Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realny świat
prof. Mieczysław Ryba 2014-04-15

Wojna na „majdany”

Narasta niepokój w południowo-wschodnich rejonach państwa ukraińskiego. Formalnie nie mamy do czynienia z wojną rosyjsko-ukraińską, lecz z buntem rosyjskojęzycznej ludności Ukrainy, na wzór buntu Ukraińców na kijowskim Majdanie – taka jest retoryka Moskwy. Podobnie sterowano aneksją Krymu, chociaż tam uruchomione zostały oddziały regularne wojska rosyjskiego stacjonujące na półwyspie. Zarządzono referendum, świadczące jakoby o woli miejscowej ludności przyłączenia się do Rosji. Ponieważ akcja ta zakończyła się „sukcesem”, powstają nowe, tym razem prorosyjskie „majdany” w miastach południowo-wschodniej Ukrainy.

Walki na ulicach Kijowa pokazały światu brutalność sił prorosyjskiego prezydenta Wiktora Janukowycza, odsuniętego od władzy. Jednakże prawdopodobne starcia na wschodzie kraju mogą pokazać „brutalność” sił ukraińskich. W ten sposób Rosja będzie mogła ogłosić światu, że przemoc nie dotyczy tyko jednej strony konfliktu. Nawet jeśli wojsko ukraińskie zdusi siły separatystów, nastroje się nie uspokoją. Podział na Ukrainie jest związany z podziałami narodowościowymi, obecnymi od dawna w tym kraju. Rosjanie w sposób perfekcyjny rozgrywają te waśnie, starając się przyciągnąć do siebie ludność rosyjskojęzyczną. Ponieważ Moskwa zamanifestowała siłę (wojskową, a także organizacyjną w czasie igrzysk olimpijskich w Soczi), na wschodzie taka Rosja się podoba. Poprzez swoją agenturę Kreml ma zatem wszelkie możliwości sterowania różnymi konfliktami na Ukrainie.

Czego możemy się zatem spodziewać? W wersji najbardziej pesymistycznej – wojny rosyjsko-ukraińskiej. W czasie spodziewanej pacyfikacji separatystów urządzonej przez siły ukraińskie Rosja może wprowadzić swoje wojska na wschodnią Ukrainę i rozpoczną się działania zbrojne. Jeśli Rosjanie nie będą chcieli całkowicie zepsuć swojego wizerunku na arenie międzynarodowej, to z pewnością zdecydują się na wariant stałego podsycania konfliktu (zarządzanie kryzysem ukraińskim z Kremla). Wszystko to musi zakłócić życie gospodarcze Ukrainy (pamiętajmy, że prorosyjski Donbas posiada najsilniejsze centra przemysłowe tego państwa) i na długi czas zablokuje ewentualność przyjęcia Kijowa do Unii Europejskiej. Ukraina pogrążona w swego rodzaju wojnie domowej nie będzie też chętnie widziana w strukturach NATO. Możemy zatem obserwować długotrwałą konfrontację podobną do tej, z jaką od lat mamy do czynienia w Irlandii Północnej, z tą różnicą, że w konflikt na wschodzie Ukrainy będzie również mocno zaangażowane państwo ościenne. Dziś wszystkie warianty są możliwe – Ukrainę czekają długie lata wewnętrznych napięć lub po prostu groźba rozpadu kraju.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 15 kwietnia 2014 r.