Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realny świat
prof. Mieczysław Ryba 2010-02-09

Ukraina podzielona

Wynik wyborów na Ukrainie świadczy o głębokim podziale tego kraju. Przewaga Wiktora Janukowycza okazała się minimalna, dlatego nie należy się spodziewać zacierania różnic między wschodnią i zachodnią Ukrainą. Gdyby nie kryzys i duża absencja wyborcza w centrum i na zachodzie kraju, Janukowycz by nie wygrał.

Walka wyborcza na Ukrainie odbyła się przy dużym osłabieniu ludzi tzw. pomarańczowej rewolucji. Ustępujący prezydent Wiktor Juszczenko ogłosił, że nie widzi zasadniczej różnicy między Wiktorem Janukowyczem a Julią Tymoszenko, demobilizując w ten sposób swój elektorat. Wydaje się, że rządy ludzi z ekipy „pomarańczowych” nie zostały odebrane przez Ukraińców jako przełom w sposobie sprawowania władzy. Mieliśmy do czynienia z różnymi aferami i olbrzymimi konfliktami na szczytach władzy. Trudno też było się dopatrzeć skutecznych działań w celu uniezależnienia energetycznego kraju. Próby nakierowania polityki Kijowa na sojusz z Zachodem zakończyły się fiaskiem nie tylko ze względu na wewnętrzne problemy Ukrainy. Od ponad roku Zachód zdecydowanie odwrócił się od Kijowa. Jest to przede wszystkim związane ze zmianą ekipy rządzącej w USA. Projekty włączenia Ukrainy do NATO znikły z przestrzeni dyskusji politycznych, gdyż Waszyngton nie chce dziś drażnić Rosji, szukając na Kremlu partnera w zmaganiach azjatyckich. Pozostawiona własnemu losowi Ukraina pogrążyła się w niezwykle głębokim kryzysie gospodarczym, który przypieczętował porażkę „pomarańczowych”. Odpowiedzialność za stan kraju spadła w dużej mierze na premier Julię Tymoszenko. Niektórzy twierdzą, że gdyby Tymoszenko zgodziła się przed kilkoma miesiącami na oddanie władzy Janukowyczowi, to dzisiaj ona byłaby prezydentem.

Wynik wyborów świadczy o głębokim podziale kraju. Przewaga Janukowycza jest minimalna, dlatego nie należy się spodziewać zacierania różnic między wschodnią i zachodnią Ukrainą. Gdyby nie kryzys i duża absencja wyborcza w centrum i na zachodzie kraju, Janukowycz by nie wygrał. Konflikt polityczny będzie więc dalej rozgrywany przez tych samych aktorów. Objawi się to sporami sądowymi o wynik wyborów, z drugiej strony silna opozycja będzie mocno stopowała pomysły Janukowycza. Dla Julii Tymoszenko obecna porażka wcale nie musi oznaczać końca kariery politycznej.

Warto postawić pytanie, do jakiego stopnia Janukowycz zrealizuje swoje zapowiedzi o poprawie stosunków z Rosją. Innymi słowy: na ile Ukraina pod jego rządami zwiększy swą zależność od Kremla. Wydaje się, że kwestie językowe odgrywają tu drugorzędną rolę. Zapowiedź „niebieskich” wprowadzenia rosyjskiego jako drugiego języka urzędowego może nie tyle być spowodowana poddaństwem wobec Moskwy, co po prostu kwestią realnego ułatwienia życia obywatelom żyjącym na wschodzie kraju. O względnej prozachodniości Janukowycza świadczy nie tylko jego zapowiedź kontynuacji integracji z Unią Europejską. Po pierwsze, mogą to być puste hasła wyborcze, po drugie, jak już pisałem, do takiej integracji może Kijów namawiać nawet Moskwa, pragnąca przy pomocy swego ukraińskiego sojusznika penetrować politykę wewnątrzunijną. O kierunku polityki Janukowycza może świadczyć fakt, że jako gubernator w Doniecku podobno nie wpuścił żadnej rosyjskiej firmy do tego regionu. Tu wchodzimy w kwestię celów biznesu okręgu donieckiego. Jeśli rzeczywiście interesy te zdefiniowane są w opozycji do Rosji, to jest to kluczowy fakt dla kierunku polityki ukraińskiego państwa na najbliższe lata.

Obecna ostrożność władz polskich wobec wydarzeń ukraińskich jest związana z dużym rozczarowaniem, jakie przyniosły ostatnie dni rządów Wiktora Juszczenki. Uznanie Stepana Bandery za bohatera Ukrainy spowodowało falę protestów polskich środowisk kresowych. To z kolei wywołało protesty nacjonalistów ukraińskich przed polskimi konsulatami na Ukrainie. Sytuacja ta spowodowała nawet zdecydowaną wypowiedź prezydenta Lecha Kaczyńskiego, do tej pory lekceważącego pronacjonalistyczną politykę historyczną Juszczenki. Za wcześniejsze milczenie polskich władz w tak ważnych historycznie i politycznie kwestiach musimy dziś płacić wysoką cenę. Trzeba skonstatować ostatecznie, że polityka przemilczeń w kwestii zbrodni OUN-UPA poniosła w Polsce fiasko. Nie reagując w porę, milcząco pozwoliliśmy na obudzenie na Ukrainie Zachodniej demona szowinizmu.

Jeśli słusznie z polskiego punktu widzenia uznano, że istnienie państwa ukraińskiego, niezależnego od Moskwy, leży w naszym interesie, to wzrost nastrojów nacjonalistycznych na zachodzie Ukrainy wcale nie prowadzi do umocnienia tego kraju. Wręcz przeciwnie - generowane są w ten sposób nie tylko konflikty z polskimi kręgami kresowymi, ale również pojawiają się duże napięcia wewnątrz Ukrainy. Centrum i wschód tego kraju jednoznacznie negatywnie ocenia spuściznę po UPA. Zatem im bardziej na zachodzie Ukrainy rozwijana jest ideologia OUN-UPA, tym mniejsza jest szansa na zbudowanie realnej jedności tego kraju. Miejmy nadzieję, że ta prawda dotarła w końcu do władz polskich.

Wracając do kwestii uniezależnienia Ukrainy od Moskwy, wydaje się, że odpowiedzi na ten problem trzeba szukać nie na biednym zachodzie kraju, lecz w centrum i na uprzemysłowionym wschodzie. Wcale nie jest powiedziane, iż rosyjskojęzyczne tereny ukraińskie muszą być w sensie biznesowo-politycznym prokremlowskie. Kierownicy polskiej polityki zagranicznej powinni szukać różnorakich kontaktów, dzięki którym można by realnie zacieśnić więzy ekonomiczne i polityczne z Kijowem bez względu na to, kto sprawuje tam polityczne rządy.

Kluczową kwestią jest też dbałość o interesy mniejszości polskiej na Ukrainie. Rząd RP nie tyle powinien realizować wielkie wizje geopolityczne w tym regionie Europy, dodajmy: wizje, na których realizację nie mamy większego wpływu. Przede wszystkim obowiązkiem polskich władz jest ochrona praw Polaków na Wschodzie, zamieszkujących od wieków tereny dzisiejszego państwa ukraińskiego. Rozwój kulturowy i ekonomiczny środowisk polskich w tym kraju może mieć olbrzymie znaczenie również dla pogłębiania współpracy ze wschodnim sąsiadem na różnych piętrach życia państwowego.

Artykuł ukazał się w „Naszym Dzienniku” z 09.02.2010