Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realny świat
prof. Mieczysław Ryba 2014-03-05

Kreml atakuje

Każdy, kto myślał, że walka o Ukrainę zakończyła się wraz z ucieczką Wiktora Janukowycza do Rosji, był w błędzie. Igrzyska w Soczi dały tylko chwilową przewagę opozycji nad siłami prorosyjskimi. Teraz Władimir Putin przeszedł do kontrofensywy. Moskwa inspiruje rosyjskie ruchy we wschodnich i południowych regionach Ukrainy, pokazując światu, że jest w stanie robić podobne „Majdany”, jak ten kijowski, tylko że tym razem prorosyjskie. Zniesienie ustawy językowej przez parlament kijowski spowodowało zwiększenie niepokojów we wschodnich regionach, obawiających się, że język ukraiński będzie jedynym językiem państwowym. Ludzie boją się również, że ich odcięcie od Rosji przyniesie olbrzymie problemy gospodarcze. Moskwa zagrała bardzo mocno, obiecując wsparcie finansowe dla zbuntowanych regionów (obiecuje np. Krymowi inwestycje infrastrukturalne na dużą skalę). Straszy też sankcjami Kijów. Najbardziej jednak niepokojące są ruchy rosyjskich wojsk. Na Krymie ruchy te o tyle były szybkie, że stacjonują tam wojska rosyjskie, i to od lat (w specjalnie wydzielonych bazach), zatem nie trzeba było przekraczać granic państwowych. Wielu spodziewało się najgorszego, zwłaszcza że Rosjanie zorganizowali wielkie manewry wojskowe przy granicy z Ukrainą.

W tej chwili wszystko wskazuje na to, że Putin przyjął wariant gruziński. Godzi się na negocjacje w sprawie Ukrainy, jednak z pozycji faktów dokonanych. Rosjanie opanowali Krym i dla Moskwy będzie to na pewno punkt wyjścia wszelkich rozmów. Skoro Zachód zgodził się niegdyś na wyodrębnienie Kosowa z państwa serbskiego z powodów narodowościowych, dlaczego nie miałoby się tak stać z Krymem. Plan może być prosty: w sensie formalnym granice się nie zmienią, w sensie realnym Kijów utraci kontrolę nad Krymem i w nieco dłuższym procesie ewolucyjnych zmian – nad Charkowem czy Donieckiem. Byłby to potężny cios dla państwa ukraińskiego, gdyż utrata przemysłowych regionów pogłębiłaby tylko zapaść gospodarczą tego kraju.

Oczywiście Rosja testuje Zachód. Testy poprzednie, że wspomnę sprawę Abchazji i Osetii Południowej (Gruzja), wypadły na korzyść Moskwy. Na wieść o rosyjskiej interwencji zbrojnej w Gruzji Zachód pokrzyczał, kilka razy wyraził zaniepokojenie, a nawet zaprotestował. Efekt jest taki, że wspomniane prowincje formalnie są częścią Gruzji, realnie przynależą do Rosji. Sytuacja może się powtórzyć na Ukrainie, chyba że będziemy mieli do czynienia z jakimś wielkim oporem, z którym Rosja będzie się musiała liczyć. Tak czy inaczej możemy być pewni, że Kreml Krymu nie odpuści. Jest to zbyt strategiczny punkt na geopolitycznej mapie, by oddać go w pełne posiadanie Ukraińców.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 5 marca 2014 r.