Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realny świat
prof. Mieczysław Ryba 2013-04-21

Konklawe – media i rzeczywistość

Wybór nowego Papieża stał się zaskoczeniem dla niemal wszystkich ośrodków medialnych, które jakby w pierwszym momencie zaniemówiły. Próba opisu konklawe była absolutnie wzięta ze świata współczesnej polityki, w którym mamy do czynienia z frakcjami, koteriami, grupami interesu.

Tak też starano się opisywać decyzję kardynałów. Spekulacje te okazały się całkowicie chybione. I to być może jest największa klęska świata medialnego, który nie rozumie innej logiki poza logiką liberalną. 8 marca 2013 r. „Gazeta Wyborcza” pisała: „Przed oczekiwanym konklawe odległa wydaje się możliwość szybkiego wyboru następcy Benedykta XVI, który pogodziłby większość elektorów, podzielonych nie tylko na frakcje geograficzne, ale też reprezentujących różne spojrzenia na Kościół i zadania Papieża”. Starano się zatem pokazywać rzekome podziały na obóz Kurii Rzymskiej i zwolenników reform, gdzieś w tle tliła się jakby nadzieja na długotrwały konflikt wśród kardynałów. Zupełnie „po ludzku” diagnozowano także oczekiwania co do wieku nowego Następcy św. Piotra. „Zgoda panuje co do tego – czytamy w tym numerze „Gazety Wyborczej” – że musi to być stosunkowo młody Papież, pełen energii potrzebnej do stawienia czoła wyzwaniom i kryzysowi Kościoła”. Tymczasem okazało się, że nie wiek, ale zupełnie inne racje zadecydowały o wyborze Ojca Świętego Franciszka.

Pierwsze diagnozy dotyczące osoby Papieża dotyczyły jego poglądów i postawy w kwestiach moralnych. Na łamach „Gazety Wyborczej” (14.03.2013) przy tej okazji zacytowano słowa Bena Summerskilla, szefa Stonewall, największej organizacji LGBT w Europie: „Mamy nadzieję, że papież Franciszek okaże więcej chrześcijańskiej miłości i miłosierdzia 420 milionom gejów, lesbijek i biseksualistów niż jego poprzednik. Wygląda jednak na to, że nadzieje są płonne”.

Tymczasem poglądy Franciszka są bardzo jednoznaczne. Najbardziej wyraziście zabrzmiała jego walka o obronę życia i obronę rodziny w Argentynie. Tak zwana legalizacja układów homoseksualnych była definiowana przez kardynała jako potężna walka duchowa, jako próba zamazania przez diabła obrazu Boga w świecie. Stąd wydaje się niechętna reakcja prezydent Argentyny, która porównywała postawę obecnego Papieża do postaw ludzi czasów inkwizycji. Ma to olbrzymie znaczenie również dla Europy, gdzie napór ideologii neomarksistowskiej jest olbrzymi, a relatywizowanie pozycji rodziny poprzez akceptację różnych zboczeń zatacza bardzo szerokie kręgi. Dlatego jak podaje argentyńska „La Nación”, prezydent miała stwierdzić: „Nie mogliśmy mieć większego pecha!”. Wydała ona tylko krótki, lakoniczny komunikat gratulacyjny, który bezwzględnie świadczy o niezadowoleniu panującym w jej otoczeniu.

Asceza kontra ideologia marksistowska

Przyjęte imię Franciszka z Asyżu jest też niezwykle wymowne. Oczywiście ma to duże znaczenie dla narodów Ameryki Łacińskiej, gdzie z biedą zmagają się miliony ludzi. Stąd ogromny entuzjazm katolików południowoamerykańskich i zasadniczo przychylne przyjęcie wyboru przez tamtejszą prasę. Postawa ascetyczna jest wyrazem prawdziwej solidarności z biednymi. Nie chodzi o taką solidarność, jaką prezentowali teologowie wyzwolenia, starający się z chrześcijaństwa zrobić ideologię rewolucyjną na wzór komunizmu. Tu chodzi o prawdziwie chrześcijańskie pochylenie się nad ludzką biedą. I tu nastąpił atak ze strony mediów liberalnych. „Newsweek” Tomasza Lisa na stronach internetowych stara się w tym kontekście wyciągać słabe punkty z życiorysu Papieża Franciszka. Chodzi o to, jakoby milczał on w czasie rządów wojskowej junty, „gdy w kraju zginęło około 10 tysięcy ludzi: lewicowych aktywistów, związkowców, studentów, dziennikarzy, postępowych księży” (Newsweek.pl, 14.03.2013). Szukanie na siłę słabości ks. Jorge Mario Bergoglio, gdy był jeszcze prowincjałem jezuitów, w jakiś sposób pokazuje, że w całej dyskusji lewicowym kręgom nie tyle chodzi o biednych, co o to, jakimi metodami będzie się z tą biedą walczyć. Marksistowska teologia wyzwolenia o wiele bardziej miałaby się do tego nadawać niż chrześcijańskie miłosierdzie typowe dla postawy św. Franciszka z Asyżu.

Owa asceza proponowana przez nowego Papieża ma też ogromne znaczenie dla rozmytego w konsumpcjonizmie świata Zachodu. Ciągłe rozważanie tego, kto ile konsumuje, jakie są wskaźniki spożycia różnych dóbr, wreszcie podporządkowanie całego życia konsumpcjonizmowi doprowadziło Zachód do legalizacji aborcji, eutanazji itd. Odpowiedzią na to winna być zatem asceza, szczególnie ważna właśnie w okresie Wielkiego Postu. Jednakże nawet postawa pokory i ubóstwa może być spieniężona w świecie, gdzie wszystko jest zredukowane do wymiaru materialnego. Dziennik „Polska The Times” z 14 marca w artykule „Papież Franciszek, czyli fortuna w zakładach bukmacherskich” pisze: „Wybór nowego papieża śledzony był z emocjami równie dużymi, co rozgrywki Ligi Mistrzów w piłce nożnej. Emocjami tym większymi, o ile obstawiano kandydatów w zakładach bukmacherskich. Za poprawne wskazanie kardynała Jorge Bergoglio można było wygrać od 18- do 25-krotności stawki”.

Inwazja nowej lewicy na Amerykę Łacińską

Wreszcie wielkie znaczenie ma pochodzenie Papieża Franciszka. Zauważyły to wszystkie media, tutaj niejako zgodne, że mamy do czynienia z potężnym dowartościowaniem katolicyzmu pozaeuropejskiego. Nawet lewicowa, hiszpańska „El Pais” przyjęła wybór Papieża ze względnie pozytywnym odniesieniem: „Papież, który się uśmiecha; (…) który żartuje zaledwie kilka minut po wzięciu na barki całego ciężaru zranionego Kościoła; który prosi o błogosławieństwo, zanim sam go udzieli; który jest jezuitą; (…) który zamiast w pałacu kardynalskim żył w mieszkaniu i miejskimi środkami transportu jeździł pocieszać chorych i ubogich” (cyt. za: Onet.pl).

Nam, Europejczykom, wciąż wydaje się, że najważniejsze procesy polityczne, gospodarcze i społeczne dokonują się na Starym Kontynencie. Mamy również wyobrażenie, że zapaść demograficzna, totalna laicyzacja życia i zepchnięcie religii na margines to norma w świecie. Tymczasem okazuje się, że świat w zdecydowanej większości nie jest laicki. Widać to bardzo wyraźnie po państwach muzułmańskich. Wbrew pozorom, laicka też nie jest Ameryka Łacińska. Wprawdzie wszystkie ateistyczne idee, które zagościły na gruncie europejskim, zostały przeszczepione za ocean. Od wielu lat dochodzi tam do zmagania z dziedzictwem chrześcijańskim. Jednakże nie można stwierdzić, że walka ta jest przez Kościół przegrana. Nawet w Meksyku, gdzie od lat dwudziestych poprzedniego wieku trwało nieustanne prześladowanie katolików przez rządzących masonów, chrześcijaństwo się obroniło. Może zatem nieprzypadkowo na ekrany nie tylko polskich kin wchodzi film „Cristiada”, mówiący o powstaniu katolickim w Meksyku przeciwko zbrodniczej, antykatolickiej polityce prezydenta Callesa. Nie ulega wątpliwości, że współczesne uderzenie ideologii nowej lewicy na Amerykę Łacińską jest zmaganiem o przetrwanie kultury katolickiej na tym niezwykle ważnym kontynencie. Tak jak niegdyś Jan Paweł II miał potężny wpływ na upadek ateistycznej ideologii komunistycznej w Europie Wschodniej, tak być może wybór Franciszka przyczyni się do powstrzymania naporu ideologii rewolucji kulturalnej płynącej z Zachodu na grunt Ameryki Łacińskiej.

Może być tak, że jak niegdyś pobożni Hiszpanie zanieśli kaganiec wiary na ten nowo odkryty amerykański kontynent, tak teraz hiszpańskojęzyczne ludy z nowego świata będą rechrystianizować spoganiałych Europejczyków. Być może właśnie już dzisiaj Ameryka zaczyna spłacać dług Europie poprzez Papieża Franciszka.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 16-17 marca 2013 r.