym wieku. Koneczny sam pisywał na łamach prasy narodowej („Myśl Narodowa”), chociażby więc z tego powodu musiał być znany większości polityków narodowo-demokratycznych. Dla Dmowskiego kluczowym pojęciem w opisie życia społecznego i politycznego był naród. To w tej perspektywie patrzył twórca ruchu narodowego na państwo i politykę.

Dmowski wobec cywilizacji łacińskiej

Omawiając różne typy cywilizacji Feliks Koneczny zaliczył Polskę do kręgu cywilizacji łacińskiej. Łaciński model, zdaniem Konecznego, jako jedyny spełnia wymogi zasad personalistycznych, nadaje państwu wymiar obywatelski. Współczesny historyk, Ryszard Polak, pisze: „Państwo w cywilizacji łacińskiej jest państwem obywatelskim, w którym inicjatywa twórcza należy do społeczności go tworzącej. To ona jest siłą napędową rozwoju państwa i podmiotem politycznym w państwie. Między władzą państwową zaś a społeczeństwem istnieje w cywilizacji łacińskiej naturalna, organiczna współpraca i współdziałanie. Na tym właśnie polega personalizm katolicki, będący podstawą relacji państwo – jednostka w cywilizacji łacińskiej”[1].

Pytanie, które się jawi jako istotne w kontekście myśli Dmowskiego dotyczy jego wizji życia narodu. Wobec totalizujących tendencji zewnętrznych (Włochy, Niemcy) mogły pojawić się bardzo silne wpływy zmierzające w kierunku absolutyzacji narodu, oparte na redukcji życia obywatelskiego. Pojawiło się to w kontekście kreowania na gruncie europejskim tzw. zasady egoizmu narodowego, czy wręcz nienawiści do innych nacji. Wszystko to było połączone z odrzuceniem etyki chrześcijańskiej (przykł. hitlerowskie Niemcy), nadającej do tej pory ściśle uniwersalistyczny wymiar europejskim ruchom narodowym. Koneczny jednoznacznie odrzucał tego typu tendencje. Czytamy: „Błędnym jest hasło egoizmu narodowego. Nader łatwo przemienić je w zasadę, że dla pewnego narodu dobrem jest wszystko, co szkodliwe dla drugiego, a nawet dla wielu innych narodów. Na tle patriotyzmu obmyślać, co by wyrządzić złego innym narodom? Gdyby we wszystkich narodach zakwitła ta specjalność, musiałoby się to skończyć zniszczeniem powszechnym, ruiną naszej cywilizacji łacińskiej, a zatem także zanikiem poczucia narodowego. Jeżeli narody będą wzajemnie czyhać na swe istnienie, muszą w końcu przestać istnieć”[2]. Tak Dmowski, jak i niektórzy współcześni badacze (Arnold Toynbee, Mieczysław Albert Krąpiec) wywodzą ideę narodowego egoizmu z nurtów protestanckich. Szczególnie zamorscy koloniści protestanccy, odnawiając ideę „narodu wybranego”, tępili tubylcze ludy indiańskie[3]. Podobną wizję nacjonalizmu protestanckiego przedstawił bliski współpracownik Dmowskiego, Zygmunt Wasilewski, który na łamach „Myśli Narodowej” w 1927 r. (roku wydania sztandarowego działa Dmowskiego „Kościół, naród i państwo”) pisał: „Nacjonalizm cywilizacji łacińskiej różni się radykalnie w charakterze swoim od zaborczych, imperialistycznych poglądów cywilizacji germańsko-protestanckich. Bo tutaj natura ludzka w obronie machiny cywilizacyjnej całą wagę przesunęła z jednostki uduchowionej na czynnik fizyczny państwa. To przesunięcie świadomości twórczej z podmiotu cywilizacji, jakim jest duch twórczy narodu, na stronę przedmiotową siły wykonawczej, przesunięcia kierowane nacjonalistycznym kombinowaniem skuteczności, musiało upośledzić motywy moralne działania i wytworzyć kierownicze zasady: siła ponad prawem, cel uświęca środki”[4].

Klasyk polskiej etyki tomistycznej, ojciec Jacek Woroniecki, również pisał o tzw. nacjonalizmie liberalnym (egoistycznym), który uznał z gruntu za niemoralny. Natomiast tzw. nacjonalizm chrześcijański mieścił się, w ujęciu myślicieli chrześcijańskich, zdecydowanie w kręgu tradycji łacińskiej[5]. Co więcej, idąc tropem św. Tomasza z Akwinu, Woroniecki zdecydowanie poparł ideę państwa narodowego, tak mocno promowaną przez polski obóz narodowo-demokratyczny. „Doświadczenie pokazuje – czytamy – że państwa narodowe dzięki wewnętrznej jednorodności cieszą się większą zgodą oraz jednością i radzą sobie lepiej zarówno w sprawach zewnętrznych, jak i wewnętrznych. Stąd też św. Tomasz (…) poucza: «Państwo powinno raczej składać się z jednego narodu, ponieważ jeden naród posiada jeden obyczaj i jedną moralność, które z racji swego podobieństwa wzbudzają wśród obywateli przyjaźń. Stąd też państwa, które składają się z różnych narodów, z powodu nieporozumień dotyczących różnicy obyczajów, uległy zniszczeniu, ponieważ jakaś część [takiej społeczności] przez nienawiść żywioną ze strony innej części przyłączała się do wrogów»”[6].

Należy nadmienić, że ruch narodowy w Polsce nie od początku miał ściśle chrześcijański charakter. W dziewiętnastym wieku duży wpływ na jego kształt miała ideologia pozytywistyczna, co przełożyło się na kreowanie pewnej wizji umiarkowanego egoizmu narodowego. Osobną broszurę na ten temat wydał jeden z twórców obozu narodowego, Zygmunt Balicki („Egoizm narodowy wobec etyki”)[7]. Prawdziwym finałem ewolucyjnej chrystianizacji polskiej myśli narodowej była broszura Dmowskiego „Kościół, naród i państwo”, wydana po zamachu majowym w 1927 roku[8]. Roman Dmowski pisał: „Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę. Usiłowanie oddzielenia u nas katolicyzmu od polskości, oderwania narodu od religii i od Kościoła, jest niszczeniem samej istoty narodu”[9]. Biorąc powyższe tezy pod uwagę, dla narodowców olbrzymim problemem były wszystkie zagrożenia uderzające w ową „istotę polskości”, tak w sensie cywilizacyjnym, jak i ideologicznym. Zygmunt Wasilewski przestrzegał przed tym, by „rozkład moralny i umysłowy” nie spowodował spustoszenia w „strukturze społeczeństwa”. „Jeden doktor filozofii zdziczały – pisał – więcej szkody przynosi niż zaniedbany prostak w polu. Bo tamten ma swój świat umysłowy utrwalony tradycjami, przeciw któremu nie wykracza, dopóki go rozkład z góry nie dosięgnie”. Narodowcy wyrażali troskę, aby obcy żywioł nie wkradł się do „centrów mózgowych polskiej cywilizacji”. „Bo w ostateczności można jeszcze żyć z drewnianą nogą czy ręką”. Gdy zaatakowane zostaną centra mózgowe „naród staje się sam dla siebie koniem trojańskim, z którego w chwili sposobnej mogą wyjść wrogowie jego niepodległości i do spółki z wrogiem wewnętrznym nad ciałem narodu się znęcać”[10].

Z powyższymi założeniami wynikała konkretna koncepcja narodu lansowana przez Dmowskiego oraz etyka, na bazie której zbudowane miało być życie społeczne. Pamiętajmy, że w alternatywnej koncepcji nacjonalizmu niemieckiego naród był redukowany w sposób postpozytywistyczny do wymiaru rasowego, a etyka miała być oparta o nietzscheańską koncepcję nadczłowieka[11]. Tymczasem Dmowski lansował zdecydowanie koncepcję narodu rozumianego jako wspólnotę kulturową, zbudowaną na bazie chrześcijaństwa (katolicyzmu).

Zupełnie podobnie tę kwestię ujmował Feliks Koneczny. Znawca myśli koneczniańskiej Paweł Skrzydlewski tak opisuje poglądy polskiego twórcy teorii cywilizacji: „Naród nie jest zrzeszeniem, którego podstawę stanowią jedynie wspólne więzy krwi, pochodzenie od wspólnych przodków, lecz przede wszystkim istnieje on dzięki własnej, rodzimej, przeżywanej przez niego kulturze. Kulturowy fundament narodu sprawia, że każdy naród formuje się sam, zawsze dobrowolnie, nigdy pod wpływem gwałtu i przymusu”[12]. I w innym miejscu: „Zdaniem Konecznego, powstanie państwa w cywilizacji łacińskiej należy wiązać z działalnością misyjną Kościoła katolickiego. Państwo zaistniało za sprawą wychowania ludów przez Kościół, który oprócz dożywotniej monogamii, zniesienia niewolnictwa, niezawisłości Kościoła od władzy świeckiej, postulował zniesienie msty rodowej na rzecz sprawiedliwości wymierzanej przez władzę publiczną”[13].

Wydaje się, że kwestią dyskusyjną w kwestii łacińskości polskiej myśli narodowej mogłaby być sprawa istnienia tzw. etyki narodowej i kwestii relacji państwa do Kościoła. Otóż mylnymi są stwierdzenia, jakoby narodowcy postulowali upaństwowienie Kościoła. Stanisław Grabski, jeden z liderów ruchu narodowego, pisał: „Nie ma nic szkodliwszego od upaństwowienia Kościoła. Państwo działa za pomocą prawnego, w pewnych momentach nawet fizycznego przymusu, a Kościół Chrystusowy z istoty swojej jest władzą tylko moralną i odwoływać się może skutecznie jedynie do nakazów sumień ludzkich”[14]. Narodowcy postulowali więc nade wszystko współpracę Kościoła i państwa (szczególnie w okresie międzywojennym), respektując ich autonomię[15], co było zgodne z tradycją łacińską[16].

Kolejnym tematem dyskusyjnym w kwestii „łacińskości” ruchu narodowego i poglądów Romana Dmowskiego jest tzw. etyka narodowa, propagowana jeszcze przez Dmowskiego w „Myślach nowoczesnego Polaka” (teza: „Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie”). Oczywiście sprzeczność z etyką katolicką jest tutaj tylko pozorna, warunkowana ewentualnością tzw. postpozytywistycznego darwinizmu społecznego (egoizmu narodowego). W rozumieniu chrześcijańskim pojęcie etyki narodowej może być w zgodzie z zasadami katolickimi. Feliks Koneczny pisał: „Istnieć musi etyka narodowa. Przeczący temu popełniają pewne przeoczenie: etyka ta wcale nie musi być czymś sprzecznym z katolicyzmem, lub niepotrzebnym wobec niego. Jak to? Więc w katolicyzmie wszystko ma być etyczne, oprócz narodu? Właśnie w imię katolicyzmu musimy zmierzać do wytworzenia etyki narodowej, jako nowego działu etyki katolickiej”[17].

Metody działania politycznego

Oprócz kwestii typowo teoretycznych, dotyczących myśli politycznej Romana Dmowskiego i obozu narodowego, zachodzi pytanie o praktykę działania. Istnieje wszak dość powszechne wśród historyków przekonanie o dążeniach wodzowskich Dmowskiego. Przywołuje się tutaj Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego jako dwie postacie, będące zwolennikami systemu autorytarnego w Polsce. Tymczasem kiedy przyjrzymy się działaniom Dmowskiego trudno jest udowodnić owo dążenie do wodzostwa, które w wymiarze cywilizacyjnym byłoby wzorowaniem się na cywilizacji turańskiej (Rosja), bądź bizantyńskiej (Niemcy). Rzeczywiście obóz piłsudczykowski był ukształtowany jako wodzowski. Szczególnie tuż przed Wielką Wojną i w trakcie jej trwania Piłsudski wykazywał ściśle militarystyczne tendencje w polityce. Odsunął w dużej mierze starych współpracowników politycznych, opierając się na młodzieży[18]. Owa młodzież legionowa odegrała olbrzymią rolę w czasie poczynań wojennych Piłsudskiego, a także, już jako generacja ludzi w pełni dorosłych, w Polsce niepodległej (przykład: zamach majowy). Tymczasem Dmowski nigdy nie stworzył organizacji politycznej widzianej jako zmilitaryzowana siła. Wręcz przeciwnie, obóz narodowy był bardzo szerokich ruchem, w którym przede wszystkim wielką rolę odegrała myśl polityczna. Dmowski bardzo krytycznie ustosunkowany do polityki insurekcyjnej miał wielki dystans do udziału młodzieży w życiu politycznym, jako warstwy w sposób najbardziej oczywisty uległej demagogii (wysoka emocjonalność charakterystyczna dla młodego wieku)[19]. Szczególnie miał na myśli młodzież zaangażowaną w ruchu socjalistycznym, która w czasie rewolucji 1905 r. chwyciła za broń. Dmowski pisał: „Przynajmniej połowa przewrotności, znamionującej socjalistów w dyskusji, jest nieumyślną i pochodzi z przedwczesnej partyjności”[20]. Przykładał twórca ruchu narodowego olbrzymią wagę do twórczości politycznej, twierdząc, że przedwczesna partyjność ogranicza rozwój młodzieży. Zatem Dmowskiemu chodziło przede wszystkich o wychowanie młodego pokolenia, a nie o zaprzęgnięcie ich w rydwan militarystycznych działań powstańczych. W innym miejscu jego pism czytamy: „Czy nie wpływałoby to korzystnie na cały rozwój myśli demokratyczno-narodowej, gdyby wśród młodzieży podlegały dyskusji rozmaite poglądy, które zbyt prędko pozyskują znaczenie urzędowej opinii stronnictwa (…). Ci, co po nas przyjdą do steru ruchu demokratyczno-narodowego, muszą zmienić niejedno z tego, co  myśmy zrobili lub za zasadę przyjęli, bo to, co dobre dziś, jutro może być nieodpowiednie, a zresztą musi być w naszym kierunku i błędów nieco do naprawienia, bo któż na tym świecie jest wolny od błędów! (…) Trzeba znaleźć drogę, której by nie towarzyszyło ani pretensjonalne lekceważenie zdania starszych, ani uznanie ich za bezwzględny autorytet: przyjacielska, oparta na wzajemnym szacunku dyskusja zawsze jest możliwa między ludźmi cywilizowanymi, zwłaszcza, gdy ich łączą węzły wspólnej wiary w głównych sprawach”[21]. Zatem takie stawianie sprawy przez Dmowskiego absolutnie wykluczało ideę wodzostwa oraz ślepe naśladownictwo zastanych wzorów przez młode pokolenie. Obóz narodowy w przekonaniu Dmowskiego to wielki ruch, o bogatej myśli politycznej, a nie zdyscyplinowana struktura partyjna.

W podobny sposób na młodzieżową politykę patrzył jeszcze przed I wojną światową Feliks Koneczny. Krytykował on tzw. pajdokrację, charakterystyczną dla dziewiętnastowiecznego ruchu insurekcyjnego. Słowa Konecznego, przeciwnika wodzowskiej polityki brzmiały jeszcze ostrzej niż poglądy Dmowskiego. Koneczny pisał: „Jeżeli wróg wewnętrzny pragnie, żeby dane społeczeństwo popełniło krok fałszywy i dla siebie zgubny, postara się o najmitę, który za odpowiednim żołdem najmie się za prowokatora. Gdzież najłatwiej mu działać, jak nie wśród młodzieży? W interesie tamtej strony będzie, żeby ta młodzież miała jak najwięcej wpływu, a nawet posiadała władzę nad społeczeństwem. Nie bez wielkiej racji psychologicznej szpiegostwo i prowokatorstwo zatrudnianym bywa najbardziej wśród młodych, zapalnych głów”. I w innym miejscu: „Miałem dużo sposobności przysłuchać się, jak się kaptuje młodzież. Siwowłosy orator zapewnia np., że nie ma nic zgubniejszego, jak rozsądek, że daną kwestię trzeba rozwiązać «porywem serca». Młodzież zachwycona, uniesiona, i nikt ze słuchaczów nie spostrzeże, że zachodzi tu coś nienaturalnego, że człowiek starszy, odzywający się w ten sposób, musi być albo wariatem, albo oszustem”[22].

Widzimy zatem olbrzymią zbieżność w widzeniu tych spraw między Konecznym a Dmowskim. Jak już wspomniałem, łączyło się to ściśle z niechęcią do militaryzacji polityki. Naturalnie podejście takie przeniosło się na grunt II Rzeczpospolitej. Szczególnie po zamachu majowym starły się nie tylko dwie ideologiczne koncepcje Polski, ale i, można by powiedzieć, dwa modele cywilizacyjne zorganizowania życia politycznego. Obóz piłsudczykowski, zorganizowany na sposób jednoznacznie wodzowski, nie znalazł pełnego naśladownictwa w kręgach narodowych. Oczywiście pojawiały się silne wodzowskie tendencje w obozie narodowo-radykalnym, tj. w grupie zbliżonej do Bolesława Piaseckiego, ale w głównym nurcie, któremu realnie przewodził Dmowski, dominujące były inne inspiracje. Jak pisze Krzysztof Kawalec, mylnym jest twierdzenie jakoby Dmowski pchał młodzież ku faszyzmowi, mimo to, że dla wielu wzorzec włoski był bardzo atrakcyjny[23]. Wręcz przeciwnie – Dmowski starał się hamować młodzież przed takimi tendencjami. Tadeusz Bielecki, jeden z najzdolniejszych uczniów Dmowskiego, późniejszy przywódca Stronnictwa Narodowego pisał: „Prezes był przeciwnikiem militaryzacji polityki, gromił nas, ilekroć przez pęd do naśladownictwa nazywaliśmy go wodzem (…). Wyrósł w innej epoce i wiedział, że militaryzacja polityki zabija twórczość polityczną. Toteż nieraz powtarzał: wolę być zwykłym członkiem wielkiego ruchu niż wodzem na kupie śmieci[24].

Feliks Koneczny za krytykę obozu sanacyjnego (za turańskie, jego zdaniem, metody rządzenia) został przeniesiony na emeryturę i stracił posadę uniwersytecką. Wydaje się, że sprzeciw Dmowskiego wobec militaryzacji polityki wewnątrz swojego obozu, jak i w kwestii działań wobec konkurencji politycznej, dowodzi, że posługiwał się on metodą łacińską w zarządzaniu ruchem narodowym. Można to było również zauważyć w jego poglądach na relację narodu i państwa. Głoszony przez piłsudczyków prymat państwa nad narodem (uosobieniem tego państwa miała być osoba Józefa Piłsudskiego – patrz: konstytucja kwietniowa) znalazł odpowiedź w propagowaniu przez Dmowskiego i obóz narodowy zdecydowanego prymatu narodu nad państwem[25]. Tu również poglądy narodowców zbiegały się z tezami głoszonymi przez Konecznego. „Jest tedy państwo o wiele starsze od narodu – pisał Koneczny – i nie z narodu ono powstaje, nawet nie ze społeczeństwa – lecz z tego nie wynika, by z państwa miało rodzić się społeczeństwo, a cóż dopiero naród. To nie wytwory państwowe, a że naród może istnieć bez państwa, dowiedliśmy (niestety) sami dziejami porozbiorowymi”[26]. Dla Konecznego państwo narodowe, w którym instytucja państwowa odgrywa tylko rolę narzędzia, jest naturalnym sposobem zorganizowania życia społecznego w cywilizacji łacińskiej. Naród jako wspólnota etyczna jest żywym organizmem, państwo użytecznym mechanizmem. Zmechanizowanie oddolnego życia wspólnoty (np. poprzez nierozumne prawodawstwo czy biurokrację) jest po prostu zabójcze dla modelu łacińskiego. Jak wykazaliśmy wcześniej, podobnie te sprawy postrzegał Roman Dmowski.

Artykuł ukaże się drukiem w „Zeszytach Społecznych KIK” 2010.

[1] R. Polak, Cywilizacje a moralność w myśli Feliksa Konecznego, Lublin 2001, s. 191.

[2] F. Koneczny, Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej, Komorów 1997, s. 139.

[3] M.A. Krąpiec, Rozważania o narodzie, Lublin 1998, s. 19; R. Dmowski, Kościół, naród i państwo, Krzeszowice 2002, s. 21-22.

[4] Z. Wasilewski, O nacjonalistycznym poglądzie na życie, „Myśl Narodowa” 1927, nr 5, s. 63.

[5] Historia katolicyzmu społecznego w Polsce 1832-1939, red. Cz. Skrzeszewski i in., Warszawa 1981, s. 294.

[6] J. Woroniecki, O narodzie i państwie, Lublin 2004, s. 52.

[7] Z. Balicki, Egoizm narodowy wobec etyki, w: B. Grott, Zygmunt Balicki ideolog Narodowej Demokracji, Kraków 1995, s. 114-143.

[8] Por. M. Ryba, Religia i etyka społeczna w myśli narodowej, „Zeszyty Społeczne KIK” 1997, s. 38 – 39.

[9] R. Dmowski, Kościół, naród …, s. 21.

[10] Cyt. za: M. Ryba, Naród a polityka. Myśl społeczno-polityczna twórców ruchu narodowego w okresie międzywojennym, Lublin 1999, s. 46.

[11] Por. A. Zwoliński, Cywilizacja zła. Faszyzm i komunizm jako idee satanistyczne, „Cywilizacja” 2006, nr 16, s. 68-77.

[12] P. Skrzydlewski, Polityka w cywilizacji łacińskiej, Lublin 2002, s. 72-73.

[13] Tamże, s. 52.

[14] S. Grabski, Pamiętniki, t. 2, Warszawa 1989, s. 236. Podobnie rzecz ujmował inny lider obozu narodowego, Roman Rybarski: „Ochrona praw Kościoła rzymskokatolickiego nie oznacza wznowienia walk religijnych. (…) Kościół rzymskokatolicki nie apeluje do siły fizycznej, by wzmocnić swoje wpływy. Innym wyznaniom chrześcijańskim nic w Polsce nie zagraża, żyliśmy z nimi od wieków w zgodzie i nadal żyć pragniemy” R. Rybarski, Cele i zadania, Warszawa 1928, s. 13, por. R. Dmowski, Pisma, t. 9, Częstochowa 1939, s. 113.

[15] Dmowski pisał: „W zakresie obrony podstaw życia religijnego, jedne rzeczy może i musi robić państwo; te zaś, których państwo robić nie może i w których ingerencja państwa jest niepożądana, musi robić społeczeństwo. Tym zaś większy obowiązek ciąży na społeczeństwie, im państwo w danym zakresie gorzej spełnia swe zadania”. R. Dmowski, Kościół, naród …, s. 34.

[16] Ryszard Polak pisze o zasadach cywilizacji łacińskiej: „Uznawanie pierwszeństwa czynnika duchowego nad materialnym; wiara w Boga jako uzasadnienie uniwersalnej moralności; prawo, które jest regulatorem stosunków międzyludzkich; rozdział Kościoła od państwa; pluralizm polityczny. Cywilizacja łacińska jest personalistyczna, ponieważ uznaje godność osoby ludzkiej i wynikające z tego jej prawa i obowiązki”. R. Polak, Cywilizacje a moralność …, s. 245.

[17] F. Koneczny, Obronić cywilizację łacińską, Lublin 2002, s. 61.

[18] Zob. M. Ryba, Środowiska i ugrupowania polityczna na Lubelszczyźnie 1914-1918, Lublin 2007, s. 27-28.

[19] Dmowskiemu chodziło nie o jakąś konkretną granicę wieku, lecz o dojrzałość człowieka parającego się polityką. Por. K. Broński (R. Dmowski), Młodzież w ruchu demokratyczno-narodowym, „Przegląd Wszechpolski” 1903, nr 1, s. 32.

[20] Tamże, s. 34.

[21] Tamże, s. 37.

[22] F. Koneczny, O pajdokracji, Warszawa 1912, s. 17-19. W podobnym duchu pisał ks. Kazimierz Lutosławski, jeden z czynnych działaczy ruchu narodowego. Czytamy: „Polityka czynna należy do najtrudniejszych zadań dojrzałych ludzi. Prowadzenie jej skuteczne i z pożytkiem sprawy publicznej wymaga takich cech umysłu i charakteru, które są zgoła niedostępne dla młodego wieku. Wymaga przede wszystkim roztropności, to jest cnoty, o której już Arystoteles orzekł, że nie może być udziałem młodych, bo opiera się na doświadczeniu i na opanowaniu afektu w sądzie; roztropność polega na wybraniu spomiędzy wszelkich możliwych środków tych, które najskuteczniej prowadzą do celu, przypuszcza też zdolność rozróżniania, co jest ustępstwem w środkach tylko, a co odstępstwem od celu. (…) Wreszcie polityka wymaga tak rozległej wiedzy historycznej, ekonomicznej i społecznej, tyle nauk wchodzi w zakres umiejętności politycznych, że zważywszy to wszystko,  uznać trzeba napraszanie się młodzieży niedorosłej do udziału w polityce czynnej za szkodliwe dzieciństwo. K. Lutosławski, Młodzież a polityka, Warszawa 1915, s. 5-6.

[23] K. Kawalec, Narodowa Demokracja wobec faszyzmu, Warszawa 1989, s. 308.

[24] T. Bielecki, W szkole Dmowskiego, Londyn 1968, s. 264.

[25] M. Ryba, Naród a polityka, s. 49-50.

[26] F. Koneczny, Rozwój moralności, Lublin 1938, s. 205.