Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realny świat
prof. Mieczysław Ryba 2010-04-01

Rosja – USA: Nuklearne porozumienie czy strategiczna współpraca

W pierwszej połowie kwietnia zaplanowano podpisanie porozumienia między Rosją a Stanami Zjednoczonymi w kwestii redukcji arsenałów nuklearnych. Liczba głowic będących w posiadaniu przez oba państwa nie powinna przekroczyć 1550. Porozumienie to o tyle jest ważne, że z końcem roku wygasa umowa między tymi krajami z początku lat dziewięćdziesiątych (START) o redukcji broni jądrowej. Za czasów prezydentury George’a Busha napięte stosunki amerykańsko-rosyjskie (sprawa wojny w Gruzji, budowy tarczy antyrakietowej) nie zapowiadały szybkiego porozumienia. Rosjanie stawiali mocne warunki, uznając, że działania Amerykanów w byłych republikach sowieckich uderzały w rosyjskie strefy wpływów.

Oczywiście porozumienie w sprawach nuklearnych jest traktowane jako preludium do strategicznych porozumień, o znaczeniu wręcz globalnym. Amerykański wiceprezydent Joe Biden wyraził niedawno potrzebę „zresetowania” napiętych stosunków między Kremlem a Waszyngtonem. Do ważnych informacji należy zaliczyć wypowiedź Dmitrija Miedwiediewa, który uznał nowy traktat za „odzwierciedlający równowagę interesów obu państw”. Inną ważną kwestią jest zapowiadane powiązanie redukcji zbrojeń nuklearnych ze sprawami obrony przeciwrakietowej (w tym tarczy antyrakietowej). Na tej ostatniej kwestii zależało szczególnie Rosji. Przypomnijmy, że „poprawa” relacji amerykańsko-rosyjskich była ze strony Moskwy warunkowana rezygnacją z budowy tarczy antyrakietowej w Europie, co za sprawą decyzji administracji Baraka Obamy stało się w ubiegłym roku. Oprócz spraw istotnych dla Rosji przy okazji tego porozumienia również Amerykanie chcą załatwić kilka istotnych ze swojego punktu widzenia spraw. Dla Amerykanów szczególne znaczenie mają sprawy afgańskie. Armia amerykańska ugrzęzła na dobre w tym kraju i w sposób wręcz konieczny potrzebuje pomocy Rosjan. Pod koniec tego miesiąca ma się odbyć szczyt w sprawie Afganistanu, w którym Rosja ma brać czynny udział. Drugą niezwykle istotną z waszyngtońskiego punktu widzenia kwestią jest sprawa zbrojeń nuklearnych Iranu. Amerykanie oczekują zgody Moskwy na nałożenie wspólnych sankcji w stosunku do Teheranu. Widzimy zatem, że transakcja w sprawie redukcji zbrojeń nuklearnych ma głębsze podłoże. Waszyngton przy tej okazji chce zawrzeć strategiczne porozumienia dotyczące Bliskiego Wschodu. Gdyby współdziałanie w tej kwestii się powiodło można by oczekiwać dalszych porozumień w kwestii chociażby Chin. Oczywiście cena, jaką przychodzi zapłacić Ameryce za zbliżenie z Rosją jest dość wysoka. Tu nie tylko chodzi o tarczę antyrakietową. Wraz z rezygnacją z tego projektu mamy do czynienia z dość dalekim wycofaniem się Ameryki z Europy. Wciąż mówi się nawet o wycofaniu wojsk amerykańskich z Niemiec, co by oznaczało, że USA w pełni akceptują podmiotowość Berlina w strategicznej grze w Eurazji. Wraca zatem koncepcja z czasów prezydentury Bila Clintona zbudowania ścisłego sojuszu niemiecko-amerykańskiego. Łączy się to nierozerwalnie z akceptacją budowania superpaństwa w Europie. Strategiczne porozumienie Waszyngtonu z Berlinem w niczym nie kłóci się z projektem porozumienia z Moskwą. Wszak Niemcy od dłuższego już czasu są w strategicznym sojuszu z Rosją, realizując różnorakie projekty gospodarcze (przykład: gazociąg północny). Krótko mówiąc: na dzień dzisiejszy tak Waszyngton, jak i Berlin widzą potrzebę strategicznego porozumienia z Moskwą. Oczywiście nieco inne sprawy są w relacjach z Rosją ważne dla Ameryki, inne dla Niemców, ale w kwestii polityki wschodniej nie ma między tymi partnerami zasadniczych różnic. Nie trzeba dodawać, że w tak projektowanej polityce nie ma specjalnego miejsca dla środkowej Europy, w tym dla Polski.

Do niedawna jeden z głównych sojuszników Ameryki w Iraku, Polska jest pomijana w wielkich projektach państw zachodnich. Nawet podpisanie porozumienia nuklearnego ma się odbyć nie w Warszawie, ale w Pradze. Nie trzeba też ukrywać, że tak postawione priorytety wielkich mocarstw tworzą stan bardzo głębokiej dekoniunktury dla pozycji Polski w świecie. Po prostu nie jesteśmy dla mocarstw w tej chwili istotnym partnerem, co najwyżej balastem, od którego trzeba się jakoś uwolnić (USA). Oczywiście większego znaczenia nie będą też miały w tej strategii takie państwa jak Gruzja czy Ukraina. Pozostawione zostają zasadniczo jako samotne w zmaganiach z przewagą rosyjską.

Powstaje jeszcze jedno pytanie o przyszłość współdziałania Zachodu z Rosją. Jak wiemy, w historii mieliśmy okresy ścisłej współpracy (przykład: koalicja antyhitlerowska w czasie wojny), a zarazem okresy intensywnych zmagań (zimna wojna). Odpowiadając na postawiony problem musimy zauważyć, że jest cały szereg punktów zbieżnych w interesach Rosji i USA oraz Rosji i Niemiec. Z Niemcami Rosjanie podjęli ścisłą współpracę gospodarczą, godząc się na podział stref wpływów (granica wpływów na linii Bugu). Dla Kremla kwestia Bliskiego Wschodu jest równie ważna jak dla Ameryki. Niepokój na Kaukazie, którego Rosjanie raz za razem doświadczają boleśnie (wystarczy wspomnieć niedawne zamachy terrorystyczne w Moskwie i w Dagestanie) to tylko przedsmak ewentualnej ekspansji islamu na tereny rosyjskie. „Uspokojenie” Afganistanu czy Iranu może być więc na rękę również Kremlowi, oczywiście pod warunkiem dopuszczenia ich do udziału we wpływach w tym regionie Eurazji.

Jednakże na horyzoncie pojawiają się również zarzewia konfliktu. Gdyby się przyjrzeć strategicznym wizjom planistów rosyjskich, można zauważyć, że Eurazja jest terenem ich wielkiej ekspansji. Rosja może chcieć dążyć do całkowitego wyparcia Ameryki z tego megakontynentu i próbować zbudować w Moskwie centrum ekonomiczne i polityczne nowej eurazjatyckiej potęgi. Na to zgodzić się nie będzie chciał ani Waszyngton, ani Berlin. I to może być zarzewiem konfliktu mocarstw w przyszłości. Wszystko to w sposób ostrzejszy tradycyjnie spostrzegają w USA republikanie, którzy za kilka lat będą się starali wrócić do władzy. Jak na razie mamy rządy Baraka Obamy i mamy kolejne próby zbudowania strategicznego porozumienia między Zachodem a Rosją.

Mieczysław Ryba, Lublin 2010-04-01