Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realny świat
prof. Mieczysław Ryba 2012-02-05

Iran na euroazjatyckiej szachownicy

Ewentualny atak militarny na Iran łączy się z dość dużym ryzykiem dla USA, gdyż trudno wykluczyć, czy wojna w Zatoce Perskiej nie uruchomi spirali zdarzeń prowadzących nawet do konfliktu obejmującego różne regiony Azji.

Na spotkaniu ministrów spraw zagranicznych Unii Europejskiej 23 stycznia 2012 r. zapadła decyzja w sprawie nowych sankcji nałożonych na Iran w związku z wywołującym niepokój programem atomowym tego kraju. Sankcje dotyczą importu irańskiej ropy oraz wstrzymania transakcji finansowych z irańskim bankiem centralnym, co miałoby skłonić przywódców Iranu do uległości w sprawach nuklearnych. Sytuacja jest o tyle trudna, że najbardziej zadłużone kraje Unii (Hiszpania, Grecja, Portugalia) są głównymi odbiorcami irańskiego surowca. Embargo zatem z pewnością spowoduje podniesienie ceny nafty, co musi uderzyć zarówno w te kraje, jak i we wszystkich importerów czarnego złota. Zatem straty, jakie poniesie Iran na skutek embarga, może sobie częściowo zrekompensować podwyżką cen na rynkach światowych. Musimy wszak pamiętać, że główny odbiorca irańskiego surowca – Chiny, nie przystąpią do embarga. Nie chcą tego szybko uczynić ani Indie, ani Japonia, ani Korea Południowa. Rysuje się zatem tutaj zasadnicza różnica zdań między Azją a Europą.

Wyścig po ropę

W tej sytuacji przywódcy zachodni muszą szukać alternatyw. Stąd starania UE, aby państwa Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC), zwłaszcza Arabia Saudyjska, zwiększyły wydobycie w celu utrzymania stabilnych cen. W tym kontekście jasne się staje wcześniejsze poparcie Zachodu dla różnorakich rewolucji arabskich, w szczególności w Libii, Egipcie itp. Destabilizacja północnej Afryki i Bliskiego Wschodu powoduje łatwiejszą grę polityczną Zachodu w tym regionie, ta gra zaś bezwzględnie dotyczy ropy. Zachęty Zachodu wobec Arabii Saudyjskiej wynikają z faktu, że jest to główny islamski konkurent Iranu w Zatoce Perskiej, być może również główny konkurent do jednoczenia świata islamskiego. Iran w sensie etnicznym (Persowie) różni się od świata arabskiego, co może ułatwić podgrzewanie konkurencji między Arabią Saudyjską a Teheranem.

Oczywiście głównym rozgrywającym kwestię embarga na Iran są Stany Zjednoczone, które powołując się na stwierdzenia Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, dowodzą, że Teheran prostą drogą zmierza do posiadania broni masowej zagłady. Same USA żyją pod silną presją Izraela, który konsekwentnie naciska na interwencję wojskową, mającą za zadanie powstrzymać irański program nuklearny. Sukces Teheranu w tej dziedzinie praktycznie uniemożliwiłby w przyszłości atak USA i Izraela na Iran. Ten bowiem podmiot, który posiada broń atomową, w pewnym sensie jest nietykalny. Izrael, sam dysponując (oczywiście nieformalnie) bronią atomową, nie chce dopuścić, by którykolwiek z sąsiednich krajów islamskich wszedł również w jej posiadanie. To bowiem zniwelowałoby przewagę Tel Awiwu w regionie.

Izrael jest zatem do wojny z Iranem gotowy, można powiedzieć, że nawet konsekwentnie dąży w tym kierunku. „Rewolucje arabskie” zablokowały na jakiś czas możliwości pomocy Iranowi. Z gry została wyeliminowana Syria, po długotrwałej wojnie w Iraku również Bagdad nie występuje jako gracz w przestrzeni międzynarodowej. Droga do ataku na Iran pozostaje zatem otwarta.

Koalicja przeciwko Ameryce

Niektórzy Czytelnicy mogą się dziwić, dlaczego USA z takim uporem starają się powstrzymać programy nuklearne Iranu i innych krajów bliskowschodnich. Pamiętajmy, że w wielkiej grze na euroazjatyckiej szachownicy państwa posiadające broń nuklearną zwiększają swoją rangę (np. Chiny, Indie, Pakistan, Korea Północna, Izrael). Jak pisał Paul Bracken, znany amerykański politolog, w ten sposób kurczą się „militarne wpływy Zachodu w Azji, ulegnie zmianie jego samozwańcza rola architekta i strażnika międzynarodowego bezpieczeństwa. Ameryka będzie musiała postępować o wiele ostrożniej wobec państw zdolnych do uderzenia odwetowego”. Zatem Amerykanie starają się zrobić wszystko, aby Iran nie wzmocnił się na tyle, by nie można go było wprost zaatakować. Stąd już bowiem prowadzi bezpośrednia droga do ciągłego zagrożenia dla Izraela i do próby budowy imperium islamskiego na Bliskim Wschodzie.

Iran ma jednak w obecnej grze kilka atutów. O jednym już wspomniałem – istnieje przynajmniej kilka europejskich krajów w dużym stopniu uzależnionych od dostaw irańskiego surowca. Druga rzecz to realna możliwość zamknięcia cieśniny Ormuz, niezwykle ważnej drogi handlowej dla światowego handlu ropą. Zamknięcie tej arterii morskiej musiałoby doprowadzić do horrendalnych podwyżek cen paliwa na całym świecie. Oczywiście USA mają tak wielką przewagę militarną, że są w stanie szybko odblokować cieśninę. Iran liczy jednak jeszcze na jedną kartę – chodzi o Chiny.

Żeby dobrze zilustrować zmagania, które się toczą w Azji i na Bliskim Wschodzie, warto przypomnieć słowa Zbigniewa Brzezińskiego, który jeszcze w latach dziewięćdziesiątych XX wieku kreślił perspektywę skomplikowanej gry USA na wielkiej euroazjatyckiej szachownicy. „Potencjalnym najbardziej niebezpiecznym scenariuszem byłoby powstanie wielkiej koalicji Chin, Rosji i być może Iranu – pisał Brzeziński – koalicji «antyhegemonistycznej», opartej nie na ideologii, lecz na dopełniających się historycznych urazach. Przypominałaby ona swoją skalą i zasięgiem dawny blok sowiecko-chiński, choć tym razem przywódcą nie byłaby zapewne Rosja, tylko Chiny. Neutralizacja tego niebezpieczeństwa (...) będzie wymagać od Stanów Zjednoczonych zręcznej gry geostrategicznej na zachodnim, wschodnim i południowym krańcu Eurazji jednocześnie”.

Pekin musi zatem doskonale zdawać sobie sprawę z faktu, że w grze na wielkiej szachownicy USA chcą również nie dopuścić do odtworzenia potęgi Państwa Środka. Pekin, mając potężne nadwyżki handlowe i finansowe, stara się wypychać gospodarczo USA z wielu regionów świata. Chiny zaczęły być bardzo mocno obecne nie tylko w Azji, ale i w Afryce, Ameryce Południowej (bogata w ropę Wenezuela), a nawet w Europie. Waszyngton zdaje sobie sprawę, że na dłuższą metę może to doprowadzić do narodzenia potęgi silniejszej od Ameryki. Niektórzy twierdzą, że „pomoc” Zachodu dla tzw. rewolucji arabskich była również jakąś próbą niewpuszczenia Chin na tereny roponośne Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Jeśli tak, to gra o Iran ma fundamentalne znaczenie. Realizacja zapowiedzi Pekinu o poparciu dla Teheranu może mieć podwójny charakter. Z jednej strony możemy mówić o finansowym wsparciu dla Iranu, które Chińczycy mogą zapewnić bez większych problemów, poprzez np. zakup większej ilości ropy od irańskiego sojusznika. Jeszcze ważniejsze jednak może być wsparcie militarne, o którym mówi się coraz głośniej. Pomoc ta musiałaby polegać na dostarczeniu Teheranowi nowoczesnej broni. Nie wiadomo, jak w tej sytuacji zachowa się Rosja.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 30 stycznia 2012 roku.