Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realny świat
prof. Mieczysław Ryba 2012-05-08

Dokąd dryfuje Europa?

Ostatnie wydarzenia polityczne w różnych krajach europejskich poruszyły opinię publiczną Starego Kontynentu. Ze szczególną uwagą przyglądano się wyborom nowego prezydenta we Francji. Elekcja François Hollande’a zaniepokoiła szczególnie środowiska niemieckie, stojące na straży znajdującej się w kryzysie strefy euro. Hollande reprezentuje inne stanowisko wobec paktu fiskalnego niż Nicolas Sarkozy. Zapowiedział w czasie kampanii wyborczej przynajmniej częściową rewizję paktu. Niemcy bez pomocy politycznej Francji nie będą zaś w stanie konsekwentnie przeprowadzić postanowień paktu, szczególnie w sytuacji, gdy jego ustalenia zbojkotowała potężna Wielka Brytania. Pamiętajmy, że ani Paryż, ani Berlin, ani Bruksela nie mają alternatywnych pomysłów, jak ratować strefę euro.

Wszystko to brzmi jeszcze bardziej krytycznie po wyborach parlamentarnych w Grecji, gdzie dotychczas dominujące ugrupowania poniosły porażkę. Dodajmy – są to partie, które zgodziły się na restrykcyjne żądania Brukseli i Berlina dotyczące cięć oszczędnościowych. Brak takich cięć musi spowodować zablokowanie kolejnej transzy pomocy finansowej dla Grecji, a w przyszłości być może wyjście tego kraju ze strefy euro. Z kolei taka operacja, do tej pory bez precedensu w najnowszej historii, musi zachwiać wiarygodnością waluty euro na rynkach światowych. Owe wstrząsy zaś w dłuższej perspektywie mogą doprowadzić w ogóle do likwidacji wspólnej waluty. Widzimy zatem, że wieloletnie, strategiczne plany Berlina co do budowy superpaństwa europejskiego w oparciu o Brukselę mogą się nie ziścić.

Chaos finansowy i polityczny w Unii Europejskiej jest w jakimś stopniu na rękę krajom z azjatyckiego kręgu kulturowego. Widać wyraźnie, z jaką atencją przyjmowani są w Europie zasobni w gotówkę chińscy przywódcy. Wiele krajów ma nadzieję, że to Państwo Środka zechce uratować bankrutującą Unię. Co ciekawe, na bok tutaj są odsuwane kwestie obrony praw obywatelskich. Do kabaretowych zachowań można zaliczyć protesty Niemiec wobec łamania praw człowieka na Ukrainie (państwa na marginesie głównych procesów geopolitycznych w Europie), gdy w ogóle nie ma reakcji na brutalne traktowanie własnych obywateli przez władze Rosji czy Chin. Równie stabilnie od strony politycznej, przynajmniej na dziś, prezentuje się Rosja. Prezydent Putin jest uznawany za strategicznego sojusznika Niemiec, zresztą nieprzypadkowo na uroczystościach na Kremlu gościł były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder. Niemcy z niepokojem patrzący na „niestabilność” Francji z pewnością mogą takiej „stabilności” się spodziewać po Rosji. Zatem budowa „nowej Europy” może się odbywać na sposób alternatywny – albo poprzez UE (w koalicji z Francją), albo w sojuszu z Moskwą.

Widzimy zatem, że Europa przeżywa dziś poważne zmiany i trudno jest do końca przewidzieć, w którym kierunku potoczą się wydarzenia. Można się spodziewać upadku strefy euro lub jej „uratowania", ale przy pomocy Azji (Rosji lub Chin). Tak czy inaczej wszystko to zwiastuje pojawienie się zupełnie nowych konfiguracji geopolitycznych. Aż dziw bierze, że nie chcą widzieć tego polskie władze, twardo wiążące polską przyszłość z przetrwaniem strefy euro, dodajmy – strefy, której za kilka lat w obecnym kształcie może po prostu nie być. Ścisłe wiązanie naszej polityki zagranicznej z polityką Berlina i kurczowe trzymanie się dawno nieaktualnych, przebrzmiałych treści ideologicznych również wydaje się karkołomne, zważywszy na zacieśnianie współpracy niemiecko-rosyjskiej. W wielkiej grze mocarstw, jaka się toczy na Starym Kontynencie, nie możemy być bierni, musimy umieć przynajmniej nakreślić swoje cele i zdefiniować własne interesy. Tylko w ten sposób będziemy mogli poszukiwać sojuszników, z którymi jest nam po drodze. Uporczywe wiązanie naszej przyszłości ze strefą euro i z niemiecką Unią Europejską może nas zaś sprowadzić na kompletne manowce geopolityczne.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 8 maja 2012 roku.