Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realny świat
prof. Mieczysław Ryba 2014-02-20

Krew na Majdanie

Czy sytuacja na Ukrainie wymknęła się spod kontroli? Wiele na to wskazuje. Bo jeśli wielu komentatorów do tej pory podejrzewało, że wpływ na bieg wydarzeń ma Władimir Putin, to teraz przypuszczenie to mocno się falsyfikuje. Putin ma wszak u siebie olimpiadę i bardziej niż do interwencji w Kijowie szykuje się do odtrąbienia triumfu związanego z igrzyskami. Tymczasem światowe media nie tyle interesują się dziś tym, co dzieje się w Soczi, ile wydarzeniami na kijowskim Majdanie. Strzały w stolicy Ukrainy na pewno psują wizerunek sportowej rywalizacji na olimpijskich stokach.

Można by zatem snuć przypuszczenia, że zaostrzenie wydarzeń na Ukrainie to efekt działalności grup radykalnych, chcących wykorzystać do końca względną (czasową) bierność Moskwy, by skompromitować ostatecznie Janukowycza i popsuć igrzyska Putinowi. Tezę o winie opozycji podtrzymują rosyjskie media, które twierdzą, że za walkami ulicznymi stoją „ekstremiści”, a nawet „faszyści”.

Nie ulega jednak wątpliwości, że główne narzędzia do rozładowania konfliktu posiada prezydent Ukrainy. Janukowycz znalazł się jednak w sytuacji niemal bez wyjścia. Do końca nie wierzy w pokojowe załatwienie sporu, gdyż sam używał siły w polityce. Trzymając w więzieniu Julię Tymoszenko, musi się spodziewać, że opozycja zechce mu w drodze rewanżu zgotować podobny los. Radykalne działania w tym względzie z jego strony stały się mieczem obosiecznym. Z kolei coraz liczniejsze ofiary śmiertelne – to obciążenie, które może przypieczętować przyszłość prezydenta Janukowycza.

Oczywiście pozostaje kontynuacja rozwiązania siłowego. Tylko że Ukraina to nie Białoruś, trudno przewidzieć, czym może się skończyć wojna domowa. Użycie wojska to nie to samo, co akcje milicji. Nikt nie da gwarancji, że armia nie zbuntuje się przeciwko władzy.

Równie beznadziejnie przedstawia się sytuacja geopolityczna. Janukowycz mógł podpisać układ stowarzyszeniowy z UE, narażając się na sankcje rosyjskie. Niepodpisanie układu dało pewną, chwilową pomoc Moskwy, ale naraziło Janukowycza na konfrontację ze społeczeństwem. Kilkanaście miliardów rubli nie rozwiąże przecież nawet najbardziej palących problemów gospodarczych Kijowa. Przeciągające się protesty mogą tylko pogłębić chaos gospodarczy. To z kolei może prowadzić do odwrócenia się części środowiska oligarchicznego od Janukowycza. Taka sytuacja groziłaby już niewyobrażalnymi skutkami dla układu władzy na Ukrainie.

Można zatem powiedzieć, że na Ukrainie mamy do czynienia z czymś w rodzaju stanu przedrewolucyjnego. Przerażony całą sytuacją i jednak względnie słaby prezydent Janukowycz, zdeterminowani demonstranci, patowa sytuacja polityczna. Taki stan nie będzie trwał wiecznie. Możliwe są nawet najbardziej tragiczne scenariusze.

Komentarz ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 20 lutego 2014 r.