Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realny świat
prof. Mieczysław Ryba 2014-01-23

Eskalacja konfliktu na Ukrainie

O ile oficjalna opozycja przestała kontrolować to, co się dzieje w Kijowie, sytuacji w żadnej mierze nie kontroluje też Zachód, o tyle wydaje się, że Moskwa utrzymuje pełne możliwości działania i z pewnością realizuje w Kijowie swój scenariusz zdarzeń. Nie ulega wątpliwości, że rządowe służby ukraińskie korzystają z doradztwa służb rosyjskich i białoruskich. Zatem prowokowanie eskalacji konfliktu na Majdanie musi być na rękę Rosji. Pokojowe manifestacje nie dawały dostatecznego pretekstu do użycia siły, manifestacje nacechowane ludzką agresją – jak najbardziej.

Scenariusze wydarzeń mogą być różne. Nie należy jednak wykluczać prostego użycia siły przez władze. W takiej sytuacji krew może się polać o wiele większym strumieniem niż do tej pory. Mało tego – nie należałoby wykluczać czegoś w rodzaju wojny domowej. Ta z kolei mogłaby prostą drogą doprowadzić do podziału kraju na dwa państwa. Konflikt na Ukrainie nie da się zatem prosto opisać jako spór władzy i protestującego społeczeństwa. Mamy tam również do czynienia z podziałem narodowościowym. Z jednej strony, rosyjskojęzyczny wschód, z drugiej – nacjonalistyczny, ukraiński zachód. Są to dwa, zupełnie różne światy, różniące się tak politycznie, jak i kulturowo. Zatem jeśli opozycja chce utrzymać jedność państwa ukraińskiego, eskalacja konfliktu nie leży w jej interesie. Tymczasem od wielu już lat następuje bardzo powolna kulturowa „ukrainizacja” wschodu. Przerwanie więzi państwowej tego podzielonego społeczeństwa musiałoby ten proces unifikacji kulturowej brutalnie przerwać. Takie są uwarunkowania prowadzenia polityki w państwie wielonarodowym. We współczesnym nam czasie rozpadały się różne państwa wielonarodowe, że wspomnę Czechosłowację, Jugosławię, Gruzję itp.

Ze względu na fakt, że świadomość narodowa na Ukrainie jest na o wiele wyższym poziomie niż na Białorusi, scenariusz białoruski jest tam mało prawdopodobny. Nawet po spacyfikowaniu Majdanu buntu na zachodzie nie sposób będzie ugasić. Rząd w Kijowie ma narzędzia prawne charakterystyczne dla czasu stanu wojennego. Pytanie tylko, jak długo taki stan wojenny da się utrzymać w społeczeństwie tak mocno zbuntowanym.

Opozycja ukraińska spogląda na reakcję Zachodu. Jednakże tu (oprócz ograniczonych sankcji USA wobec osób odpowiedzialnych za przemoc) nie widać specjalnej reakcji. Reakcja ta bowiem powinna być skierowana nie tyle w stronę Kijowa, ile raczej Moskwy. Jesteśmy u progu igrzysk olimpijskich w Soczi. Zamiast zastanawiać się, czy zbojkotować je ze względu na rzekome prześladowania homoseksualistów w Rosji, należałoby zagrozić ich bojkotem ze względu na to, co dzieje się na Ukrainie. I nie powinna tego robić Polska, lecz USA i UE. Wszelkie apele szefowej unijnej dyplomacji i nic nieznaczące rezolucje nie mają żadnej mocy sprawczej. Dla Putina igrzyska w Soczi to kilkadziesiąt miliardów inwestycji w ten projekt. Nie jest on w stanie pozwolić sobie na bankructwo wizerunkowe imprezy (i tu – wydaje się – leży największa nadzieja dla opozycji ukraińskiej). Jednakże na razie w stolicach europejskich (w szczególności w Berlinie) nie ma determinacji, by z Rosją toczyć dyplomatyczne boje o Ukrainę.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 23 stycznia 2014 r.