Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realny świat
prof. Mieczysław Ryba 2014-05-10

Gra energią

Jeśli ktoś zadał sobie pytanie, dlaczego Bliski Wschód jest terenem nieustannych zmagań politycznych i militarnych we współczesnym świecie, ten musi sięgnąć do wiedzy o zasobach energetycznych tego regionu. Kraje te posiadają ponad sześćdziesiąt procent światowych zasobów ropy naftowej i ponad czterdzieści procent zasobów gazu ziemnego.

Zatem oprócz kwestii cywilizacyjnych, tzn. wzrastającego fundamentalizmu islamskiego w tym regionie świata, zainteresowanie mocarstw Bliskim Wschodem jest związane właśnie z tymi zasobami. Wyobraźmy sobie powstanie regionalnej potęgi, która scala państwa produkujące ropę i gaz. Taka potęga, wzmocniona islamistyczną ideologią, mogłaby prowadzić globalną wręcz grę na arenie międzynarodowej. Ceny surowców energetycznych w dużym stopniu zależałyby od polityki takiego mocarstwa. Dlatego też wielkie mocarstwa, przede wszystkim Stany Zjednoczone, konsekwentnie blokują wszelkie próby tworzenia takich potęg regionalnych. Tak zwane rewolucje arabskie w północnej Afryce, wojna w Iraku, Syrii są przez specjalistów oceniane w dużej mierze jako wojny naftowe lub gazowe.

Amerykanie np. z dużą konsekwencją starają się zablokować Chiny w ich planach zwiększenia dostępu do surowców energetycznych. Nie inaczej jest w przypadku zmagań o Iran. Chińczycy popierają Teheran, Amerykanie oskarżają go o produkcję broni nuklearnej. Tutaj pojawia się kolejny problem. Mocarstwa mają taką przewagę technologiczną, że w razie zagrożenia dla swoich interesów są w stanie błyskawicznie interweniować militarnie w poszczególnych państwach. Jednakże taka interwencja jest praktycznie wykluczona w sytuacji, gdy dane państwo (nawet małe) posiada broń masowego rażenia. Gdyby np. Iran posiadł broń nuklearną, mógłby się z dużym prawdopodobieństwem spodziewać, że Stany Zjednoczone go nie zaatakują. Ponieważ interesy poszczególnych krajów są dość rozbieżne w kwestiach energetycznych, różne embarga nakładane na państwo posiadające ropę czy gaz są w dużym stopniu nieskuteczne. Iran posiadający broń atomową to Iran bezpieczny, mogący spokojnie myśleć o planach mocarstwowych w regionie.

Dla Rosji zaś zdominowanie Bliskiego Wschodu przez USA i ich sojuszników jest niekorzystne, gdyż Kreml zawęża wówczas swoje możliwości rozgrywania Zachodu i nie tylko. Na byłych terenach ZSRS znajduje się około trzydziestu procent światowych zasobów gazu i ponad sześć procent zasobów ropy naftowej. Rosjanie zatem bezwzględnie chcą tym atutem grać na arenie międzynarodowej, wykorzystując nade wszystko atut gazu. Stąd próba bilateralnych umów z poszczególnymi podmiotami i nabudowana na tym strategia poszerzania swoich wpływów w świecie. Budowa Nord Stream jest typowym przykładem rozgrywania Europy Środkowej, w tym Polski, przez układ rosyjsko-niemiecki. Niemcy mają dostęp do taniego gazu, Rosjanie mogą swobodnie szantażować byłe republiki sowieckie, wiedząc, że nitki gazociągu idące przez Ukrainę czy Białoruś nie są jedynym kanałem sprzedaży gazu do zachodniej Europy.

Widzimy zatem, że problem suwerenności i bezpieczeństwa poszczególnych państw we współczesnym świecie jest ściśle związany z bezpieczeństwem energetycznym. Poszczególne państwa starają się produkcję energii elektrycznej oprzeć na zasobach surowcowych, jakie posiadają. Gdy przyjrzymy się strukturze produkcji energii, stwierdzimy, że najwięcej jest krajów korzystających z elektrowni cieplnych, gdzie węgiel kamienny i brunatny, ropa oraz gaz są tymi surowcami, na bazie których wytwarzana jest energia elektryczna. I tak np. Polska, RPA, Chiny, Indie bazują w znacznej mierze na węglu, gdyż mają do niego duży dostęp. Kraje Zatoki Perskiej czy Stany Zjednoczone korzystają z ropy naftowej i gazu. Kraje bogate o dobrych ku temu warunkach naturalnych budują elektrownie wodne (Norwegia). Z kolei elektrownie jądrowe budują nade wszystkie te kraje, które nie posiadają innych surowców energetycznych, a które stać na wydatek dużych pieniędzy, zwracających się po długich latach (Francja, Belgia, Szwecja). Widzimy zatem, że czynnikiem rozstrzygającym o sposobie produkcji energii elektrycznej w danym kraju nie jest tylko czysty rachunek ekonomiczny. W dużej mierze decyduje o tym bezpieczeństwo dostaw surowca. Nie można oprzeć się wrażeniu, że spory międzynarodowe co do ocieplenia klimatu (próba wykluczenia węgla z produkcji energii), kwestii ekologicznych (promocja energetyki atomowej) ostatecznie są związane z pragnieniem osiągnięcia zysków z produkcji surowców i urządzeń, na których bazują poszczególne gospodarki. Zatem Francuzi, chcący sprzedawać technologię do budowy elektrowni atomowych, będą głosić, że najbardziej ekologiczna jest energia atomowa. Niemcy – wręcz przeciwnie, powiedzą, że najbardziej bezpieczna jest energia wiatrowa. Kraje te, mając przemożny wpływ na prawo tworzone w Unii Europejskiej, starają się wprowadzać takie standardy, które są korzystne właśnie dla ich gospodarki. Nie ulega wątpliwości, że dla Polski węgiel powinien pozostać podstawowym źródłem energii, gdyż to właśnie tego surowca mamy pod dostatkiem.

Propozycja tzw. unii energetycznej proponowanej przez premiera Tuska nie rozwiązuje tu żadnego problemu. Najpierw bowiem musimy ustawić swoją gospodarkę wedle swoich interesów, w odniesieniu do surowców, których posiadamy dostateczną ilość. Dlatego ważna jest sprawa wygrania na poziomie unijnym batalii, które rozstrzygają o tych sprawach. Tak zwany pakiet klimatyczny to po prostu ogromna klęska Polski, której nie przykryją żadne zapewnienia o tworzeniu unii energetycznej. Wszak by projektowany wspólny zakup surowców (w szczególności ropy i gazu) był możliwy, potrzebna by była potężna rozbudowa infrastruktury, jak twierdzą fachowcy – rzecz od strony technicznej prawie nie do przejścia. Zatem dla Polski o wiele ważniejsze jest realne wybudowanie gazoportu w Świnoujściu, a nie podróże „energetyczne” przed wyborami szefa polskiego rządu.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 10 maja 2014 r.