Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realny świat
prof. Mieczysław Ryba 2010-01-20

Na kogo stawia Moskwa

Druga tura wyborów na Ukrainie, w której zmierzą się Wiktor Janukowycz i Julia Tymoszenko, wcale nie oznacza, że będzie to prosty wybór między opcją prorosyjską i prozachodnią, jakby to chciały widzieć niektóre polskie media.

Wybory prezydenckie na Ukrainie są dziś obserwowane w Polsce z o wiele mniejszym zaangażowaniem niż w czasie tzw. pomarańczowej rewolucji. Jest kilka przyczyn takiego stanu rzeczy.

Kreml rozdaje karty?

Przede wszystkim obecny podział sceny politycznej u naszego sąsiada nie przebiega tak czytelnie. Wówczas panowało przekonanie, jakoby jedynie Wiktor Janukowycz był powiązany z niejasnym biznesem i tylko jego obozowi (Partii Regionów) można przypisać fałszerstwa polityczne. Kilka lat rozwoju sceny politycznej udowodniło jednak, że tzw. obóz pomarańczowych szybko się rozpadł, wzajemnie się oskarżając o korupcję i o współpracę z Janukowyczem. Nie ulega wątpliwości, że zarówno Wiktor Juszczenko, jak i Julia Tymoszenko mieli okresy realnej współpracy z Partią Regionów. Nie ulega również wątpliwości, że przez tych kilka lat Ukrainie nie udało się osiągnąć zapowiadanej niezależności (w szczególności energetycznej) od Rosji.

Z drugiej strony, według zewnętrznych obserwatorów, Janukowycz okazał się nie aż tak prorosyjski. Pamiętajmy, że najważniejszy projekt propagandowo-gospodarczy, Euro 2012, był dziełem biznesu wschodnioukraińskiego. To głównie biznesmeni z dalekiego Doniecka dążyli do sfinalizowania tego przedsięwzięcia realizowanego wraz z Polakami, to oni wykładają pieniądze na mistrzostwa. Okazuje się również, że region ten, szukając wsparcia i siły w walce konkurencyjnej z przemysłem rosyjskim, stara się utrzymywać intensywne kontakty z Zachodem. Mówi się nawet, że to we wschodniej Ukrainie dolar jest uznawany jako realna waluta w obiegu gospodarczym. Zresztą, ktokolwiek chce robić wielkie interesy z Ukrainą, ten udaje się na Wschód, tam bowiem znajduje się koncentracja życia gospodarczego. Wielu diagnozuje dzisiaj, że prorosyjskość Janukowycza tym różni się od stanowiska pozostałych kandydatów, że sam lider Partii Regionów słabo zna język ukraiński, że stara się o zapewnienie praw kulturalnych rosyjskojęzycznej ludności. Oczywiście, jego kontakty z Moskwą są bardzo żywe, ale wiele wskazuje na to, że Kreml nie ma w tych wyborach tylko jednego kandydata.

Oficjalnie mówi się, że poparciem Moskwy może się cieszyć również Julia Tymoszenko. Pani premier bardzo sprawnie porusza się między różnymi podmiotami na Ukrainie, zapewniając szereg koncesji dla Rosjan. Istnieje przekonanie, że Tymoszenko będzie skłonna zgodzić się na przedłużenie umowy na stacjonowanie rosyjskiej floty czarnomorskiej w Sewastopolu (obecna umowa wygasa w 2017 roku). Jest ona w stanie dogadać się z Rosjanami w sprawach energetycznych. Nie chce bynajmniej szybkiego wprowadzenia Ukrainy do NATO, po cichu sugerując referendum (przeciwnicy NATO w społeczeństwie ukraińskim zdecydowanie przeważają, referendum zatem oznacza zgodę na rezygnację z wejścia do Paktu Północnoatlantyckiego). W takiej sytuacji Kreml zrezygnował z aranżowania kolejnego sporu gazowego z Ukrainą tej zimy (dodajmy - bardzo mroźnej zimy), nie chcąc osłabiać pozycji pani premier. Zatem druga tura wyborów, w której zmierzą się Wiktor Janukowycz i Julia Tymoszenko, wcale nie oznacza, że będzie to prosty wybór między opcją prorosyjską i prozachodnią, jakby to chciały widzieć niektóre polskie media.

Rozczarowanie Juszczenką

Głównym kandydatem, którego poparły polskie siły polityczne w czasie "pomarańczowej rewolucji", był Wiktor Juszczenko. Z tą kandydaturą wiązano olbrzymie nadzieje, uznając, że postaci tej należy przypisać same aktywa. Po kilku latach okazało się, że prezydent Ukrainy ma różne niejasne powiązania. Największe zaś zastrzeżenia budzi jego polityka historyczna, tak mocno nakierowana na gloryfikowanie OUN - UPA, organizacji w przekonaniu większości Polaków odpowiedzialnej za zbrodnie ludobójstwa w czasie II wojny światowej. Tego typu działania prezydenta Juszczenki wzmocniły szowinistyczne siły polityczne na Ukrainie, wprost odwołujące się do ideologii UPA. Rozwinęła swą działalność partia Zjednoczenie "Swoboda", której kandydat Oleg Tiahnybog mówi o potrzebie rewizji granic z Polską, gdyż niektóre ziemie (w domyśle okręg przemyski, ziemia chełmska) są dziś tylko "tymczasowo okupowane" przez Polskę. Oczywiście na razie partia ta zajmuje marginalną pozycję na scenie politycznej, nie ulega wszak wątpliwości, że prezydencka polityka historyczna oparta na fałszu wzmogła siłę podobnych ugrupowań.

Ukraina cały czas stoi wobec problemu utrzymania jedności państwa. Różnice kulturowe, gospodarcze i narodowościowe są w tym państwie bardzo duże. Wybory, które co jakiś czas się odbywają, mają charakter jakby nieco azjatycki. Rywalizacja nie kończy się przy wyborczej urnie. Wszyscy kandydaci oskarżają się zawczasu o wyborcze fałszerstwa, najprawdopodobniej ostateczny wynik drugiej tury wyborów 7 lutego będzie zaskarżony do sądu itp. Gdzieś w środowiskach biznesowych oraz tajnych służb dokonują się targi, które ostatecznie, przynajmniej do tej pory, kończyły się jakimś kompromisem, który stabilizował na pewien czas scenę polityczną. Dodajmy, że ta stabilizacja ma kruche podstawy, a polityka wychodząca z Kijowa napotyka na różnorakie opory. Ów brak wewnętrznej spójności i jedności powoduje, że Ukraina jest łatwym polem do politycznych i gospodarczych manipulacji. Dziś państwo to przeżywa bodaj najgłębiej skutki tzw. światowego kryzysu finansowego i gospodarczego.

Ukraińcy, odrzucając w wyborach ofertę Wiktora Juszczenki, wyrazili przekonanie, że prezydentura ta nie przyniosła państwu wiele dobrego. Widzą doskonale, że Zachód zostawił Kijów samemu sobie w zmaganiach z dominacją rosyjską. Nie dotyczy to tylko polityki niemieckiej opartej na strategicznym porozumieniu z Moskwą. Chodzi również o postawę Stanów Zjednoczonych za prezydentury Baracka Obamy. Waszyngton również szuka dziś porozumienia z Kremlem i zostawia sprawę ukraińską na marginesie swoich działań.

Polska oferta

Wydaje się, że i w opinii polskiej dojrzewa przekonanie, że nie jesteśmy w stanie prowadzić działań prometejskich na Wschodzie, inspirowanych przedwojenną myślą piłsudczykowską. Po prostu należy spojrzeć na sprawy wschodnie w dłuższej perspektywie, bez apriorycznych założeń, licząc się z rzeczywistością, a nie próbując ją idealistycznie projektować.

Zadajmy sobie zatem ponownie pytanie: jak powinna wyglądać polityka polska wobec ukraińskiego sąsiada? Odpowiedź jest prosta: powinna być wielowariantowa. Nie można twierdzić, jak to miało miejsce podczas "pomarańczowej rewolucji", że jesteśmy w stanie współpracować tylko z jednym nurtem politycznym na Ukrainie. Jak bardzo mylne jest myślenie jednokierunkowe, świadczy chociażby przykład Białorusi. Od lat twierdzono, że Alaksandr Łukaszenka jest prorosyjski do szpiku kości i że nie można się z nim w żaden sposób porozumieć. Dziś, gdy gospodarcze spory rosyjsko-białoruskie się pogłębiają, mówi się o konieczności wsparcia białoruskich władz. Zatem bez względu na wynik wyborów konieczne jest zaplanowanie wielowariantowych scenariuszy współpracy ze wschodnim sąsiadem. Kontakty z ludźmi Janukowycza pogłębiają Niemcy, Amerykanie itp. Gdyby Janukowycz wygrał, interesy z nim powinna robić również Polska. Jeśli wygra Tymoszenko, rzeczywistość powinna wyglądać podobnie. Wydaje się, że na bok należy odłożyć wizję Jerzego Giedroycia, tak mocno lansowaną przez środowiska liberalne w Polsce. Przekonanie, że tylko poprzez wzmacnianie antyrosyjskich sił na Ukrainie jesteśmy w stanie ugrać coś na Wschodzie, jest nieco anachroniczne. Takie myślenie prowadzi do polityki skrajnie jednostronnej i bardzo nieskutecznej. Do wygrania nie jest tylko nacjonalistyczna, uboga Ukraina Zachodnia. Olbrzymie znaczenie powinny mieć również kontakty z Ukrainą Wschodnią. Zatem oczekując wyników drugiej tury wyborów prezydenckich, powinniśmy się zastanowić, jaką ofertę współpracy przedstawić Ukraińcom w dwóch wariantach przyszłej prezydentury. Owa oferta, oprócz kwestii gospodarczych, powinna również zawierać propozycje prawdziwościowego uregulowania problemów historycznych. Tylko bowiem uczciwe rozliczenie się z przeszłością może doprowadzić do realnego pojednania między obydwoma narodami.

Artykuł ukazał się w „Naszym Dzienniku” z 20.01.2010