Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realny świat
prof. Mieczysław Ryba 2013-03-28

Wobec biedy – materialnej i duchowej

Papież Franciszek, zwracając się do dyplomatów całego świata, w sposób niezwykle przejrzysty nakreślił główne cele posługi Stolicy Apostolskiej na arenie międzynarodowej. W sposób spodziewany zwrócił uwagę świata na losy biednej części ludzkości. Perspektywa arcypasterza wywodzącego się z Ameryki Łacińskiej to szczególne zauważenie ludzi biednych, których jest w świecie ogromna rzesza. Zapatrzony w siebie Zachód nie dostrzega nieraz tragedii tych, którzy nie mają na chleb. Słowa Papieża mają szczególne znaczenie w sytuacji, gdy jeszcze do niedawna wydawało się, że to ideologia marksistowska jako jedyna podejmuje problematykę biedy. Rozwiązaniem tych problemów miałoby być ateistyczne państwo totalitarne, na wzór Kuby. Tymczasem zamiast tej biedzie zaradzić, komunizm pogrążał ludzkość w jeszcze większej zapaści i niewoli. Zatem kompletnym nieporozumieniem była teologia wyzwolenia próbująca godzić materialistyczny (ateistyczny) marksizm z katolicyzmem. Papież Franciszek ujmujący się za biednymi to niezwykle silna alternatywa dla zwodniczych ideologii XX wieku, a zarazem potężny wyrzut sumienia dla zmaterializowanego Zachodu.

Jeszcze mocniej brzmią słowa Ojca Świętego dotyczące biedy duchowej, jaka opanowała Zachód. Papież Franciszek odwołuje się tutaj do myśli Benedykta XVI o „dyktaturze relatywizmu”. Okazuje się bowiem, że bieda duchowa jest w ostateczności o wiele gorsza niż bieda materialna. Świat Zachodu zdominowany przez neomarksistowską ideologię rewolucji kulturalnej odrzuca prawdę jako cel ludzkiego poznania i jako zasadę współżycia między ludźmi. A nie można wszak, jak mówi Franciszek, zbudować pokoju bez prawdy.

Widzimy zatem, że misja Papieża Franciszka nie ogranicza się, jakby chcieli niektórzy, do obszaru problemów Ameryki Łacińskiej. Jak sam podkreślił, ma korzenie włoskie, żyje zatem pełnią życia Kościoła i pełnią problemów, które trapią ludzi. Powiedzenie ludziom Zachodu o ich wielkiej biedzie, biedzie ducha, to wielka odwaga, a zarazem prawda, którą powinniśmy usłyszeć. Spełnia się jakby zapowiedź Ojca Świętego, który przyszedł z „dalekiego kontynentu” po to, by wyciągnąć rękę do zagubionej duchowo Europy. Może to jest ostatnia szansa na opamiętanie, na powrót do życiodajnych, chrześcijańskich korzeni Zachodu. Walka o jej przetrwanie jest walką o uratowanie rodziny, etyki życia państwowego itp.

Wbrew temu, co twierdzą niektórzy, katolicyzm nie jest religią umierającą. W Ameryce, Azji i Afryce katolików przybywa i stanowią oni niezwykle kluczowy czynnik dla budowania ładu w stosunkach międzynarodowych. Bodaj najbardziej prześladowani w świecie, starają się mimo wszystko nieść pokój. Papież, będąc wielkim autorytetem nie tylko dla chrześcijan, ale i dla innych wyznań, o taki pokój zabiega, zwracając się w swoim przemówieniu do przedstawicieli innych wyznań. Przed Franciszkiem stoją więc wielkie zadania, wielka misja Głowy Kościoła powszechnego, na którego zwrócone są oczy pogrążonego w chaosie świata.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 23-24 marca 2013 r.