Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Światoogląd
Radosław Brzózka 2011-06-15

Relacje między społecznościami naczelnymi w myśli
o. Jacka Woronieckiego OP

Przemiany w systemie międzynarodowym ostatnich dwudziestu lat stały się źródłem wielu wyrazistych sformułowań ogólnych dotyczących charakteru relacji pomiędzy takimi formacjami społecznymi, jak: narody i państwa, różnie rozumiane regiony i cywilizacje, religie uniwersalne, a także organizacje między- i ponadnarodwe oraz społeczność globalna. Rzekomemu końcowi historii przeciwstawiano zderzenia cywilizacji, rzekomo nieuchronnej globalizacji wzrost separatyzmów i nacjonalizmów. Równie głośne były hasła dialogu między religiami, jak i wybuchy fundamentalizmu religijnego. Politolodzy i praktycy życia publicznego ugruntowywali własne tezy i modele na bazie teoretycznej dostarczanej im poprzez współczesną humanistykę lub metodologie wybranych nauk szczegółowych. Są to współcześnie dziedziny nauki na ogół programowo odcinające się od filozofii klasycznej, w szczególności od rozumienia bytu ludzkiego proponowanego przez realistyczną antropologię filozoficzną[1]. Częsta polemika z tradycyjnymi sformułowaniami dostarczanymi przez filozofię klasyczną rzadko łączyła się z gruntowną znajomością tego dziedzictwa intelektualnego. Jego recepcja w XX wieku, w kontekście nowoczesności i ponowoczesności, dokonywała się jednak zarówno w literaturze światowej, jak i polskiej. Okres II Rzeczpospolitej przyniósł w tym względzie cenne dokonania, w szczególności poprzez refleksję nad kategoriami narodu i cywilizacji[2]. Ważną część tego dorobku stanowi tomistyczna myśl społeczna o. Jacka Woronieckiego OP (1878-1949). Choć istnieją prace jej poświęcone[3], nie w pełnym zakresie uwzględniają one zagadnienie relacji między społecznościami naczelnymi: państwem, narodem i Kościołem.

Relacje międzynarodowe w życiorysie i w twórczości Woronieckiego

Wiele okoliczności życia Woronieckiego predysponowało go do zabierania głosu w kwestii stosunków pomiędzy narodami i państwami. Otwartość na szerszy niż tylko narodowy kontekst społeczny dała mu już atmosfera arystokratycznego, choć ubożejącego, domu rodzinnego. Rozpoczęta w Warszawie edukacja, która przypadła na czasy rozbiorów, przyniosła kontakt z kulturą i państwowością rosyjską. Jacek Woroniecki na studia wyjechał do Szwajcarii i mocno związał się z środowiskiem uniwersyteckim we Fryburgu. Niejedną ważną refleksję w interesującej nas materii przyniosły mu zapewne badania nad losami wychodźstwa polskiego, które podjął w Szwajcarii. Po wstąpieniu do dominikanów jego najbliższym otoczeniem stało się międzynarodowe środowisko zakonu. Nowicjat odbył we Włoszech. Następnie pracował w niemieckich klasztorach. Kiedy został rektorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, kontakty zagraniczne były koniecznością z racji intelektualnych aspiracji i potrzeb materialnych uczelni. Rozstając się z KUL-em, podjął pracę na Angelicum w Rzymie. Po powrocie do Polski jego życie zyskiwało wciąż nowe „międzynarodowe” konteksty. Jako reprezentant episkopatu wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Brał udział w pracach na rzecz misji katolickich, widząc dla dominikanów szczególne zadanie apostolskie dotyczące krajów ZSRS i Chin. Sprawując już ważne funkcje zakonne, podjął naukę języka czeskiego, mając na względzie przynależność tej grupy narodowej do polskiej prowincji zakonu[4].

Jacek Woroniecki był dominikaninem, filozofem, teologiem, znakomitym etykiem i pedagogiem, znawcą zagadnień katolickiej myśli społecznej, historykiem Kościoła i hagiografem, teoretykiem ascetyki i życia mistycznego, znawcą zagadnień liturgicznych, promotorem tomizmu i znawcą mariologii, a także wielkim patriotą i miłośnikiem języka polskiego[5]. Pośród wymienionych tu zainteresowań naukowca tematyka społeczna zajmowała niepoślednie miejsce. W większości publikacji zagadnienia te autor podejmuje w kontekście rozważań nad moralnością i pracą wychowawczą.

Społeczna natura ludzka

Zarówno rozumienie narodu i państwa, jak również relacji międzypaństwowych i międzynarodowych jest u Woronieckiego osadzone w pełnowymiarowym tomistycznym rozumieniu człowieka, jego relacji społecznych, a co za tym idzie odpowiednim rozumieniu genezy życia zbiorowego. Nie ulega dla niego wątpliwości, że człowiek obdarzony osobowymi potencjalnościami działa poznawczo, moralnie i wytwórczo. W sferze moralnej rządzi on sam sobą podług poznanych przez siebie praw moralnych. Prawa te stanowią o jedności grup społecznych, nadając im pewną spoistość, pewien stały i jednolity sposób postępowania. Skoro prawa te są narzędziami społeczeństwa, służącymi jego celom, badacz moralności czuje się przymuszony poznać funkcjonowanie podmiotu władającego tym narzędziem – społeczeństwa. Wśród celów społeczności odnajdą się także wątki mówiące o relacjach jednych społeczności z innymi[6].

Różnorodność wielkich zrzeszeń i ich wzajemne relacje nie mogą być zrozumiałe bez odpowiedzi na pytanie o genezę społeczeństwa. Woroniecki wskazuje na dwa krańcowe jednostronne ujęcia w tej materii. Pierwszym z nich jest indywidualizm Rousseau, według którego życie społeczne jest czymś dowolnym, może być bardziej szkodliwe niż korzystne. Jako drugą skrajność wskazuje panteizm idealistyczny Hegla z jego tezą o psychologicznym pochodzeniu społeczeństwa oraz materializm pozytywistyczny Comte’a, twierdzący, iż społeczeństwo jest jakby zamkniętym organizmem, powstającym i funkcjonującym na mocy pewnych koniecznych praw biologicznych, które są u podstaw rozwoju życia organicznego[7].

Realistyczny filozof, uznając te odpowiedzi za niezadowalające, powraca do poszukiwań średniowiecznych, w ramach których ustalono, iż człowiek ma w naturze wrodzoną skłonność do łączenia się w związki społeczne, ale skłonność ta daje tylko ogólny impuls, w którego granicach człowiek powinien potem swobodnym wyborem układać sobie poszczególne formy współżycia społecznego. Skąd ta skłonność? Z cechy charakterystycznej natury ludzkiej – potencjalności. Prawo potencjalności rządzi człowiekiem z zewnątrz: świat jest potencjalny w stosunku do człowieka, czyli nie gotowy dla potrzeb człowieka; rządzi nim także od wewnątrz: człowiek nie posiada z urodzenia wiedzy, zdolności do czynu, aby się utrzymać przy życiu[8].

Woroniecki nie poprzestaje na konstatacji konieczności życia społecznego jako takiego. Przygląda się różnym jego formom. Rozwój człowieka uzależniony jest od życia społecznego doskonalszego niż rodzina czy gromada spotykana u zwierząt. Aktualizacja ludzkich potencjalności wymaga większego niż u zwierząt intensyfikowania się sił i bardziej złożonej opieki. Społeczność ludzką od zwierzęcej gromady odróżnia podział pracy, któremu szczególnie służy mowa używana do wymiany myśli, przekazu wiedzy. Stąd do ludzkiej zbiorowości stosuje się często analogię organizmu. Odzwierciedla ona dobrze zróżnicowanie części „ciała społecznego” z tytułu podziału pracy. Oczywiście w przeciwieństwie do organizmu składniki społeczeństwa – osoby – są takie same co do natury. Zróżnicowanie w społeczeństwie (również inaczej niż w organizmie) jest dynamiczne. Zróżnicowanie i zmienność czynności społeczeństwa ludzkiego wynika właśnie z potencjalności jednostki mogącej usprawniać się i zmieniać sprawności zależnie od zmiennych potrzeb życia społecznego. Społeczeństwo zachowuje jednak realną jedność, bo stosunki wzajemne między rzeczami – relacje są czymś faktycznie istniejącym[9].

Woroniecki wskazuje następnie, że pierwiastkiem, z którego wynika potencjalność natury jest poznanie ludzkie, abstrakcyjne; czyli źródłowo pochodzi ona stąd, skąd wszystkie właściwości natury ludzkiej – z jedności substancjalnej ciała i duszy. „Zamknięta w ciele i złączona z nim w jedną istotną całość, tworzącą naturę ludzką, dusza potrzebuje bardzo długiego i złożonego procesu, aby z pomocą tego ciała dojść do pełni rozwoju; proces ten nie może się odbyć indywidualnym wysiłkiem, on koniecznie potrzebuje wzmożenia sił przez zróżniczkowanie pracy i wzajemną pomoc, a to właśnie zapewnia człowiekowi życie społeczne.”[10]

Przy wewnętrznym zróżnicowaniu bytu społecznego konieczne jest istnienie organu sprowadzającego go do jedności i ładu – przypomina Woroniecki. W skłonności do życia społecznego zawarta jest zatem pośrednio skłonność do wytworzenia władzy. Człowiek łączy się w większe zrzeszenia niż rodzina, „dopóki nie uzyska przez wzmożenie sił takich warunków bytu, które by zabezpieczyły go od zewnętrznych niebezpieczeństw ze strony innych podobnych, a sąsiadujących z nim społeczeństw, i wytworzyły wewnętrznie ład, porządek i dobrobyt, pozwalający na coraz pełniejszy rozwój sił duchowych i materialnych”[11] – pisze filozof. Ta pełnia zależy od stopnia kultury i cywilizacji.

W rozważaniach Woronieckiego relacje między wielkimi zrzeszeniami pojawiają się zatem w kontekście rozwoju poszczególnych społeczności ku optymalnej formie – najlepiej służącej rozwojowi życia osobowego człowieka. Doskonalące się zrzeszenia muszą wypełnić także zadania obronne względem innych zrzeszeń. W dążeniu do wytworzenia optymalnej niszy społecznej dla życia sąsiedzkich grup możliwe i realne są bowiem konflikty o środki do tego uniwersalnego celu. Możliwe jest także zafałszowanie celu poprzez aprioryczne cechy cywilizacyjne będące błędnym odczytaniem prawdy o człowieku i jego społecznej naturze[12].

Państwa i ich relacje

Woroniecki zauważa, że rozwój życia społecznego nie zmierzał jak dotąd do powstania wszechświatowej społeczności. Relacje społeczne w skali makro dotyczą zatem szeregu wielkich zrzeszeń, z których najłatwiej uchwytne są państwa.

„Na każdym stopniu rozwoju kulturalnego życie społeczne zamyka się zawsze w ramach naczelnego społeczeństwa, które nazywamy państwem”[13] – stwierdza Woroniecki, zgodnie z wywodzącą się od Arystotelesa tradycją. Posiada ono cztery cechy: 1. powszechność celu, do jakiego zmierza: wspólny dobrobyt całej społeczności, dobra organizacja całego życia zarówno duchowego, jak i materialnego. 2. Dla zapewnienia tego wspólnego dobra konieczne są wystarczające środki, czyli siły zbiorowe – samowystarczalność sił dla zaprowadzenia i utrzymania takiego ładu i porządku, który by wszystkim członkom zapewniał pewien udział we wspólnym dobrobycie. W tak rozumianej autarkii pierwsze miejsce zajmują czynniki duchowe, od nich zależna jest walka o środki materialne. 3. Cechą państwa jest także pełnia władzy nad jego członkami, pozwalająca mu na używanie względem nich przymusu w tym wszystkim, co jest konieczne dla uzyskania, utrzymania i dalszego rozwoju wspólnego dobrobytu. 4. Państwo charakteryzuje się niepodległością – społeczność o powszechności celu, samowystarczalności sił i środków oraz pełni władzy nie potrzebuje już wchodzić w skład większej jeszcze społeczności, która by ją w czymkolwiek ograniczała i do której by własni jej członkowie mogli się zwracać, gdy ona im nie daje dostatecznej pomocy. Te cztery cechy razem wzięte stanowią istotę państwa i Woroniecki oznacza je nazwą „suwerenność”. Materialnym podłożem państwa jest terytorium, na którym posiada ono wyłączne prawo rządów.[14]

Zdaniem Woronieckiego kresami relacji międzypaństwowych są więc suwerenne państwa, których ważną cechą jest niepodległość. Wchodząc w relacje między sobą ze swej istoty nie tworzą one większej jeszcze społeczności, nie są skłonne do samoograniczenia na rzecz innych państw lub ciał międzypaństwowych, nie odsyłają też swoich obywateli po pomoc na zewnątrz.

Nie powinno to prowadzić do wniosku, że stosunki między państwami są poza prawem, podkreśla Woroniecki. Prawa moralne odnoszą się do nich, choć w innych sposób. W przypadku niektórych typów działań[15] państwo (a także naród) może dokonać rzeczy, które nie są dozwolone jednostce (np. może bronić się zbrojnie, wykonać karę śmierci). Natomiast pewne czyny jednostki są społecznościom naczelnym niedozwolone (np. rozdanie swoich dóbr ubogim, wyrzeczenie się potomstwa). Są trzy racje za szerszymi uprawnieniami państwa niż jednostki w wybranych kwestiach. Po pierwsze, państwo, jest środkiem-celem pośrednim, ostatecznym w swoim porządku. Jego porządek moralny przewyższa dalece inne dobra naturalne. Po drugie, państwa nie są bytami substancjalnymi. Posiadają osobowość prawną, która trwa dłużej niż ludzkie życie, lecz ma mniej solidne podstawy. Z jednej strony nie rozporządzają przyszłością w takiej mierze jak jednostka, z drugiej nie da się ich pociągnąć do odpowiedzialności na równi z nią (jest to także argument za zawężeniem uprawnień państwa w wybranych kwestiach). Po trzecie, nie istnieje wyższa, wyposażona w wystarczające środki nacisku (sankcję i egzekutywę) władza do osądzenia sporów między państwami i skutecznego ich rozstrzygania. Dlatego do zwalczania zła wewnątrz i na zewnątrz można państwu pozwolić na stosowanie środków liczniejszych i silniejszych niż jednostce i narodowi[16].

Poszukując regulatora stosowania siły w konfliktach międzynarodowych Woroniecki wskazuje, iż „stosunki pomiędzy narodami winny być uregulowane przez siłę moralną przewyższającą prawa pozytywne i zawarte w wartości moralnej owych narodów, w ich obyczajach, w owej pewnego rodzaju tężyźnie, nadającej ludom jak gdyby cywilizacyjne posłannictwo”[17]. Robiąc liczne zastrzeżenia etyk poddaje pod rozwagę kwestię: „czy owa siła moralna, którą cywilizacja głęboko chrześcijańska zdolna jest dać narodom, nie udziela im jednocześnie pewnych praw do ekspansji, szczególnie jeśli podtrzymanie ich życia moralnego tego wymaga”[18]. Zagadnienie to pozostawia bez ostatecznej odpowiedzi.

Autor nie ignoruje zjawiska przenoszenia suwerenności w systemie międzynarodowym. Dopuszcza także hipotezę przeniesienia suwerenności na rzecz „większej całości obejmującej wszystkie państwa świata”. Zważywszy jednak na powyższą definicję suwerenności (cel – dobro wspólne) współczesne struktury ponadpaństwowe są raczej, według słów Arystotelesa o imperium Aleksandra Wielkiego, „układami sprzymierzeńców”[19], niż nowymi suwerennymi (w rozumieniu Woronieckiego) superpaństwami. We współczesnym sobie świecie Woroniecki wskazuje raczej na zjawisko ograniczania suwerenności państw słabszych na rzecz silniejszych, przy czym te ostatnie dalej zachowują pełną suwerenność. Nie narusza to jednak zaproponowanego przez Woronieckiego pojęcia wyrażającego istotę państwa. Suwerenność w ciągu dziejów przejawia się po prostu w wielkiej liczbie stopni i odmian. Filozof nie zapomina też, że istnieją takie państwa, w których składniki suwerenności przysługują ich częściom składowym (np. Stan Zjednoczone, Konfederacja Szwajcarska) – „jakby żywym fragmentom państwa”[20].

Zagadnienie relacji między wielkimi zrzeszeniami pojawia się u Woronieckiego nie tylko przy określaniu istoty bytu państwowego, ale także w związku z zadaniami państwa. Jego ogólnym zadaniem jest tworzenie prawa, które ma fundamentalne znaczenie dla ludzkiego życia moralnego. Zadaniem szczegółowym państwa jest natomiast utrzymywanie jedności społeczeństwa i chronienie jej od wszelkich czynników mogących jej zagrozić, również z wewnątrz. Obronie jedności społeczeństwa w kontekście czynników zewnętrznych służą dwa spośród czterech prawdziwie niezbędnych ministerstw: ministerstwo spraw zagranicznych i ministerstwo spraw wojskowych. W tych dziedzinach konieczna jest nie tylko aktywność państwa, ale także jego monopol[21].

Suwerenne państwa cechujące się niepodległością i mają za zadanie bronić spoistości swoich społeczeństw od zagrożeń, także tych zewnętrznych, w postaci militarnej i niemilitarnej. W koncepcji Woronieckiego bogactwo relacji społecznych nie wyczerpuje się jednak w kategorii państwa. Istotny kontekstem rozumienia relacji między wielkimi zrzeszeniami są narody, a także Kościół z jego nauka społeczną i misją ewangelizacyjną.

Narody w państwie

Jak słusznie zauważa R. Maliszewski, koncepcja narodu Woronieckiego ma charakter nowatorski[22] i stanowi ważną cząstkę polskich, pionierskich na skalę światową, prac nad teoretyzacją tego zagadnienia, którym równolegle do wybitnego dominikanina zajmowali się choćby tacy autorzy jak F. Koneczny[23] czy M. Pawlikowski[24]. Nietypowe osadzenie zagadnienia, choć ma charakter odkrywczy, sprawiło, że ten aspekt twórczości Woronieckiego jest stosunkowo mało spopularyzowany. Woroniecki nie skupia się na definicji i genezie. Wskazuje na ważną rolę narodu w rozwoju moralnym człowieka. Naród jako „obyczajowa więź” między członkami ma za zadanie usposabiać człowieka do wyboru dobra moralnego. Etyk prezentuje praktyczne skutki istnienia narodu. Omawia z tematyki narodowościowej tylko to, co szczególnie ważne[25].

Charakterystyczna dla Woronieckiego perspektywa etyczna pozwoliła mu odkryć, jak słusznie podkreśla Maliszewski, że podstawą więzi narodowej jest obyczaj jako sposób życia moralnego i że koniecznym warunkiem jego wykształcenia się w jednostce jest istnienie narodu. Toteż jego zasadniczym wnioskiem jest, że naród i państwo nie powinny być budowane wbrew zasadom moralnym. Ze strony moralnej naród ma pierwszeństwo przed państwem. Tworzy on wewnętrzną jedność społeczności, opartą na wspólności obyczajów, a zatem jest źródłem większych dóbr niż państwo. Naród jest zrzeszeniem dobrowolnym. Istnieje dzięki aktywnemu zaangażowaniu ludzi[26].

Właśnie od zagadnienia narodu Woroniecki przechodzi do prezentowanych tu zagadnień relacji między wielkimi zrzeszeniami, tak w Quaestio disputata, jak i Katolickiej etyce wychowawczej. Pisze o relacjach między narodami złączonymi w jednym państwie, o współzawodnictwie narodów w rozwoju i ekspansji, o roli państwa narodowego w tych procesach, odnosi się do zjawiska wynarodowiania i prób wyeliminowania czynnika narodowego w światowej społeczności.

Naród, zdaniem Woronieckiego, jest społecznością naczelną, podobnie jak państwo. Po osiągnięciu tego szczebla życia społecznego kończy się łączenie grup, naród nie daje się wchłonąć. Na początku powstania i rozwoju nie różni się od państwa. To ostatnie czasem obejmuje różne narody, wówczas następuje umocnienie się ich tożsamości, a nawet konfrontacja między nimi. Relacje między narodami mogą zatem zachodzić w rozmaity sposób wewnątrz jednego państwa, zauważa Woroniecki[27].

Nawet przy państwie obejmującym jeden naród zachodzi napięcie pomiędzy tymi dwoma wymiarami życia zbiorowego. Ważnym dodatkowym katalizatorem przemian na tym tle jest współzawodnictwo z sąsiednimi społeczeństwami w poszukiwaniu ekspansji. Konflikty czynników państwowych z narodowymi, zdaniem Woronieckiego, „znajdują się na dnie wszystkich wielkich przemian w dziejach świata.”[28]

Harmonijna współpraca czynników państwowych z czynnikami narodowymi to godny polecenia ideał[29], który jest trudny do osiągnięcia. Prawa państwowe liczące się z obyczajami narodowymi skuteczniej oddziałują. Zarazem jeśli obyczaje narodowe znajdują zewnętrzny wyraz w życiu państwowym utrwalają się i mocniej przenikają społeczeństwo. Choć zagadnienie to jawiło się jako nowe pokoleniu współczesnemu Woronieckiemu, wskazał on, że problem ten nie był obcy Arystotelesowi i autorom średniowiecznym[30].

Potencjalna synergia praw i obyczajów jest źródłem przeciwnych dążeń: z jednej strony poszczególne narody przejawiają tendencję do konstytuowania się w samodzielne państwa; z drugiej strony państwa wielonarodowe dążą do ujednolicenia obyczajów swoich obywateli tak, aby stopniowo stawali się jednym narodem. Tendencje te opierają się na przeświadczeniu, że zarówno dla moralnego rozwoju jednostek, jak i dla spoistości społeczeństwa niezwykle ważna jest zgodność działalności państwa z obyczajami i aspiracjami narodu. Woroniecki obie tendencje uważa za uprawnione, jeśli respektuje się przy ich realizacji umiar. W przypadku państwa oznacza on respektowanie długotrwałości procesu tworzenia tożsamości narodowej, odrzucenie sztucznych środków do tego celu, zapewnianie natomiast środków naturalnych w postaci atmosfery spokoju i zadowolenia; a także stopniowego uświadamiania sobie przez poszczególne grupy w państwie wspólnoty interesu. Nie bez znaczenia pozostaje kontekst nadprzyrodzony: atmosfera miłości, która wznosi jednostkę ponad przemijające cele doczesne. Na dowód, iż zreferowana wizja nie jest utopią Woroniecki przytacza fakt, iż nowożytne narody doszły do jedności i spoistości wewnętrznej dzięki nastrojowi solidarności duchowej charakterystycznemu dla średniowiecza[31].

Woroniecki z racji swojej moralnej interpretacji narodu staje zdecydowanie w jego obronie, co nie w pełni rozumieją jego współcześni komentatorzy[32]. Obecna w dzisiejszej literaturze ideologiczna interpretacja narodu jako anachronizmu[33] łączy się często z zapoznaniem antropologiczno-etycznego, tomistycznego fundamentu, na którym osadza swoją teorię narodu Woroniecki. A to on prowadzi filozofa konsekwentnie do tezy, iż „próby wynarodowienia odbijana się zawsze i na charakterze moralnym jednostek i na spoistości i harmonii wewnętrznej społeczeństwa”[34]. Etyk zauważa, że zmiana państwa nie wpływa wprost na życie moralne, inaczej sprawa wygląda natomiast z narodowością. Wyrzekając się narodu, porzuca się wraz z nim jego obyczaj jako całość. A chociaż poszczególne pojedyncze obyczaje można kwestionować, całość obyczajów obowiązuje w sumieniu, ponieważ stanowi ona uzupełnienie i żywy komentarz do donioślejszych praw moralnych, tworzy ramy ich realizacji. Nawet jeśli ktoś postanowi się ich wyrzec, to nie może prędko przyswoić sobie nowego obyczaju[35]. „To nam tłumaczy, dlaczego podobne wyrzekanie się swej narodowości i przechodzenie do innej z obu stron jest źle widziane: pierwsza widzi w tym zdradę i zaprzaństwo, druga zdobycz bardzo lichej wartości bez żadnego kręgosłupa moralnego, toteż nie szczędzi jej oznak pogardy” – zaznacza Woroniecki[36].

Skoro obyczaj jako całość obowiązuje w sumieniu, powinno się mieć względem niego coś na podobieństwo praworządności względem państwa i ustaw. „To wewnętrzne przywiązanie do obyczaju narodowego i gotowość liczenia się z tym wszystkim, co ma on w sobie szlachetnego i pięknego, jest najistotniejszym składnikiem miłości ojczyzny, czyli patriotyzmu”[37] – pisze Woroniecki.

Doprowadziwszy do zrozumienia narodu, Woroniecki może zdecydowanie rozstrzygnąć: Złudzeniem jest oczekiwanie, iż nastąpi wyeliminowanie z życia ludzkiego elementu narodowego. Życie narodowe ma swoją dyscyplinę, wymagającą służby i wielu wyrzeczeń. Nic go nie jest w stanie zastąpić, gdyż jest zakorzeniony w stałych czynnikach natury ludzkiej. W planie Opatrzności życie w narodzie okazuje się być koniecznością związaną z potencjalnością natury, której nie wystarcza silna, ale płytka więź państwowa. Człowiekowi potrzebna jest słabsza (fizycznie), ale głębsza więź narodowa[38].

Woroniecki nie poprzestaje na określeniu zasadniczych rozumień państwa i narodu oraz mnogich relacji tych zrzeszeń. Wiele społeczeństw, do których odnoszą się jego rozważania, pozostaje pod wpływem Kościoła katolickiego. Na relacje międzypaństwowe i międzynarodowe wpływa jego personalistyczne przesłanie dotyczące życia społeczno-politycznego, a także jego aktywność misyjna.

Kościół a państwa i narody

Woroniecki podkreśla, że obie społeczności naczelne, państwo i naród są konsekwencją przyrodzonej konieczności natury ludzkiej. Stanowią najpotężniejsze środki, mające zapewnić każdej jednostce możliwość osiągnięcia pełnego rozwoju, jaki w danym stadium cywilizacji jest możliwy. Nie można ich zastąpić innymi strukturami, a także państwo nie może wejść w rolę narodu i vice versa. Chociaż społeczności naczelne starają się w pewnych wymiarach dysponować pełnią władzy nad jednostką, nie są jednak dla tej ostatniej celem, ale tylko najpotężniejszym środkiem. Filozof i teolog w okresie dominacji totalitarnych ideologii pisze: „Człowiek ma swój cel osobisty, ponadspołeczny, i wszelka społeczność, w której żyje, winna mu pomagać w urzeczywistnieniu i osiągnięciu go; żadnej nie wolno mu go przesłaniać, lub co gorsza od niego odwracać. Żądać, aby jednostka uważała społeczności naczelne, państwo lub naród, za swój cel ostateczny i aby dla nich wyrzekała się swego celu osobistego, do którego została przeznaczoną, jak to czyni totalizm czy to etatystyczny, czy nacjonalistyczny, to znaczy burzyć podstawowy porządek moralny świata i czynić z najpotężniejszego środka rozwoju duchowego najpotężniejszą jego zaporę. Około tego toczą się zmagania personalizmu.”[39]

Absolutyzacji państwa lub narodu ma za zadanie zapobiegać trzecia społeczność naczelna: Kościół. Zdaniem Woronieckiego jest on najwyższym podmiotem społecznym (a jednocześnie duchowym) w dziedzinie nadprzyrodzonej. Obejmuje on w swoim religijnospołecznym organizmie społeczności przyrodzone, których własne cele winny się podporządkowywać nadprzyrodzonemu celowi Kościoła. Jego opinia na forum międzynarodowym konsekwentnie piętnuje nadużycia społecznych totalizmów, przypominając prawdę o człowieku: o jego osobowej godności i zdrowo rozumianej społecznej naturze. Te społeczne zadania realizowane są nie tylko poprzez doraźne napomnienia o charakterze moralnym, ale także poprzez pracę wychowawczą wśród narodów, zwłaszcza w postaci społecznego nauczania Kościoła. Bardzo wymierną płaszczyzną tej pracy są zabiegi wokół kształtowania stosunków państwo – Kościół. Tę ostatnią kwestię Woroniecki szczegółowo analizował[40].

Wybitny dominikanin zauważa, że we wszystkich formach życia społecznego kluczową rolę odgrywają wspólne normy postępowania, ale największa przypada w udziale zasadom społeczności naczelnych: państwa, narodu i Kościoła. To ich normy są prawami moralnymi w najszerszym tego słowa znaczeniu. Wynika to z koniecznego charakteru tych społeczności, z ich powszechnego zakresu i z pełni władzy nad swymi członkami[41]. Wielkie zrzeszenia mają zatem nie tylko wartość strukturalną, pragmatyczną, ale także fundamentalną wartość moralną. Nie sposób cechę tą przypisać relacjom międzypaństwowym i międzynarodowym.

Patriotyzm i nacjonalizm

Analiza zmagań narodu i jego poszczególnych członków w łonie państwa ku optymalnej realizacji społecznego aspektu natury ludzkiej doprowadziła do wstępnego uzasadnienia patriotyzmu. Jest on analogiczny względem praworządności wobec państwa. Z tomistycznej i katolickiej wizji zdrowej postawy względem własnego narodu Woroniecki wyprowadza oceny dotyczące relacji międzynarodowych.

Patriotyzm[42] – oznaczający m.in. przywiązanie do obyczaju narodowego – nadaje wartości moralnej wspólnocie narodowej. Chcieć zerwać więzy łączące jednostkę z kulturą narodową, to chcieć się wyzwolić z tego, co krępuje odśrodkowe tendencje, co powstrzymuje od przenoszenia nade wszystko swych indywidualnych zamierzeń. Wyrazem patriotyzmu są, prócz świadczeń rzeczowych na rzecz państwa, świadczenia osobiste. Najważniejszym jest służba wojskowa – ofiara z własnego życia, gdy zażąda tego dobro całego społeczeństwa. Ona nadaje wojnie cechy szlachetne i wielkie oraz jest przyczyną czci dla zawodów wojskowych[43]. W realistycznej wizji Woronieckiego żołnierze uczestniczą w najdramatyczniejszym wymiarze relacji międzynarodowych i poprzez swoją służbę powołani są do aktów patriotyzmu.

Wskazując na obowiązki moralne w wymiarze społecznym Woroniecki zaznacza, że nie jesteśmy zobowiązani, żeby wszystkich kochać w równej mierze. Większy obowiązek jest tam, gdzie istnieje związek ściślejszy i głębszy. Zastrzeżenie to dotyczy w szczególności rodziny i narodu. Psychologicznym podłożem patriotyzmu jest większe umiłowanie swoich rodaków, niż innych ludzi. „Nie jest to bynajmniej krzywdą dla innych narodowości, z którymi ogromna większość ludzi nie będzie miała możności się spotkać”[44] – objaśnia etyk. Miłość bliźniego nie jest bowiem teoretycznym stosunkiem, lecz stanowią o niej praktyczne objawy w codziennym życiu[45].

Woroniecki podaje pozbawioną współczesnych uprzedzeń definicję nacjonalizmu. Jest on „doktryną o życiu narodowym, jego źródłach, obowiązkach, zakresie, słowem o roli, jaka w planie Bożej Opatrzności przysługuje obyczajom, które są istotnym wiązadłem jedności narodowej”[46]. Sam pracował nad rozwojem tak rozumianego nacjonalizmu i wraz z tradycją konserwatywną przypisywał mu dodatnią rolę w kształtowaniu życia społecznego katolickich społeczeństw[47].

Szowinizm i kosmopolityzm

Dodatnia sprawność moralna patriotyzmu, a także realistyczny i rzetelny poznawczo nacjonalizm służyć muszą obronie przed postawami skrajnymi, moralnymi wadami w zakresie stosunku do własnego narodu. Odrzucenie złych moralnie nawyków ma zasadniczą rolę w utrzymaniu zdrowych stosunków między narodami i ich państwami.

Woroniecki ukazuje, iż szowinizm wyrasta z przerostów patriotyzmu związanych z niedomaganiami poznawczymi. Przesuwają one „punkt ciężkości z pozytywnych obowiązków względem ojczyzny na ujemne ustosunkowanie się do innych narodów – w szczególności do tych, z którymi jest ona w dziejowym zatargu”[48]. Postawy szowinistyczne oznaczają zanieczyszczenie duszy, utrzymywanie w niej nienawiści i pogardy dla bliźnich. Są one szkodliwe także z punktu widzenia interesu narodowego, ponieważ prowadzą do zaślepienia, do braku rozeznania realnego dobra społecznego. Obowiązkiem chrześcijanina i patrioty jest obrona przed szowinizmem, ponieważ miłość bliźniego nie wyklucza nikogo. Wedle nauki Zbawiciela miłość dotyczy także wrogów narodu[49].

Zdaniem Woronieckiego równie szkodliwa jest druga skrajna postawa – kosmopolityzm i różne tendencje pseudohumanitarne, negujące wartość życia narodowego. Hasło miłości do wszystkich, w imię której odrzuca się miłość ojczyzny, kryje w sobie egoizm i obojętność. Jest odrzuceniem tych rozlicznych korzyści moralnych, na które wskazano w kontekście życia narodowego[50].

Pokora w stosunkach międzynarodowych

Po odrzuceniu szowinizmu, następnym pozytywnym już krokiem w stosunkach między narodami jest przyjęcie postawy pokory chrześcijańskiej. Woroniecki głosi ewangeliczne wskazania z pełną świadomością, że realia polityki międzynarodowej, zwłaszcza w latach 30., kiedy referował to zagadnienie, są dramatycznie odmienne od nich. Nie powstrzymało go to od zgodnego z katolicką ortodoksją, a zarazem maksymalistycznego postawienia zagadnienia.

Woroniecki wskazuje na jednostronność rozumienia pokory wśród mu współczesnych. Mało znana jest jej strona pozytywna, czynna, pociągająca umysły. Akcent pada najczęściej na jej wątek negatywny. W takim jednostronnym wydaniu niemożliwe jest praktykowanie pokory w stosunkach międzynarodowych. O ile bowiem w życiu osobistym można pójść bardzo daleko w znoszeniu sądów ujemnych na swój temat, o tyle w odniesieniu do własnego narodu wcześniej pojawia się obowiązek troski o dobrą sławę. Oczywiście także wtedy, gdy ujemne sądy o naszym narodzie zawierają zarzuty przesadzone, niesłuszne, nieprzedmiotowe należy umieć uśmierzyć odruch niezadowolenia i nie dać się pociągnąć chęci odwetu i odpowiedzenia gorszymi jeszcze zarzutami. Milczenie z godnością bywa najlepszym sposobem bronienia czci własnego zrzeszenia. Jednak kiedy cierpi dobra sława całej grupy (od rodziny do państwa) powinno się jej bronić jako dobra wspólnego, którym poszczególne jednostki nie mają prawa swobodnie rozporządzać. Piecza i dbałość o dobrą sławę to inaczej duma. Można z tego tytułu rozumieć w życiu narodowym poczucie zadowolenia z tego, co jest dobre, szlachetne i piękne w przeszłości i teraźniejszości narodowej. Wypaczeniem tego uczucia jest pycha narodowa, czyli omówiony powyżej szowinizm (nazywany przez Woronieckiego faryzejskim zdeprawowaniem patriotyzmu)[51].

Obok omówionej strony biernej pokory Woroniecki stawia stronę pozytywną. Przytacza za św. Tomaszem określenie pokory, według którego jest ona „nadprzyrodzonem usposobieniem, dzięki któremu chętnie i sprawnie skłaniamy się przed Bogiem i przed tem wszystkiem, co jest boskiego w bliźnim”[52]. Oznacza ona zatem podporządkowanie się Bogu we wszystkich dążeniach; czułość na Boga i wszystko, co Bożego na świecie. O ile bierna strona pokory jest następstwem grzechu, ma charakter wtórny, o tyle przy pozytywnej jej wizji wzorem najpełniej pokornych osób stają się sam Chrystus i Maryja[53].

Skutkiem pokory, zdaniem Woronieckiego, jest u człowieka łatwość w znalezieniu właściwej miary dla dążeń do własnej wielkości duchowej. Pokorny podporządkowuje je wielkości Bożej ujawniającej się w stworzeniach. Pokora czyni człowieka zdolnym do bliskości z Bogiem, do odczuwania go w stworzeniach. Stąd chęć unicestwienia zła i grzechu, która rozciąga się także na bliźniego. Trwając w pokorze nasze braki podporządkowujemy temu co Boże w bliźnim, poszukiwaniu w nim tego co dobre i piękne. Osoby posiadające tę cnotę ganią z przykrością. Te, którym jej brakuje – pyszne łatwo ganią i potępiają. Najpierw widzą zło w bliźnim. Niechętnie chwalą, to ganienie sprawia im zadowolenie[54].

Pokora jako cnota czynna w stosunkach międzynarodowych powinna wyzwalać z pychy narodowej, która nie pozwala widzieć prawdziwych wartości i zalet innych narodów[55] – wskazuje Woroniecki. Powinna „dać nam stałe dążenie do odszukiwania w innych narodach najpierw tego, co jest dobrem, co przedstawia pozytywne, twórcze wartości, co jest wspólnym dobytkiem ludzkości i co wszystkich nas łączy, a nie co dzieli. I u innych narodów powinniśmy doszukiwać się najpierw pierwiastków Bożych”[56].

Woroniecki obok cnoty opisuje przeciwną jej wadę i okoliczności sprzyjające jej powstawaniu. Jego zdaniem, pycha narodowa sądzi narody według ich wad i złych storn; według tego co niższe albo tylko różne; według tego, co dzieli, a nie co łączy. Postawy szowinistyczne są szczególnie szkodliwe, gdy kilka narodów współżyje razem. Problem staje się bardziej zawiły, gdy obok pychy działa nienawiść i długotrwałe antagonizmy, zwłaszcza wśród sąsiadów. Nawet jednak przy przestrzennej odległości między zantagonizowanymi stronami przemijające konflikty pobudzają pychę narodową i mącą obiektywność sądów. Gdy mają miejsce odwieczne przeciwieństwa interesów i nie widać szans na porozumienie w bliskiej przyszłości, trudno o ludzi, którzy starają się zachować sprawiedliwy, obiektywny sąd o prawdziwej wartości przeciwników. Uwagi te dotyczą niestety także narodów o starej katolickiej kulturze[57].

W takich okolicznościach istnieje potrzeba sięgnięcia po nadprzyrodzone środki odwołujące się do jednego Ojca – Boga, jednego Kościoła. „Do nich należy i ta czynna pokora, która winna być w środowiskach katolickich bardziej uświadomiona, a następnie i w czyn wprowadzona zarówno w stosunkach prywatnych jak i społecznych, narodowych i międzynarodowych”[58] – podkreśla dominikański teolog. Rozumiana w pogłębiony sposób cnota chrześcijańska to źródło ducha pokoju i zgody między narodami. Katolicy mogliby go wnieść do wszystkich zatargów międzynarodowych[59]. Realizacja tego ideału mogłaby stać się podstawą do krytyki, a nawet zarzutów o osłabienie odporności, defetyzm, zdradę. „Ale błahe byłyby to zarzuty! W ich [katolików – przyp. R.B.] życzliwem ustosunkowaniu się do przeciwników nawet wtedy, gdy twarda rzeczywistość każe z niemi walczyć o każdą piędź ziemi, tkwić będzie o wiele więcej mocy do wytrwania, niż w wyzwiskach i urąganiach, któremi faryzeusze patriotyzmu zwykli obrzucać przeciwników” – przekonuje Woroniecki. „Rycerski duch” może uczynić z katolików prawdziwy cement zgody i miłości braterskiej w podzielonym świecie.

Woroniecki ma świadomość, że pełna zgoda ludów nie jest osiągalna na tym świecie, bo ludzkość nigdy nie wyleczy się z pychy osobistej. Nie liczenie się z tą prawdą jest grzechem pierworodnym pacyfizmu i prowadzi do myślenia utopijnego. Nie jest jednak utopią nadzieja pewnego zbliżenia się powaśnionych narodów na podstawie głębszego przejęcia się zasadami wiary chrześcijańskiej, ściślejszego praktykowania wskazań miłości chrześcijańskiej i pokory czynnej. W pierwszym rzędzie jest to powołanie katolików[60].

Woroniecki przypomina, że czynna pokora jest według św. Tomasza pewnym usposobieniem dającym człowiekowi swobodny dostęp do dóbr duchowych i Bożych. Najważniejszym dobrem duchowym powszechnie pożądanym jest pokój, zgoda między narodami, porozumienie i ukojenie waśni. Przeszkodą do niego jest pycha narodowa, czyli szowinizm. Świat katolicki powinien przeciwstawić mu inny nastrój ducha, który może dać pokora czynna, uznająca hojność darów Boga względem innych narodów. Każdy kontakt prywatny i publiczny z innymi narodami jest okazją do wprowadzenia pewnej dozy takiego nastroju[61].

Analiza kwestii narodowej, patriotyzmu i sprzecznego z nim szowinizmu doprowadziła Woronieckiego do zalecania w życiu moralnym postawy pokory czynnej w stosunkach międzynarodowych. Obok troski o fundament pod pokój między wielkimi zrzeszeniami dominikanin zajmuje się także zadaniem Kościoła, czyli zrzeszenia naczelnego w porządku nadprzyrodzonym – misjami katolickimi. Zgodna pomoc Kościołowi w tym względzie jest prawdziwym zadaniem dla narodów, które nie powinny ulegać złudzeniom mesjanizmu.

Mesjanizm i misje

Woroniecki zwraca uwagę, że mesjanizm jest spaczeniem nacjonalizmu, polegającym na przypisywaniu swojemu narodowi jakiejś specjalnej misji dziejowej, podobnej do tej, jaką miał powierzoną naród żydowski przed przyjściem Chrystusa, albo do misji samego Chrystusa. Ta przypisywana jakiemuś narodowi osobna misja w realizowaniu tego, co światu przyniósł Chrystus ma w wielu takich teoriach być podobna do Jego męki[62].

Tymczasem do realizowania idei Chrystusowej powołany jest każdy naród – przypomina Woroniecki. Powinien on to sobie uświadomić wchodząc do rodziny narodów chrześcijańskich. Natomiast przypisywanie specjalnych, wynoszących ponad inne narody, zadań jednemu z narodów jest nieuzasadnione. Takie przekonanie pobudza do ulegania złudnym marzeniom. Zadanie misji religijnej zostało bowiem powierzone Kościołowi. Narody mogą pomagać duchowej wspólnocie w tym zadaniu. Każde inne podejście do tego tematu hamuje rozwój misji. Szczególnym hamulcem w tej materii są postawy szowinistyczne[63]. Dlatego też Woroniecki przedstawia zasady moralne dotyczące równoczesnej przynależności do społeczności świeckiej i religijnej. W interesach doczesnych przeważa miłość do rodaków przed miłością do współwyznawców, członków Kościoła. „Nie wolno jednak dla doczesnych interesów własnego kraju wyrządzać szkody w sprawach wiecznych współwyznawcom innych narodów”[64] – rozstrzyga moralista.

Jako szczególnie ważną przestrzeń dla działań misyjnych Kościoła polskiego Woroniecki wskazuje Rosję, Kaukaz, Syberię i Turkmenistan. Opatrzność posłużyła się nieszczęściami narodowymi Polaków, wnosząc do tych krajów obecność wiary katolickiej[65]. Zdaniem Woronieckiego, udział we wszelkich misjach katolickich jest ważnym zadaniem międzynarodowym Polaków. Chodzi nie tylko o wysyłanie do krajów misyjnych liczniejszych przedstawicieli, ale także o należyte zorganizowanie społeczeństwa, aby w każdej chwili wspierało materialnie i moralnie misjonarzy. Woroniecki kreśli w związku z tym postulatem program organizacyjny i formacyjny dla duchowieństwa, zakonów kontemplacyjnych, wiernych świeckich in gremio, dla młodzieży, w tym młodzieży akademickiej, a także dla inteligencji[66].

Woroniecki na zakończenie swoich rozważań dotyczących misji zauważa, że człowiek, w szczególności poprzez zadania charakterystyczne dla wielkich zrzeszeń, jest powołany do roztropnego prowadzenia rzeczy doczesnych, w szczególności innych ludzi, do właściwego im celu w dziedzinie przyrodzonej i nadprzyrodzonej. Ten akcentujący centralną rolę cnoty roztropności punkt widzenia wydaje się być zasadniczym tłem całego namysłu dominikanina nad problematyką społeczną[67].

***

Woroniecki kontynuuje realistyczny, arystetolesowsko-tomistyczny namysł nad społeczną naturą ludzką, społecznością państwową i narodową oraz mnogością relacji między tego typu wielkimi zrzeszeniami. Ponieważ kompletna wizja kultury nie może pomijać religii, dominikanin pokazuje normatywną funkcję Kościoła, zarówno w stosunku do relacji jednostka-państwo oraz jednostka-naród (cel życia ludzkiego), jak i w relacjach międzypaństwowych i międzynarodowych (zagadnienia szowinizmu i mesjanizmu z jednej oraz pokory i misji z drugiej strony).

Zestawione i przeanalizowane poglądy o. Woronieckiego na temat relacji między społecznościami naczelnymi pochodzą z dzieł publikowanych drukiem. Zważywszy na programową powściągliwość dominikanina w publikowaniu własnych prac, niewykluczone, iż archiwa zawierają dalsze cenne treści odnoszące się do tej tematyki. Istnieje zatem potrzeba dalszych badań. Pogłębionej analizy domagają się wątki teologiczne, przywołane tu jedynie jako prosta kontynuacja filozoficznych poglądów autora.

Z perspektywy relacji między społecznościami naczelnymi klarownie jawią się wnioski, nie formułowane wprost przez Woronieckiego, dotyczące takich zagadnień jak: globalizacja, regionalizacja, prawa narodów czy polityka imigracyjna. Nic dziwnego, że kontynuujący drogę intelektualną Woronieckiego współcześni nam autorzy dokonali dalszych prac w zakresie filozofii, teologii i popularyzacji tych idei[68]. Sięgnięcie do mało znanego aspektu dorobku wybitnego dominikanina nie tylko oddaje mu sprawiedliwość jako oryginalnemu myślicielowi społecznemu, ale otwiera także możliwość rozumienia nowych zjawisk w przestrzeni międzynarodowej w świetle ugruntowanych teoretycznie pojęć i sądów klasycznej filozofii.

[1] Por. H. Kiereś, Humanistyka, Powszechna Encyklopedia Filozofii, t. 4, Lublin 2003.

[2] W dziedzinie humanistyki inspirowanej filozofią klasyczną pierwszorzędnym dokonaniem w tym zakresie jest twórczość F. Konecznego. Por. tenże, O wielości cywilizacyj, Kraków 1935.

[3] Np. U. Schrade, Problem Narodu i Ojczyzny w ujęciu J. Woronieckiego i M. Bocheńskiego, „Arcana” 2000, nr 3, s. 60-78; S. Gałkowski, Myśl społeczna Jacka Woronieckiego, w: Pomiędzy etyką a polityką. 80 lat socjologii w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim (1918-1998), red. E. Hałas, Lublin 1999, s. 115-126; K. Kalinowska, Jacek Woroniecki o społeczeństwie i państwie, Lublin 2005.

[4] Kalinowska, dz. cyt., s. 27-57.

[5] R. Maliszewski, Od tłumacza, w: J. Woroniecki, Quaestio disputata de natione et statu civili. O narodzie i państwie, tł. R. Maliszewski, Lublin 2004, s. 6-7.

[6] J. Woroniecki, Katolicka etyka wychowawcza, Lublin 2000, t. 1, s. 187-188.

[7] Tamże, s. 189-190.

[8] Tamże, s. 191.

[9] Tamże, s. 192-194.

[10] Tamże, s. 194-195.

[11] Tamże, s. 196.

[12] Por. M.A. Krąpiec, O ludzką politykę, Warszawa 1996, s. 277-312.

[13] Woroniecki, Katolicka etyka, t. 1, s. 197.

[14] Tamże, s. 197-198; por. tenże, Quaestio disputata, s. 20-21.

[15] Woroniecki rozróżnia pięć rodzajów działań ze względu na dobro i zło: 1. dobre, które nie mogą stać się złe; 2. złe, które nie mogą stać się dobre; 3. same w sobie nie posiadają odniesienia do porządku moralnego, stają się dobre/złe wskutek okoliczności, zwłaszcza ze względu na cel; 4. zgodne z zasadami obyczajowymi, ale nie tak dobre, aby nie stać się w pewnych okolicznościach złe; 5. takie, które zawierają w sobie pewną niegodziwość/nieuporządkowanie, ale brane pod uwagę wspólnie z pewnymi okolicznościami stają się dobre. Uwagi o uprawnieniach moralnych państwa dotyczą dwóch ostatnich typów działań. Tenże, Questio disputata, s. 35-36.

[16] Tamże, s. 36-39; tenże, Nacjonalizm a katolicyzm, w: tenże, Quaestio disputata, s. 67-68; por. Kalinowska, dz. cyt., s. 185. Autorka referuje poglądy Woronieckiego na temat wojny sprawiedliwej, które są tożsame z tradycyjnymi katolickimi przekonaniami na ten temat.

[17] Woroniecki, Nacjonalizm a katolicyzm, s. 68.

[18] Tamże.

[19] Arystoteles, Polityka, tłum. L. Piotrowicz, Warszawa 2004, 1276a-b, 1280.

[20] Woroniecki, Katolicka etyka, t. 1, s. 198.

[21] Tamże, s. 200.

[22] Maliszewski, dz. cyt., s. 8-9. Na niedostatki w filozoficznej refleksji nad społecznością narodową zwracał uwagę M.A. Krąpiec, dz. cyt., s. 73-75.

[23] Koneczny, O wielości cywilizacyj, s. 301-307; tenże, Kościół jako polityczny wychowawca narodów, Gdańsk 1997, passim; tenże, Prawa dziejowe, Komorów 1997, s. 342-362.

[24] M. Pawlikowski, Dwa światy, Londyn 1952, s. 273-362.

[25] Problematykę narodu Woroniecki podejmuje dwukrotnie w Katolickiej etyce wychowawczej w § 15 i § 18 oraz w § 76. Osobny regularny wykład zagadnienia zawiera łacińskie dziełko autora przetłumaczone niedawno na język polski i wydane w wersji dwujęzycznej: Woroniecki, Quaestio disputata. Por. Maliszewski, dz.cyt., s. 7.

[26] Woroniecki, Quaestio disputata, passim; por. Maliszewski dz. cyt., s. 7. Por. także zbieżne poglądy Konecznego: tenże, Państwo i prawo w cywilizacji łacińskiej, Komorów 1997, s. 96-129.

[27] Woroniecki, Katolicka etyka, t. 1, s. 199.

[28] Tamże.

[29] Tenże, Nacjonalizm a katolicyzm, s. 65.

[30] „Zagadnienie to nie jest bynajmniej tak nowe, jak to się nieraz słyszy. Już Arystoteles w ks. III. r. 2 n. 12 swej Polityki postawił wyraźnie zagadnienie, czy lepiej jest, aby państwo było jednolite pod względem swego składu plemiennego czy też nie. A Piotr z Auvergne komentując jego tekst (lek. III) wskazuje niebezpieczeństwa grożące państwu, gdy składa się z różnych narodowości o różnych obyczajach.” Tenże, Katolicka etyka, t. 1, s. 247 (przypis).

[31] Tamże, s. 247-249. Por. tenże, Quaestio disputata, s. 55; tenże, Nacjonalizm a katolicyzm, s. 66.

[32] Takie podłoże wydaje się mieć np. polemika ze stosowaną przez Woronieckiego dystynkcją naród – ojczyzna, którą można znaleźć u Schade, dz. cyt.

[33] Por. P. Tarasiewicz, Spór o naród, Lublin 2003, s. 122-136.

[34] Woroniecki, Katolicka etyka, t. 1, s. 246.

[35] Tamże, s. 251.

[36] Tamże, s. 252.

[37] Tamże, s. 252-253.

[38] Tamże, s. 249-250.

[39] Tamże, s. 201; por. tenże, Quaestio disputata, s. 27-29.

[40] Tamże, s. 201-202. Por. tenże, Konkordat czy rozdział, „Rok Polski” 1918, nr 7-8, s. 451-467; tenże, Kościół i państwo. Zagadnienie układu ich stosunków, Poznań 1946. Analizy tych poglądów, także w oparciu o materiały niepublikowane, dokonuje Kalinowska, dz. cyt., s. 188-207.

[41] Woroniecki, Katolicka etyka, t. 1, s. 203.

[42] Woroniecki patriotyzm traktuje jako zespół cnót i definiuje w sposób następujący: „jest stałym nastrojem duszy, na który składają się: miłość do najbliższych, z którymi się wciąż obcuje, sprawiedliwość współdzielcza, skłaniająca do przenoszenia wspólnego dobra ojczyzny nad swoje własne, i wreszcie cześć dla tej społeczności, w której się wyrosło i od której przyjęło się obyczaje jako podstawę życia duchowego”. Tamże, t. 2, cz. 2, s. 123.

[43] Tamże, s. 91.

[44] Tamże, s. 124.

[45] Tamże, s. 123-124.

[46] Tamże, s. 122.

[47] Tenże, Quaestio disputata, s. 51-58. Por. Kalinowska, dz. cyt., s. 167-168. Autorka twierdzi, że Woroniecki – widząc siłę postulatów endecji dotyczących „państwa nacjonalistycznego” i ich zbieżność z katolicką nauką społeczną – odnosił się zarazem do nich sceptycznie, mając wątpliwości co do intencji propagatorów takiego modelu państwa. Kalinowska posuwa się nawet do stwierdzenia, że „według Woronieckiego polski wymiar nacjonalizmu to przejaw szowinizmu (...)”. Konfrontacja poglądów Woronieckiego i Dmowskiego – zwłaszcza zawartych w Kościół, naród i państwo oraz Duchu Europy – każe raczej stwierdzić, iż wybitny filozof koryguje i uzupełnia poszukiwania intelektualne dokonujące się w kontekście tego obozu politycznego. Por. R. Brzózka, Teoretyczne podstawy rozumienia życia społecznego w „Duchu Europy” Romana Dmowskiego, w: Realizm Romana Dmowskiego, red. R. Brzózka, Lublin 2010.

[48] Woroniecki, Katolicka etyka, t. 2, cz. 2, s. 128.

[49] Tamże.

[50] Tamże, t. 1, s. 249.

[51] Tenże, Pokora i jej rola w stosunkach międzynarodowych, „Szkoła Chrystusowa” 1934, nr 3, s. 9-11.

[52] Tamże, s. 12.

[53] Tamże, s. 13.

[54] Tamże, s. 13-15.

[55] „W zmaganiach między narodami przynosi ona [pokora – przyp. R.B.] wielką korzyść przez to, że chroni od roznamiętnienia, przed manią wielkości, która przywiodła do zguby niejeden naród.” Tenże, Katolicka etyka, t. 2, cz. 2, s. 128.

[56] Tenże, Pokora i jej rola, s. 17-18.

[57] Tamże, s. 18-19.

[58] Tamże, s. 20.

[59] Tamże, s. 19-20

[60] Tamże, s. 21-22.

[61] Tamże, s. 23-24.

[62] Tenże, Katolicka etyka, t. 2, cz. 2, s. 129.

[63] Tamże, s. 129-130.

[64] Tamże, s. 131.

[65] Tenże, Udział Polski w dziele misyjnym, w: Księga pamiątkowa Międzynarodowego Akademickiego Kongresu Misyjnego, Poznań 1928, s. 189-190.

[66] Tamże, s. 197. Woroniecki przekonuje, że Polska powinna wziąć udział w pracach na rzecz formacji duchowieństwa tubylczego. Zwraca uwagę na groźne zjawisko wykształcenia się inteligencji pogańskiej. Dlatego potrzebni są misjonarze o wyższej kulturze umysłowej. Tamże, s. 199 i 202.

[67] Istotną częścią cnoty roztropności jest prowidencja (opatrzność ludzka), która w znaczeniu społecznym oznacza umiejętność przewidywania właściwych (skutecznych i moralnie godziwych) środków do celu, jakim jest dobro wspólne i rządzenie jako ich roztropna realizacja. Zagadnienie to, m.in. na kanwie dorobku intelektualnego Woronieckiego i Krąpca, rozwinął P.S. Mazur. Por. tenże, Prowidencja ludzka jako podstawa roztropnego formowania zasad życia osobowego i społecznego człowieka, Kraków 2009.

[68] Por. J.M. Bocheński, Szkice o nacjonalizmie i katolicyzmie polskim, Komorów 1999; M.A. Krąpiec, Rozważania o narodzie, Lublin 2004 (tu w szczególności filozoficzny namysł nad zjawiskiem globalizacji, s. 64-80); Jan Paweł II, Od praw człowieka do praw narodów. Przemówienie do Zgromadzenia Ogólnego ONZ z okazji 50-lecia jej istnienia, Nowy Jork 5.10.1995, „L’Osservatore Romano” (wydanie polskie) 1995, nr 11-12, s. 4-9.