Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realny świat
prof. Mieczysław Ryba 2014-05-12

Despotyzm Rosji

Patrząc na rosyjskie obchody 69. rocznicy zakończenia drugiej wojny światowej, zadajemy sobie pytanie: na jakiej podbudowie ideologicznej chce bazować współczesne państwo rosyjskie? Z jednej strony mamy do czynienia z odniesieniem do typowej symboliki carskiej, z drugiej do gloryfikacji Armii Czerwonej. A w tle cały czas było świętowanie „wielkiego sukcesu” związanego z niedawną aneksją Krymu.

Po co Rosji ten mały półwysep nad Morzem Czarnym, który będzie stanowił przez długie jeszcze lata obciążenie dla budżetu państwowego? Ktoś powie: chodzi o bazy marynarki wojennej. Oczywiście to prawda, ale owe bazy można było mieć i bez formalnej aneksji Krymu. W poszerzaniu terytorium Rosji jest coś niezwykłego, jakaś silna ideologia, która pcha to mocarstwo do nieustannych podbojów. Żeby to zobaczyć, wystarczy spojrzeć na mapę: Rosja to największe terytorialnie państwo na świecie.

Car rządzi knutem

Rosja od strony kulturowej jest swoistą mieszaniną ideowego nihilizmu i politycznego turanizmu. Przeciętny Rosjanin to człowiek o bardzo żywym temperamencie, otwarty na kontakty międzyludzkie. Jednakże w polityce Rosjanie zachowują się wybitnie gromadnie, podporządkowując się wodzowi. Na skutek napierających Mongołów Moskwa musiała przez kilka wieków zmagać się z dominacją tej cywilizacji. Zwyciężając na poziomie militarnym, Moskale przejęli jednak bardzo wiele rozwiązań ustrojowych od Mongołów.

Cywilizacja turańska, o której tu mówimy, polega na bezwzględnym podporządkowaniu człowieka władcy. Mamy tu do czynienia z wojskowym sposobem ułożenia stosunków społecznych, gdzie strach odgrywa ogromną rolę. Markiz Astolphe de Custine pisał w swoich „Listach z Rosji”: „W Rosji strach zastępuje, czyli paraliżuje myśli. Kiedy to uczucie panuje niepodzielnie, może wytworzyć tylko pozory cywilizacji: niech się narażę krótkowzrocznym prawodawcom, ale strach nigdy nie będzie duszą dobrze zorganizowanego społeczeństwa. To nie jest porządek, to zasłona chaosu, nic więcej; gdzie brak wolności, brak także duszy i prawdy. Rosja to ciało bez życia, kolos egzystujący dzięki głowie, ale wszystkie jego członki, jednakowo pozbawione siły, jednakowo dogorywają”.

Jak twierdził Feliks Koneczny, Rosja organizowała swe życie społeczne w sposób, w którym podporządkowanie woli władcy jest dewizą naczelną. Jest to cywilizacja, gdzie wojna jest stanem naturalnym, a czas pokoju to tylko chwilowa przerwa między wojnami. Nieustanne podboje należą więc do natury funkcjonowania takiego państwa. Władca, który zdobywa nowe ziemie, wzbudza podziw, gdyż w przestrzeni życia państwowego dominuje wręcz bałwochwalczy kult siły fizycznej.

Cerkiew i samodzierżawie

Aby zrozumieć imperialną politykę Moskwy, warto sięgnąć do współczesnych myślicieli rosyjskich, którzy nieraz w sposób bardzo precyzyjny starają się zdefiniować wizję tego państwa.

Jeden z głównych współczesnych doradców politycznych władzy moskiewskiej, a zarazem bodaj najgłośniejszy politolog rosyjski Aleksander Dugin w wywiadzie dla „Frondy” w końcu lat dziewięćdziesiątych w ten sposób opisywał rolę prawosławia w imperialnej Rosji: „Prawosławie, które nie jest religią, lecz tradycją, jest o wiele bliżej temu, co nazywamy pogaństwem. Ono obejmuje i włącza w siebie pogaństwo”. Słowa te doskonale ilustrują przedmiotowy charakter traktowania religii w imperium. Dla Kremla zatem prawosławie stanowiło co najwyżej element uzasadniający samodzierżawie, a nie cel sam w sobie. „W antropologii prawosławnej – pisze Dugin – nie występuje słowo indywiduum, indywidualny. (…) Prawosławna antropologia akcentowała (…) zawsze ponadindywidualną osobowość. Człowiek postrzega się wtedy jako część większej całości. Dlatego nie on się zbawia, ale ktoś zbawia przez niego. W katolicyzmie człowiek to indywiduum, a więc całość niepodzielna, w prawosławiu człowiek to dywiduum, osoba dywidualna, a więc podzielna”. W ten sposób współczesny politolog rosyjski uzasadnia rolę religii w imperium. Szuka w historii tych prawosławnych myślicieli, którzy potwierdzają tezę, że „państwo jest wszystkim, a jednostka niczym”.

Pojawia się jednak pytanie, w jaki sposób współczesna rosyjska myśl imperialna potrafi pogodzić związany z prawosławiem despotyzm carski z ateistycznym, sowieckim totalitaryzmem. Dugin twierdzi: „Socjalizm to nic innego jak zsekularyzowana wersja bizantynizmu, to Czerwone Bizancjum, prawosławie w sekciarskiej, egzaltowanej formie. (…) Następnym naszym etapem będzie prawosławny komunizm – eurazjatycki, misyjny, panslawistyczny, filotatarski”.

W myśli polskiej opis imperializmu rosyjskiego od dawna był precyzyjny, a wynikał z doświadczeń wielowiekowych zmagań Polski ze wschodnim sąsiadem. Chodziło o to, że bolszewicki komunizm mimo oficjalnej wrogości do dziedzictwa państwa carów w głębi rzeczy był jego kontynuacją. Doskonale ten problem opisał Jan Kucharzewski w swoim wiekopomnym dziele „Od białego caratu do czerwonego”. Pokazał m.in. łatwość poddania się myśli rosyjskiej nowemu rodzajowi despotyzmu, jakim stała się w dwudziestym wieku dyktatura komunistyczna: „Wielowiekowy despotyzm Rosji wyhodował rojenie o despotyzmie czerwonym, ogarniającym i dziedzinę ducha, wytworzył gotowość do niewolniczego poddania się wszechwładzy doktryny rewolucyjnej. Od Plechanowa w linii prostej pochodzi umysłowość późniejszych komunistów rosyjskich, automatyzacja myślenia, bezbolesne, radosne jakby przebywanie w kazamacie myśli, niezaprzeczona odmiana starego nihilizmu, przepojonego dogmatyzmem sekciarskim i bezkrytyczną negacją wszystkiego, co z nim się nie zgadza”.

Nowe prawosławie

Jednakże każdy postronny obserwator widzi wyraźnie sprzeczność podłoża ideologicznego obu systemów, które zagościły na gruncie rosyjskim. Wszak prawosławie czasów carskich i ateizm komunistyczny to bez wątpienia sprzeczne wizje świata. Jednakże pamiętać musimy, że intelektualiści katoliccy od dawna zauważali w socjalizmie rodzaj myślenia religijnego. Polski jezuita o. Jan Urban twierdził, że socjalizm „jest (…) religią na wspak, religią odwróconą niby surdut do góry podszewką, religią bez Boga, materialistyczną, bądź co bądź jest jakąś religią”.

Dla imperialistów rosyjskich komunizm stał się więc czymś w rodzaju nowej religii, „nowego prawosławia”, które jeszcze skuteczniej zapewniało poszerzanie imperium, dając mu szansę zapanowania wręcz nad całym globem. Skoro niegdyś prawosławie stanowiło osnowę ideologii imperializmu carskiego (na terenach podbitych budowano sobory w centrach miast, by naznaczyć władzę Moskwy na danym terytorium), tak w dwudziestym wieku „prawosławiem nowego typu” stała się ideologia komunistyczna. O tyle skuteczniejsza, że fascynowały się nią elity świata Zachodu i była łatwo przyswajana przez biedne ludy Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej. Moskwa jako stolica Międzynarodówki Komunistycznej stała się jednym z dwóch najważniejszych punktów centralnych w świecie. Wielu Rosjan o imperialnych zapędach, nawet jeśli nie było z przekonania marksistami, czuło się dumnymi z potęgi imperium.

Znów idą barbarzyńcy

Bankructwo ideologiczne i gospodarcze komunizmu doprowadziło też do olbrzymiego kryzysu władzy imperialnej w Rosji na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku. Poszukiwanie nowego odniesienia w zachodniej przestrzeni ideologicznej musiało zakończyć się fiaskiem. Zachodnioeuropejski neomarksizm propagowany w postaci tzw. rewolucji seksualnej wprowadza bowiem niewyobrażalne spustoszenie w sferze życia społecznego. Po komunizmie Rosja zaś przeżywa ogromny kryzys moralny. Panosząca się aborcja, alkoholizm, rozwody, zapaść demograficzna – wszystko to musi przerażać tych, którzy pragną odbudowy potęgi imperium. Sama ropa i gaz nie wystarczą, by przywrócić dominację Rosji w Eurazji. Stąd ponowna próba powrotu do prawosławia. Przy czym pamiętać musimy, że nie chodzi tu o powrót do religii w rozumieniu łacińskim, czyli głębokiego nawrócenia ludzi po latach ateizacji sowieckiej. Tutaj cały czas rola Cerkwi jest zredukowana do wymiaru posłusznego narzędzia w rękach Kremla. Doskonale ukazuje to Dugin. Dla rosyjskiego ideologa komunizm był tylko specyficzną odmianą prawosławia, sankcjonującego imperialne dążenia Moskwy.

Można skonstatować, że dla imperialistów kościołem jest państwo (imperium), religia (czy to prawosławie, czy komunizm) funkcją tegoż imperium. Jego podboje nie mają celu praktycznego, jak chce to widzieć Europa. Wielu próbuje m.in. na tym poziomie analizować „opłacalność” (a raczej jej brak) ekonomiczno-polityczną przejęcia Krymu przez Rosję. Dla budowniczych imperium poszerzanie terytorium ma wymiar niemalże mistyczny, jest to jakby religijny akt rozszerzania sakralnego państwa, które realizuje w ten sposób swoją „misję zbawczą”.

Sakralny sposób podejścia do imperium jest głęboko zakorzeniony w naturze Rosjan. Stąd ogromna popularność, jaką cieszy się obecna władza, w szczególności prezydent Putin. Wraca on bowiem na tory, które w tradycji turańskiej Moskwy są traktowane w kategoriach „przeznaczenia”, realizowanego poprzez podboje carów i bolszewickich pierwszych sekretarzy. Oczywiście mamy tu do czynienia z całkowicie gromadnościowym rozumieniem życia zbiorowego. Wszelkie podejście alternatywne (personalistyczne) jest odrzucane jako wrogie. Dlatego imperialiści nie widzą miejsca dla niezależności Europy Środkowej. Dugin konstatuje: „My wszyscy – Rosjanie, Serbowie, Tatarzy itd. – reprezentujemy żywioł barbarzyński. Barbarzyństwo to życie, to sakralny świat tradycji. (…) W tym wielkim starciu cywilizacji atlantyckiej i kultury eurazjatyckiej to wszystko, co znajduje się między nami – Polska, Ukraina, Europa Środkowa, a kto wie, może nawet Niemcy – musi zniknąć, zostać wchłonięte”.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 12 maja 2014 r.