Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Światoogląd
prof. Mieczysław Ryba 2013-04-19

Oaza tolerancji

Przez całe wieki Polska była oazą tolerancji, niemającej nic wspólnego z religijnym synkretyzmem. Antypolskie mity, pokazujące Polskę jako kraj ksenofobii i nietolerancji, wzięły się w ogromnej mierze z niechęci do katolickiej kultury polskiej.

W przekonaniu wielu kręgów protestanckich, oświeceniowych i wreszcie różnej maści socjalistów XX i XXI wieku, katolicyzm łączy się z przesądem, zatem kultura na nim wyrosła jest z definicji antywolnościowa. I tak kwitnie antypolska mitologia w świecie, bazując na kompletnie zafałszowanym obrazie historii. Warto walczyć o prawdę w tej materii, bo tradycje polskie są piękne i moglibyśmy wielu krajom dać przykład, czym jest najgłębiej rozumiana łacińska kultura europejska: jest z gruntu wolnościowa, a zarazem chrześcijańska.

Wolni z wolnymi

Dlaczego kraj o tak wielkich tradycjach wolnościowych, jak Polska, określany jest w dzisiejszych czasach mianem ksenofobicznego, antysemickiego, szowinistycznego?

Sięgając do historii, musimy odnieść się do czasów Kazimierza Wielkiego. Jak wiadomo, władca ten zasłynął w Polsce m.in. spisaniem prawa. Różnowiercy pojawiali się na naszych ziemiach bardzo często już w czasie rozbicia dzielnicowego. W szczególności Żydzi znajdowali na dworach polskich książąt dobre warunki do gospodarowania i praktykowania swojej kultury. Kazimierz Wielki zatem jedynie utwierdził prawem pisanym obecne w tradycji przywileje.

Znane są dwa ważne w tej dziedzinie dokumenty: jeden z roku 1341 – gwarantujący poszanowanie obrządku i obyczajów dla wyznawców prawosławia, i drugi z 1356 r. – sankcjonujący prawa monofizyckich Ormian. Nie oznacza to jednak, że Kazimierz Wielki traktował religię na sposób synkretyczny lub obojętny. Widać to bardzo wyraźnie chociażby w koncepcji tworzenia Akademii Krakowskiej, gdzie chrześcijaństwo w wydaniu łacińskim zostało szczególnie dowartościowane.

Unia Polski z Litwą, a zarazem chrystianizacja ostatniego w Europie pogańskiego państwa odbywała się na zasadzie całkowitej wolności. Model ten (łaciński) kłócił się z krzyżacką koncepcją nawracania mieczem (model bizantyński). W kręgach niemieckich uznano wręcz, że polski sposób chrystianizacji ma podłoże heretyckie. Siła przekonywania Krzyżaków była duża, skoro pod Grunwaldem rycerstwo europejskie w większości opowiedziało się po stronie zakonu. Spór z pola bitewnego przeniósł się na sobór w Konstancji (1414 r.), gdzie Paweł Włodkowic starał się bronić wolności narodów (w tym pogan) do swobodnego kształtowania swojego życia społecznego (w tym religijnego). Ksiądz arcybiskup Stanisław Wielgus pisał, że teoria praw narodów (ius gentium) wyrażała na płaszczyźnie teoretycznej powszechnie przyjęte wówczas w społeczeństwie polskim przekonanie, a nie była jedynie intelektualnym tworem polskich myślicieli.

Sumienie króla

Praktykowanie wolności w ustroju państwowym nie przeszkadzało polskim władcom być monarchami katolickimi. Już Władysław Jagiełło, respektując prawa szlachty prawosławnej, wypowiedział się zdecydowanie przeciwko propagowaniu husytyzmu (wówczas uznawanego jako ruch o charakterze rewolucyjnym).

Zygmunt Stary znany jest z uznania w 1525 roku sekularyzacji Prus Książęcych i akceptacji luteranizmu jako religii oficjalnej na tym terenie. Z drugiej jednak strony zagwarantował wszystkie możliwe wolności tamtejszym katolikom. Jego syn, Zygmunt August, zasłynął z powiedzenia: „Nie jestem królem waszych sumień”. Wszystko to działo się w czasie, gdy w Europie po wielkich wojnach religijnych triumfowała nieludzka zasada „cuius regio, eius religio” (czyj kraj, tego religia). W ustaleniach pokoju augsburskiego z 1555 roku cesarz Karol V i książęta niemieccy przyjęli zasadę całkowicie podporządkowującą religię polityce, nie licząc się z wolnością obywateli. Innowiercy musieli opuścić kraj, jeśli ich wyznanie różniło się od religii monarchy.

Na poziomie prawnym sprawy tolerancji religijnej uregulowane zostały w Polsce na sejmie konwokacyjnym w 1573 roku. Akt konfederacji warszawskiej w sposób bezwarunkowy i wieczysty gwarantował pokój między wyznaniami w Rzeczypospolitej, a także zapewnił im równouprawnienie w prawie publicznym i prywatnym. Postanowienia te weszły jako obowiązujące prawo w latach kolejnych jako część Artykułów henrykowskich, zaprzysięganych przez władców Rzeczypospolitej.

Królowie zatem starali się zabezpieczyć prawa różnowierców, równocześnie sami pozostając na gruncie katolickim i wspierając rozwój katolicyzmu. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że wolność i tolerancja były możliwe, gdyż głównym czynnikiem konstytuującym państwo polskie byli król i szlachta katolicka. Gdyby czynnik dominujący był inny (prawosławny bądź protestancki), wolność byłaby blokowana, a może nawet niemożliwa.

Wystarczy się przyjrzeć sąsiadom Rzeczypospolitej – prawosławnej Rosji czy protestanckim księstwom niemieckim. Oczywiście należy dodać, że bynajmniej nie wszystkie kraje katolickie kształtowały swoje życie społeczne w wolnościowym duchu łacińskim (vide Austria). Nie ulega jednak wątpliwości, że katolicka w swej przywódczej warstwie Polska gwarantowała porządek łaciński w Europie Środkowej. Tolerancyjny Zygmunt August zaakceptował postanowienia soboru trydenckiego (bynajmniej nie wszyscy katoliccy władcy europejscy byli tutaj jednego zdania). Stefan Batory skłonił Kościół polski do przyjęcia uchwał soboru trydenckiego (synod piotrkowski 1577), wspierał jezuitów, w tym założenie prowadzonej przez zakon Akademii Wileńskiej, niezwykle ważnego ośrodka szerzenia cywilizacji łacińskiej i religii katolickiej na Kresach Wschodnich.

O tym, że tolerancja polskich władców nie miała nic wspólnego z relatywizmem lub synkretyzmem religijnym, świadczą ich inicjatywy obrony Europy przed naporem islamu. To nie kto inny, jak Stefan Batory inicjował stworzenie ligi antytureckiej. Podobnie czynili inni królowie. Polska z biegiem czasu zaczęła się definiować jako przedmurze chrześcijaństwa. Z jednej strony mamy zatem do czynienia z państwem niezwykle wolnościowo nastawionym w stosunku do swoich poddanych (w tym muzułmanów) – Polska była „rajem dla Żydów” i „azylem heretyków”. Z drugiej strony Rzeczpospolita to kraj ludzi niezwykle zaangażowanych w obronę i szerzenie wiary katolickiej. Dlatego mogła tak w teorii, jak i praktyce stać się rzeczywistym „przedmurzem chrześcijaństwa”. W cywilizacji łacińskiej kwestie wiary i wolności nie tylko się nie kłócą, ale mają się do siebie jak przyczyna do skutku.

Antykatolicka propaganda

Dlaczego Polska, mogąca się poszczycić wielką tradycją wolności, miała i ma tak negatywny obraz w krajach ościennych? Profesor Grzegorz Kucharczyk w swoich publikacjach doskonale pokazuje rozszerzanie się od czasów reformacji mitu tzw. spisku jezuitów. Antykatolicka propaganda w krajach protestanckich była niezwykle rozbudowana na przestrzeni wieków. Co ciekawe, kraje ościenne, w tym przede wszystkim Rosja i Prusy, atakowały w XVIII wieku Polskę m.in. za rzekome gwałcenie praw dysydentów (konfederacja radomska). Przypomnijmy, że domniemany brak wolności w Polsce krytykowały kraje, w których innowiercy nie mieli nawet dziesiątej części praw, jakimi cieszyli się heretycy i schizmatycy w granicach Rzeczypospolitej.

Propaganda antykościelna i antypolska nasiliła się w czasach oświecenia, gdy deistycznie bądź ateistycznie nastawieni filozofowie bardzo mocno uderzali tak w zakon jezuitów, jak i w wiarę katolicką. Stąd pojawiła się krytyka Polski i pochwała „wolnościowych” monarchów w stylu carycy Katarzyny II czy króla Prus Fryderyka II. Wszak katolicka Polska z definicji nie mogła być krajem wolności, bo katolicyzm, w przekonaniu „oświeconych”, to środowisko ciemnoty i zacofania. Wolter pisał jeszcze w 1766 r. do Katarzyny II: „Zabiegi Waszej Cesarskiej Mości zmierzające do przywrócenia wolności sumienia w Polsce są dobrodziejstwem, które rodzaj ludzki stanowić powinien”. Caryca, która walczy o wolność sumienia, to obraz, w który mógł uwierzyć tylko pogrążony w antykatolickiej propagandzie „postępowy” Zachód. Tenże Wolter, jako intelektualny przywódca francuskich i europejskich środowisk oświeceniowych, pisał do Fryderyka II po pierwszym rozbiorze Polski: „Powiadają Panie, żeś Ty podział Polski wymyślił. Wierzę temu, bo to rzecz genialna”. Z kolei król pruski, „oświecony” kat Polski, po pierwszym rozbiorze zwierzał się innemu filozofowi francuskiemu, d’Alembertowi: „Biednych tych Irokezów będę się starał oswoić z cywilizacją europejską”. Irokezi, czyli dziki lud – to oczywiście Polacy.

Wojna przeciwko Polsce

Od tej pory zafascynowany nowymi ideologiami Zachód i Wschód będą nas próbować „cywilizować”. Tak będzie w XX wieku, kiedy to Zachód nie rozumiał, dlaczego tak opieramy się ideologii komunizmu podczas wojny polsko-bolszewickiej. W późniejszym czasie bardzo źle zapisał się prezydent USA F.D. Roosevelt, który pod koniec II wojny światowej bez oporu oddał polskiego sojusznika w ręce Stalina (Jałta). Decyzja ta zapadła w określonym kontekście intelektualnym w Stanach Zjednoczonych. Jak dowodzi profesor M.B.B. Biskupski w swojej książce „Nieznana wojna Hollywood przeciwko Polsce 1939-1945”, ówczesne środowisko filmowe Ameryki bardzo mocno występowało przeciwko Polsce, szczególnie po włączeniu Sowietów do wojny. Zbrodnie sowieckie na Polakach (Katyń, wywózki ludności itp.) burzyły obraz nowoczesnego ustroju. Dlatego Polacy byli przedstawiani w filmach amerykańskich w sposób niekorzystny, jako ciemny i ksenofobiczny Naród, zupełnie niepasujący do postępowych Rosjan.

Również czasy współczesne obfitują w ataki na Polskę, szczególnie za jej rzekome zbrodnie w czasie II wojny światowej. W przekonaniu środowisk lewackich niemożliwe jest, aby katolicka Polska jawiła się jako obrończyni cywilizacji Zachodu na tle barbarzyńskich narodowosocjalistycznych Niemiec i komunistycznej Rosji. Skąd na Zachodzie długotrwała fascynacja komunizmem? Niektórzy historycy piszą wprost, że lewicowi intelektualiści widzieli w tym ustroju coś w rodzaju próby dokończenia rewolucji francuskiej, najnowocześniejszej formy inżynierii społecznej. Eksperyment komunistyczny kosztował życie wielu ludzi, ale żywiono przekonanie, że to po prostu konieczna cena dla realizacji utopijnych projektów. Łacińska (katolicka) kultura polska absolutnie nie mieściła się w optyce dwudziestowiecznej nowoczesności.

Wystąpienie podczas sympozjum „Oblicza tolerancji” w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, 26 stycznia 2013 roku.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 1 lutego 2013 r.