Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realny świat
prof. Mieczysław Ryba 2014-02-26

Krwawe igrzyska

Istnieją analizy mówiące o historii wielkich zmagań między państwami, które swoje rozstrzygnięcie znalazły nie na linii frontu, lecz na płaszczyźnie wydarzeń medialnych.

Znaczenie wojny propagandowej zrozumieli Amerykanie jeszcze w czasie zmagań w Wietnamie. Na froncie byli zwycięzcami.

To dlatego różne kraje z takim zacięciem walczą o prawo do organizacji znaczących wydarzeń, w tym igrzysk olimpijskich. Dla Rosji, która zorganizowała zimowe igrzyska, pojawiła się duża szansa na zbudowanie wizerunku państwa nowoczesnego i przyjaznego ludziom. To dlatego Władimir Putin z taką pieczołowitością przez 7 lat doglądał przygotowań tych wielkich zawodów. To dlatego wydano 50 mld USD. Były to najdroższe igrzyska w historii.

Putin dla ocieplenia swojego wizerunku wypuścił z więzienia Chodorkowskiego. Jak podkreślają obserwatorzy, mimo różnych wpadek Rosjanie organizacyjnie zdali egzamin. Kiedy oglądaliśmy transmisję z uroczystości zamknięcia igrzysk, zapierało dech w piersiach. Organizatorzy zadbali o wszystko, również o to, by Thomas Bach, pochodzący z Niemiec szef Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, w swoim końcowym przemówieniu wielokrotnie pochwalił Rosję, w szczególności Władimira Putina. Jednak obok przywódcy Rosji nie było widać przedstawicieli innych państw, nie było ważnych gości z zagranicy. Nie to jednak było największym ciosem dla Kremla. Siedem lat przygotowań, wydanie grubych miliardów na wielkie inwestycje sportowe – a przekaz medialny, szczególnie na końcu igrzysk, był fatalny. Wszystko przez wydarzenia na Ukrainie.

W kulminacyjnym momencie zawodów cały świat bardziej obserwował (i to na żywo) strzały na ulicach Kijowa niż zmagania na torach saneczkowych czy stokach narciarskich. Opozycja ukraińska zadbała o niezwykle precyzyjny przekaz medialny. Nic bardziej nie porywa ludzi niż transmisja wielkich demonstracji, a tym bardziej walk ulicznych, w których giną ludzie. Żadne zwycięstwo i najbardziej niespotykana porażka sportowa nie przebije siłą emocjonalnego oddziaływania transmisji z realnej walki na śmierć i życie.

Można postawić pytanie: kto zdecydował o eskalacji konfliktu na Ukrainie pod koniec igrzysk? Są dwie możliwości. Mógł to być Janukowycz, któremu wydawało się, że świat, zainteresowany wydarzeniami w Soczi, nie zauważy brutalnego rozprawienia się z opozycją na Majdanie. Jeśli tak myślał, to bardzo się przeliczył. Równie dobrze można sobie jednak wyobrazić opozycję ukraińską, która zdiagnozowała, że jeśli nie wykorzysta czasowej bierności Putina, który czeka na koniec igrzysk, by ponownie zaangażować się w sprawy ukraińskie, to za kilkanaście dni przegra wszystko. Kreml ruszy do kontrataku. Jeśli zatem coś miało się rozstrzygnąć na korzyść opozycji, to musiało się to stać przed końcem igrzysk. Efekt to nie tylko ucieczka Janukowycza z Kijowa, to również jego kompletna klapa wizerunkowa.

Komentarz ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 26 lutego 2014 r.
Pełny komentarz znajduje się na blogu „W stronę realnego świata” na portalu NaszDziennik.pl