Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Światoogląd
Alina Brzózka 2010-07-14

Kołakowski czy Krąpiec?

Sposoby popularyzacji filozofii z perspektywy językoznawczej

Mawia się, że jedynie filozofowanie jest zajęciem godnym człowieka. Potoczne doświadczenie przeczy temu twierdzeniu z całą stanowczością. Filozofia jest postrzegana jako jedna z najtrudniejszych sfer ludzkiego poznania, co sprawia, że istniało i do dziś istnieje w stosunku do niej wiele uprzedzeń[1].

Słownik frazeologiczny notuje kilka połączeń wyrazowych związanych z filozofią. Celowe jest odwołanie się właśnie do niego, ponieważ pozwala uświadomić sobie, jak filozofia funkcjonuje w potocznej świadomości. Stałe połączenia wyrazowe mogą w oczywisty sposób zilustrować funkcjonowanie i rolę przypisywaną filozofii w codziennej mowie przez przeciętnego Kowalskiego oraz pokazują dystans, jaki dzieli tę dyscyplinę naukową od jej uproszczonego, potocznego rozumienia. Znamienne, że na pierwszym miejscu, a więc zgodnie z założeniami metodologicznymi autorów słownika, jest to najczęstsze użycie (opatrzone kwalifikatorem: „pogardliwie”) można przeczytać o „czystej filozofii”, czyli czymś abstrakcyjnym, oderwanym od konkretnych zagadnień[2]. Obok tego: „nie ma w czymś żadnej filozofii” lub: „coś nie jest żadną filozofią” – czyli coś jest łatwe do wykonania w odróżnieniu od dylematów i zawiłości jakie nieuchronnie niesie ze sobą zajmowanie się tą dziedziną. Z przytoczonych przykładów wyłania się obraz filozofii jako sfery mętnej, trudnej do rozwikłania i co najważniejsze, oderwanej od tzw. normalnego życia. Notuje słownik, że ktoś może „mieć swoją filozofię życiową”, czyli kierować się w życiu jakimś ogólnymi wyznacznikami postępowania. Zatem ze względu na swój praktyczny wymiar został dowartościowany jedynie pewien wycinek refleksji filozoficznej – etyka.

Na tym tle jako nie lada problem jawi się kwestia popularyzacji podstaw filozofii. W jaki sposób dotrzeć do czytelnika prezentującego zarysowany wyżej typ wiedzy o świecie? – o charakterze potocznym, spontanicznym, nieuporządkowanym. Jak dotrzeć do szerokiego grona odbiorców niedysponujących nierzadko nawet elementarnym zasobem pojęć filozoficznych (filozofia od lat nie jest obowiązkowym przedmiotem nauczania nawet w liceach, które mienią się być ogólnokształcącymi).

Tego zadania podjęły się m.in. dwie znaczące dla współczesnej myśli filozoficznej postaci: o. prof. M.A. Krąpiec i prof. L. Kołakowski. Mimo że obaj uprawiali tę samą dyscyplinę naukową, różniło ich bardzo wiele. Związani byli z odmiennymi tradycjami refleksji filozoficznej. Pierwsza z wymienionych osób to systematyk, autor monografii z zakresu m.in. metafizyki i antropologii filozoficznej; druga – historyk filozofii.

Wśród licznych publikacji ściśle naukowych w ich dorobku znalazły się pozycje o charakterze popularyzatorskim. M.A. Krąpiec przez lata wygłaszał felietony w Radiu Maryja, które następnie zostały opublikowane m.in. w zbiorze Spełniać dobro[3]. L. Kołakowki natomiast nagrał cykl audycji telewizyjnych, które ukazały się w formie książkowej jako Mini-wykłady o maxi-sprawach[4]. Łączy wymienione publikacje jedno – zakładany odbiorca. Teksty te miały charakter wypowiedzi przygotowanych pierwotnie do wygłoszenia. Powstały na potrzeby mediów o zasięgu ogólnokrajowym i kierowane były do bardzo szeroko sprofilowanego grona odbiorców. Nie pojawiały się na antenie w jakimś szczególnym paśmie telewizji edukacyjnej, ale czasie przeznaczonym dla wszystkich telewidzów czy słuchaczy.

Odbiorca-laik, jak zauważa A. Starzec, nakłada na autora największe ograniczenia i stanowi dla niego największe wyzwanie. Popularyzator, mając przed sobą takie zadanie, najczęściej odchodzi zdecydowanie od tematyki wąskospecjalistycznej, aby podjąć kwestie ogólne, dające się wykorzystać w praktyce[5]. W przypadku postawienia sobie za cel popularyzowania zagadnień filozoficznych rzecz jest skomplikowana szczególnie, ponieważ po pierwsze, dyscyplina ta jest ze swej natury teoretyczna. Po drugie, w swej istocie zajmuje się zagadnieniami o największym stopniu ogólności i jej zadaniem nie jest formułowanie postulatów praktycznych.

Skonstruowanie przekazu podejmującego tematykę filozoficzną w kontekście aktualnych wydarzeń (a taki wymóg stawia wzorzec gatunkowy felietonu) i dopasowanie go do możliwości percepcyjnych odbiorcy-laika – stanowi zadanie nad wyraz trudne. W jaki sposób podjęli to wyzwanie dwaj niedawno zmarli filozofowie, którzy wyrośli ze skrajnie odmiennej tradycji filozoficznej, o odmiennych życiorysach – oto problem, który zostanie zarysowany w niniejszym szkicu.

***

Nie jest możliwe przeprowadzenie w krótkim opracowaniu szczegółowej analizy stylistycznej poszczególnych tekstów. Celowym natomiast będzie wskazanie pewnych cech stylistycznych tych tekstów, które decydują o tym, że charakteryzuje je przystępność z jednej strony i atrakcyjność z drugiej[6].

Przystępność z natury rzeczy kieruje uwagę na osobę odbiorcy i każe skupić się na uczynieniu komunikatu maksymalnie zrozumiałym, jasnym i czytelnym, gdyż są to warunki sukcesu komunikacji popularyzatorskiej. Ważnym elementem nawiązania kontaktu z odbiorcą jest wstęp, w którym autor w bezpośredni sposób może wyjaśnić swoje intencje, zasygnalizować tematykę, wskazać na stawiane sobie cele, w końcu zachęcić do lektury.

Autorzy omawianych opracowań inaczej widzieli rolę wprowadzenia i w odmienny sposób je potraktowali. O. Krąpiec zatrzymał się na wyjaśnieniu znaczenia tytułu, ukazaniu jego sensu w perspektywie filozoficznej. Już w pierwszym zdaniu można przeczytać: „Spełniać dobro – to znaczy realizować człowieczeństwo przez ludzką osobę” (Krąpiec, s. 5). Następnie filozof wskazał na ostateczny cel ludzkich działań i potrzebę dobierania właściwych do niego środków. Po tych uściśleniach kolejny raz wrócił do frazy stanowiącej tytuł książki – do wyjaśnienia, czym jest spełnianie dobra. Tym razem określił je jako „wolny i rozumny wybór i samego działania, i środków prowadzących nas do tego celu” (Krąpiec, s. 5). Uzupełnienie jest jeszcze dalej idące – filozof wskazał na Boga jako najwyższe dobro. Można powiedzieć, że jest to wypowiedź ad rem, wprost dotycząca tytułu, ale również ważnego zagadnienia dla życia moralnego człowieka. Autor, mając świadomość niejasności i wieloznaczności pojęcia dobra w potocznej świadomości, ukazał je z perspektywy metafizyki.

L. Kołakowski w odmienny sposób potraktował przedmowę. Zgodnie z regułami retoryki mniej skoncentrował się na temacie, a swoją uwagę skierował w stronę potencjalnego czytelnika. Założył, że w potocznej świadomości teksty filozoficzne są postrzegane jako długie i trudne. Aby zachęcić do lektury, autor własne teksty nazywał „wykładzikami”. Celowo zastosował zdrobnienie, by zmniejszyć dystans względem odbiorcy i odsunąć ewentualne podejrzenie czytelnika, że ma do czynienia ze skomplikowanymi tekstami akademickimi, wymagającymi specjalistycznej wiedzy i szczególnych kompetencji. Kołakowski obiecuje łatwość odbioru książeczki i jej zwięzłość, która nie pozwoli czytelnikowi zasnąć w trakcie lektury. Robiąc ukłon w stronę czytelnika, wśród atutów swoich tekstów wymienił również ich apolityczność. Powyższe zabiegi miały na celu  umożliwienie pozyskania życzliwej uwagi odbiorców. Autor nie odniósł się do podejmowanej w książce tematyki, wyjaśnił jedynie dobór i okoliczności powstania poszczególnych tekstów.

Już pobieżna analiza wstępów pozwala stwierdzić, że M.A. Krąpiec i L. Kołakowski w swoich publikacjach przyjęli odmienne strategie nadawcze. O. Krąpiec koncentruje się na samej tematyce i wyjaśnieniu celowości nadania książce takiego właśnie, a nie innego tytułu. Ukazuje głębsze motywacje i filozoficzne ich uzasadnienie. Nie zwraca się wprost do czytelnika. Jedynym sygnałem zmniejszania dystansu wobec odbiorcy jest użycie 1 os. lm „my”. „Adresat wraz z nadawcą stają się równoprawnymi uczestnikami aktu komunikacji i razem uczestniczą w rozwiązywaniu problemu, śledzeniu toku wykładu i w jego ocenie”[7]. W tym przypadku jest to jak najbardziej uprawnione, ponieważ czytelnika łączy z autorem wspólne człowieczeństwo. Warto nadmienić, że pisanie z pozycji „my” jest charakterystyczne dla obu autorów. Obaj wykorzystują ten sposób komunikowania dla uniknięcia paternalistycznego tonu. Kołakowski formułuje końcowe postulaty swoich felietonów, przyjmując perspektywę wspólnoty poglądów z odbiorcą: „Możemy zatem – i powinniśmy – organy władzy politycznej podejrzliwie traktować, sprawdzać jak najwięcej i w razie potrzeby na nie narzekać (a potrzeba jest prawie zawsze), nie powinniśmy jednak narzekać na samo istnienie, samą obecność władzy, chyba że wymyślimy inny świat, czego już wielu próbowało, ale nikt z powodzeniem” (Kołakowski, s. 13). O. Krąpiec stosuje często podobną taktykę: „Odkrywamy, że właściwie być człowiekiem, to być «ja»...” (Krąpiec, s. 32); „Roztropność, sprawiedliwość, męstwo i umiarkowanie jawią się jako cnoty naczelne, kardynalne pomagające działać po ludzku, rozumnie i dobrze, bo przez dobre działanie stajemy się sami ludźmi dobrymi” (Krąpiec, s. 18), ale częściej kończy swoje teksty z większą dozą postulatywności i bezosobowości („człowiek musi”, „nie można zapomnieć”, „trzeba uznać”). „Człowiek musi zrozumieć, że nie ma ucieczki od przeznaczenia ku wieczności” (Krąpiec, s. 21). „Dziś, gdy szkoły przechodzą pod władzę samorządowych rodzin, nie można zapomnieć o roli religii i o kształceniu w tej dziedzinie ze strony naszych polskich placówek oświatowych” (Krąpiec, s. 24). „Trzeba przecież uznać doniosłość tradycji humanistycznej dla ludzi, którzy powinni być ludźmi poznającymi i mądrymi (homo sapiens), a nie tylko homo faber, czyli wytwórcami narzędzi” (Krąpiec, s. 27). „Jest więc pilna konieczność, by zapewnić obronę ludzkiego życia (...). Władze państwowe powinny reagować na występcze popisy młodocianych (...). Policja musi się pokazać na osiedlach (...). musi być wprowadzone przez czynniki państwowe i kościelne do szkoły wychowanie obywatelskie. (...).Starsi muszą się stawać przykładem dla młodych...” (Krąpiec, s. 41-42).

Obaj autorzy starają się bazować na wiedzy wspólnej dla nich i odbiorcy: „Znamy innych, co nieustannie obnoszą się swoją martyrologią i żądają współczucia...” (Kołakowski, s. 19.) „Wszyscy odczuwamy konieczność realnego i rzetelnego zajęcia się publicznym wychowaniem i oświatą w naszym kraju” (Krąpiec, s. 25).

Ważnym sposobem osiągania przystępności tekstu jest unikanie wprowadzania terminologii naukowej, nazwisk filozofów czy szkół filozoficznych. Strategia ta jest obecna u obu autorów: „Kiedyś wierzyli myśliciele oświecenia, że ludzie rodzą się tacy sami, jako nie zapisane tablice” (Kołakowski, s. 22). „Długie wieki namysłu nad postępowaniem człowieka pozwoliły dostrzec i usystematyzować różnorodne sposoby spełniania ludzkiego dobra w moralnych czynach” (Krąpiec, s.16). Terminy, jeśli jest taka konieczność, są w możliwie najprostszy sposób definiowane lub wprowadzane za pomocą opisu: „W najszerszym znaczeniu «władzą» nazywamy wszystko co pozwala nam wpływać na otoczenie”. (Kołakowski, s. 7). „Tak rozległe pojęcie władzy jest dozwolone, stąd też powstały teorie, wedle których wszystko w ludzkich poczynaniach podporządkowane jest pragnieniu władzy” (Kołakowski, s. 8). Trudniejsze pojęcia Krąpiec opatruje przykładami. Wyjaśnia, że działania wegetatywne to – jedzenie, picie; natomiast sensytywno-zmysłowe – to widzenie, wąchanie, smakowanie, wyobrażanie, zapamiętywanie itd. (Krąpiec, s. 10)

Kołakowski pisze o teoriach czy nurtach, nie posługując się ich nazwami, ale skrótowo przybliżając to, co głoszą. Podobny zabieg stosuje Krąpiec:
„Współczesne wypaczenia były następstwem genialnych pomyłek wpływowych filozofów. Pomyłki te dotyczyły przede wszystkim rozmienia człowieka. Człowiek w świetle tych pomysłów miał być kimś samym z siebie doskonałym o cechach bosko-anielskich. Człowiek wedle tych błędnych sugestii miał być istotą nieskrępowanie kreującą prawa, istotą stawiającą przed trybunałem swojego rozumu przyrodę i nadającą przyrodzie racjonalność” (Krąpiec, s. 143).

Zgodnie z tytułem felietonu Tragiczne następstwa genialnych błędów filozoficznych filozof omija fachową terminologię na rzecz ogólnego zasygnalizowania, że współcześnie występujące zjawiska kulturowe mają swoje podłoże w błędach wyrosłych z różnych koncepcji antropologicznych. Teorie te nie są nazywane, a jedynie przywoływane poprzez streszczenie kluczowej tezy w nich zawartej. Odbiorca jest zaznajamiany już z konsekwencjami danej teorii np. dla życia społecznego bez szczegółowego referowania jej założeń. Tak czyni również Kołakowski, ukazując następstwa niektórych skrajnie egalitarystycznych koncepcji. Ujmuje rzecz lapidarnie: „W takiej ideologii nie chodzi wcale o to, by ludziom lepiej się żyło, ale o to, by nikomu nie żyło się lepiej niż innemu...” (Kołakowski, s. 25).

Przestrzenią skutecznej popularyzacji jest uczynienie tekstu atrakcyjnym dla odbiorcy. O ile w kwestii przystępności i komunikatywności znaleźć było można wiele punktów zbieżnych u obu autorów, to podejście do kwestii atrakcyjności różni ich zasadniczo.

Teksty Kołakowskiego charakteryzuje większa dbałość o ich atrakcyjność. Obecne są u niego elementy języka potocznego. („burdele – pisze na przykład – nazywano «domami tolerancji»” [Kołakowski, s. 37]). Chętniej przywołuje postaci znane czytelnikowi współczesnemu (A. Warhol, J. Nicholson, E. Thompson, Antonioni, Wajda). Odbiorca jest zaskakiwany niesztampowymi przykładami. Ilustracją tezy o różnych rodzajach kłamstwa jest przykład przyrodniczy: „Motyl mówi do ptaszka: «ależ ja nie jestem motylem tylko zwiędłym liściem». Osa mówi do pszczoły: «ależ ja nie jestem osą, tylko pszczołą...»” (Kołakowski, s. 28). Autor dba o przyciąganie i podtrzymywanie uwagi czytelnika, dynamizuje wypowiedź, ale porusza się w przestrzeni znanej odbiorcy. Punktem wyjścia do dalszych rozważań czyni nierzadko powszechne mniemanie na temat danego problemu.

Sposobem przybliżania pewnych tez jest posługiwanie się obrazowym przykładem, najlepiej zaczerpniętym ze sfery bliskiej odbiorcy. Kołakowski np. dla zilustrowania różnic w rozumieniu pojęcia tolerancja, posłużył się modelem rozmowy typowym dla języka potocznego: „Co innego, gdy mówię «głosisz poglądy okropne, błędne i szkodliwe, ale nie będę ci ucinał głowy i zostawię sprawę Panu Bogu», a co innego, gdy mówię: «gadaj sobie co chcesz o religii, to nie ma żadnego znaczenia»”. W innym miejscu, obrazując tezę o braku bezwzględnej determinacji genetycznej i obszarze wolności w ludzkim postępowaniu, autor przywołał dla wydobycia kontrastu dwie znaczące dla całego XX-wieku postaci Hitlera i Matkę Teresę z Kalkuty. „Nikt nie może twierdzić, że w genach Hitlera była bezbłędnie zapisana cała kariera Hitlera, a znowu w genach matki Teresy – wszystkie uczynki i myśli matki Teresy, ale wolno przypuszczać, że są pewne dziedziczne osobliwości, które czynią możliwym – choć nie koniecznym – by ktoś stał się raczej Hitlerem albo raczej matką Teresą” (Kołakowski, s. 22). Widoczne jest upodobanie do zaskakiwania nietypowymi zestawieniami (Ksantypa, Theo van Gogh, Piłat – Kołakowski s.18). Krąpiec stosuje raczej dość oczywiste analogie: „jak konieczne jest dawanie dziecku pokarmu i ubieranie, by mogło żyć, tak konieczne jest wychowanie” (Krąpiec, s. 87).

Porównanie tekstów o. Krąpca i Kołakowskiego każe sądzić, że pierwszy z wymienionych autorów celem prymarnym uczynił cel poznawczy, który ma prowadzić do realizacji celu formacyjnego. W tym kontekście nie ma miejsca na kokietowanie czytelnika. Brak jest zasadniczo elementów zaskoczenia czy chęci przyciągnięcia uwagi odbiorcy jakimiś wyszukanymi figurami czy konceptami. Autor nie kreuje się na zabawiacza, ale występuje w roli nauczyciela-przewodnika. („Dlaczego się to stało? Dlaczego nie organizuje się środków zaradczych? Zastanówmy się nad niektórymi tylko powodami” – Krąpiec, s. 40). Nie występuje również w felietonach jedynie jako naukowiec-filozof, ale częściej jako mędrzec, któremu rozumienie świata dane zostało w większym stopniu niż innym z racji wieku, formacji intelektualnej i duchowej, bo nie zapominajmy, że był o. Krąpiec dominikanianem. Stąd wyłania się obraz autora tekstów jako erudyty, humanisty, ale też przewodnika życia duchowego. Rzeczywistość jest zawsze widziana w szerokim kontekście kulturowym, na tle tradycji myśli ludzkiej, jej błędów, nawet jeśli tematem felietonu są pewne aktualne wydarzenia w życiu społecznym (np. reformy: zdrowia, edukacji, emerytalna). Krąpiec ukazuje człowieka w jego właściwym rozumieniu jako istotę wolną, rozumną, zdolną do miłości i otwartą na swojego Stwórcę.

W tekstach obecna jest pewnego rodzaju niejednorodność. Jedne z nich charakteryzuje większa przystępność, inne mają charakter bezosobowo, choć przejrzyście prowadzonego wykładu[8]. Krąpiec podejmuje nawet niełatwy temat encykliki Fides et ratio (Prawy rozum – pomocą w wierze. «Wiara i rozum są jak dwa skrzydła...»); bliższa mu wtedy jest rola pedagoga niż popularyzatora. Nie ucieka przed tematami ściśle z zakresu teologii (O kuszeniu przez zło – o sektach, Czynić prawdę w miłości – o wierze w Chrystusa i miłości bliźniego, Tysiącletni związek kultury polskiej z chrześcijaństwem, O Bożym Narodzeniu.).

Kołakowski jest popularyzatorem niejako „profesjonalnym”. Odpowiada na zapotrzebowanie mass mediów i wydawców na taką prezentację filozofii, która przystawałaby do wzorca kultury popularnej, masowej. Przykraja wybrane zagadnienia najstarszej dyscypliny naukowej na potrzeby statystycznego widza czy nabywcy książek szukającego w doznaniach kulturalnych raczej rozrywki niż kontaktu z klasyczną tradycją. Trudno rozstrzygać, w jakiej mierze o masowym odbiorze jego publikacji (jak na książki i programy o filozofii) zadecydował talent pisarski, w jakiej zaś fakt, iż odpowiadał na zapotrzebowanie środowiska (kojarzonego z „Gazetą Wyborczą”), które począwszy od lat 90. uznało go za niekwestionowany autorytet.

W przedsięwzięciach popularyzatorskich o. Krąpiec – podobnie jak w pracy naukowej, a jedynie na innym poziomie trudności – przyjął za cel wspólne ze słuchaczem (czytelnikiem) rozumne odczytanie rzeczywistości. Popularyzatorstwo Kołakowskiego, (wbrew tytułowi sugerującemu wykładowy charakter publikacji) to podzielenie się przemyśleniami filozofa w pewnych tematach niekoniecznie należących do zakresu zainteresowań filozofii, (podróże, nuda), ale takich, które mogą zainteresować odbiorcę, bo są nośne w dyskursie społecznym (sława, tolerancja, luksus, przemoc).

Alina Brzózka
Artykuł ukazał się w „Zeszytach Społecznych KIK” 2010.

[1] Zob. Przedmowa P. Jaroszyńskiego do Wprowadzenia do filozofii, t. 1, Lublin 2000, s. 9.

[2] Wielki słownik frazeologiczny języka polskiego, red. P. Müldner-Nieckowski, Warszawa 2004. Jak pisze autor we wstępie, przyjęto odmienną koncepcję w konstruowaniu haseł słownika niż miało to miejsce np. w Słowniku frazeologicznym języka polskiego, pod redakcją. S. Skorupki, Warszawa 1967. Decydującym kryterium umieszczenia danego połączenia wyrazowego w słowniku i pozycji w ramach samego hasła, była jego frekwencja we współczesnym języku mówionym jak i pisanym.

[3] Lublin 2000. Dalej cytowane w tekście głównym w nawiasach jako: Krąpiec (wraz ze wskazaniem strony).

[4] Kraków 1997. Dalej cytowane w tekście głównym w nawiasach jako: Kołakowski (wraz ze wskazaniem strony).

[5] A. Starzec, Współczesna polszczyzna popularnonaukowa, Opole 1999, s. 32.

[6] Według A. Starzec są to prymarne dla stylu popularnonaukowego cechy stylistyczne, Zob. tejże, dz.cyt., s. 44.

[7] Tamże, s. 194.

[8] Na przykład teksty pt. Przyrodzony porządek cnót oraz Nadprzyrodzony porządek cnót stanowią regularny wykład klasycznej aretologii. W diametralnie odmienny sposób problem cnót zarysował L. Kołakowski w tekście O cnocie. Porównanie tych dwu ujęć znakomicie ilustruje różnice w sposobie przekazu obu filozofów. Równie interesująco przedstawia się porównanie tekstu M.A. Krąpca Czy w życiu chodzi o osiągnięcie sukcesu? i Kołakowskiego O sławie.