Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realny świat
prof. Mieczysław Ryba 2013-09-08

Zachód wobec islamu

Nie ulega wątpliwości, że problem relacji świata Zachodu do islamu należy do najpoważniejszych problemów społecznych współczesnej doby. Politycy zachodni od jakiegoś czasu zaczęli dostrzegać tę kwestię w kontekście kryzysu ideologii multikulturalizmu. Wielkie marzenia na szybką asymilację milionów przybyszów z Azji i Afryki okazały się mrzonką. Ateistyczna, konsumpcyjna kultura postmodernistyczna okazała się bezsilna wobec kultury islamskiej. Atak terrorystyczny na World Trade Center w 2001 roku był dla wielu zachodnich polityków ogromnym szokiem. Starano się od razu publicznie bagatelizować problem, twierdząc, że zamachowcami byli zwyrodniali terroryści skupieni w Al-Kaidzie, islam zaś jest religią absolutnie pokojową. Tak mówiono po ataku na Nowy Jork, Madryt, Londyn itp. Z drugiej jednak strony wypowiedzi wielu zachodnich przywódców dotyczą kwestii bankructwa projektu multi-kulti (Angela Merkel, David Cameron, Nicolas Sarkozy). Asymilacja imigrantów islamskich nie następowała, społeczności te żyją nieraz w ogromnej izolacji, nie przyjmując zachodnich rozwiązań cywilizacyjnych.

W wielu krajach muzułmańskich zaczęły rosnąć w siłę ugrupowania fundamentalistyczne, co budzi grozę na Zachodzie. Rewolucje arabskie, jakie przeszły przez Afrykę Północną i Bliski Wschód, a także wcześniejsza interwencja wojsk USA w Iraku i Afganistanie wywołały przekonanie, że sytuacja znowu jest pod kontrolą. Ów „sukces” polega jednak nade wszystko na wprowadzeniu chaosu w krajach wewnętrznie skłóconych po tzw. rewolucjach arabskich i pogrążonych w wojnie domowej. Egipt, Syria – to tylko dwa przykłady takiej sytuacji. Po interwencji wojsk USA w Afganistanie oraz Iraku sytuacja również nie uległa stabilizacji. Niewątpliwie kraje pogrążone w wojnie domowej są o wiele słabsze, mniej zagrażają Izraelowi, mają niską zdolność do tworzenia broni masowej zagłady (czego Zachód obawia się najbardziej). Nie zmienia to jednak faktu, że zachodnie interwencje zbrojne w pewnym sensie skończyły się politycznym fiaskiem (zamiast wewnętrznego pokoju mamy chaos).

Jako naczelny jawi się tutaj problem losu mniejszości chrześcijańskich w poszczególnych państwach. Zniesienie starych dyktatur (Irak, Egipt, Libia) nie przyniosło polepszenia życia chrześcijan, od starożytnych czasów zamieszkujących te tereny. Wręcz przeciwnie. Stare reżimy, mające dość świecki charakter, z większą tolerancją odnosiły się do chrześcijan niż islamscy fundamentaliści dokonujący codziennie ogromnej liczby zamachów na wyznawców Chrystusa. Dla krajów zachodnich problem ten jest rozpatrywany jako marginalny. O ile Zachód był w stanie niegdyś interweniować w Serbii, by przeszkodzić dyskryminacji bośniackich muzułmanów, o tyle dzisiaj trudno mieć nadzieję, że będzie interweniował w obronie prześladowanych chrześcijan w Iraku czy Egipcie. Wszystko ogranicza się do mało skutecznych apeli. Interwencja militarna czy sankcje gospodarcze dla krajów, gdzie praktykuje się prześladowania, nie wchodzą w ogóle w grę. Zachód po prostu boi się, aby jego działania nie były kojarzone ze średniowiecznymi krucjatami, co mogłoby doprowadzić do mobilizacji i zjednoczenia antyzachodnich sił islamskich w regionie. W ten sposób chrześcijanie, którzy w sposób oczywisty powinni oczekiwać pomocy „chrześcijańskich” krajów Zachodu, takiej pomocy nie dostają. Ma to również związek z zateizowaniem Europy. W większości krajów Zachodu nie ma już wyczulenia na obronę chrześcijaństwa w świecie. Jeśli kraje te w sposób skuteczny wytępiły kulturę chrześcijańską na swoim terytorium, z jakiej przyczyny miałyby interweniować w obronie tejże kultury w innej części świata? I tak doszliśmy do sytuacji, w której chrześcijaństwo jest bodaj najbardziej dziś prześladowaną religią w świecie, nie znajdując należytej obrony na arenie międzynarodowej. Żeby dobrze zilustrować problem, wystarczy sobie przypomnieć, jak mocne były reakcje krajów islamskich, gdy na Zachodzie ktoś dopuścił się obrazy Mahometa czy Koranu.

Dziwić może zupełnie mylne przekonanie, że panowanie militarne i polityczne w Afryce Północnej czy na Bliskim Wschodzie zapewni Zachodowi przewagę w zmaganiach z fundamentalistycznym islamem. Problem ten nie przekłada się bowiem ani na militaria, ani na ekonomię (kwestia ropy i gazu), ani na politykę w ścisłym znaczeniu. Jest to nade wszystko problem cywilizacyjny. Sytuacja demograficzna zachodnich krajów doskonale obrazuje kulturową klęskę, która w perspektywie lat skutkować musi zmianą kulturową (i wyznaniową) na terenach europejskich. O ile emigracja ludności z krajów islamskich na Zachód postępuje w ogromnym tempie (społeczności islamskie nie przeżywają też żadnego kryzysu demograficznego), o tyle proces odwrotny nie następuje w najmniejszym stopniu. W państwach muzułmańskich ubywa z roku na rok chrześcijan (często okrutnie prześladowanych), nikomu też do głowy nie przychodzi możliwość osiedlania się Europejczyków na Bliskim Wschodzie czy w Afryce Północnej. Wszystko to powoduje znaczące zmiany społeczne, kulturowe oraz demograficzne na ogromnych połaciach Europy, Afryki i Azji.

Zachodnia cywilizacja zatem cofa się w szybkim tempie. Pozorne sukcesy militarne czy polityczne nie zmieniają obrazu kulturowego i demograficznego. Problem zasadniczy nie leży jednak w społecznościach muzułmańskich. One żyją w sposób podobny jak przed wiekami, kierując się również podobnymi celami w przestrzeni cywilizacyjno-kulturowej. Poszerzanie wpływu islamu było od wieków elementem konstruktywnym tych społeczności. Kolejna rocznica bitwy pod Wiedniem powinna nam to jasno uświadamiać. Problem Zachodu jest nade wszystko problemem wewnętrznym. To właśnie skuteczne odcięcie się od życiodajnych korzeni chrześcijańskich powoduje, że zachodnia cywilizacja umiera, nie znajdując żadnej siły do żywotnego rozwoju. Nie ma zatem dla Zachodu innego ratunku, jak powrót do swoich kulturowych i cywilizacyjnych korzeni.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 7-8 września 2013 r.