Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realny świat
prof. Mieczysław Ryba 2012-10-26

Starcie cywilizacji

Relacje polsko-rosyjskie od czasów jagiellońskich nacechowane były silną rywalizacją o dominację na ziemiach złączonych z Polską za sprawą unii z Litwą. Moskwa definiująca się jako „trzeci Rzym” starała się skupić wokół siebie wszystkie ziemie ruskie, łącznie z terenami dawnego Wielkiego Księstwa Kijowskiego. Nie ulega wątpliwości, że najbardziej intensywne starcie miało wymiar cywilizacyjny. Nieprzypadkowo Feliks Koneczny zaliczył Rosję do turańskiego (wschodnio-mongolskiego) obszaru cywilizacyjnego. Kilkuwiekowe zmagania Moskwy z mongolskim panowaniem wywarły olbrzymi wpływ na urządzenia państwowe księstwa moskiewskiego, a następnie cesarstwa rosyjskiego. Zatem Polakom na początku XVII wieku (czasy wielkiej smuty) chodziło nie tylko o zainstalowanie w Moskwie cara przychylnego Polsce, lecz również o zaszczepienie na Wschodzie elementów cywilizacji łacińskiej. Stąd pragnienie niektórych przedstawicieli elity polskiej złączenia Moskwy z Polską za pomocą unii podobnej do unii polsko-litewskiej. Taka była geneza słynnej unii brzeskiej za czasów Zygmunta III Wazy zawartej w pragnieniu trwałego złączenia Kościoła prawosławnego z Rzymem.

Później, gdy Moskwa uzyskała przewagę, carowie nie tylko podbijali ziemie Rzeczypospolitej, ale również starali się wprowadzać rozwiązania charakterystyczne dla mongolsko-moskiewskiej tyranii. Wszelkie powstania i wystąpienia zbrojne Polaków miały więc za cel obronę wiary katolickiej i wolności.

Współcześnie, gdy toczy się intensywna gra geopolityczna, czynnik cywilizacyjny jest wciąż bardzo mocno obecny we wzajemnych relacjach. Brak zaproszenia Jana Pawła II do Rosji, mimo gorącego pragnienia wiernych i samego Ojca Świętego, by taką pielgrzymkę odbyć, wynikał z trudno w Polsce zrozumiałego strachu. Ten strach dotyczył po prostu siły oddziaływania myśli zbudowanej na personalistycznej koncepcji życia społecznego. Dominacja Moskwy cały czas jest oparta nie na sile kultury, ale na potencjale armii i przedsiębiorstw paliwowych.

Serwilizm władców PRL wciąż jest obecny w zakamuflowanej formie w sposobie myślenia wielu polskich polityków. Świadczy o tym chociażby sposób podejścia do Rosji w kontekście wyjaśniania katastrofy smoleńskiej.

Każdy trzeźwy obserwator zauważy, że relacja naszych władz do Moskwy jest pokłosiem naszego stosunku do Berlina. Mylne jest bowiem twierdzenie, że nasza zależność od Rosji jest dziś większa niż zależność od Niemiec. Rosjanie chcą odbudować swoje imperialne wpływy poprzez uzależnianie poszczególnych państw od monopolu dostaw rosyjskiego gazu i ropy naftowej. Stąd ich zaciekła walka o to, aby Polska nie uzyskała możliwości dywersyfikacji dostaw gazu, chociażby poprzez korzystanie z zasobów gazu łupkowego. Rosjanie wykorzystują też swoją przewagę w sile militarnej, szczególnie w dawnych republikach sowieckich. Mimo to ich możliwości wpływu na gospodarkę Polski są ograniczone. Embargo rosyjskie, poza gazem, uderzy w polską gospodarkę w sposób ograniczony. Embargo Niemiec czy UE położyłoby nas na łopatki. Rosjanie mogą nam zakręcić kurek z gazem, Niemcy za pośrednictwem Brukseli mogą zrobić wszystko – od likwidacji stoczni poczynając, na zakazie poszukiwań gazu łupkowego kończąc. Dlaczego zatem współczesna polityka polska nosi znamiona „prorosyjskiej”? Dlatego, że „prorosyjska” jest polityka Berlina. Niemcy próbują odnowić dawny sojusz z Rosją, który dawał im panowanie w Europie Centralnej. Rosja potrzebuje Niemiec dla odrodzenia swojej imperialnej potęgi. Polska polityka od wieków definiowała niemiecko-rosyjskie porozumienie jako śmiertelne zagrożenie dla swojej suwerenności. Tak było aż do czasów współczesnych, kiedy to obecny rząd uznał to za „szansę” i stara się odgrywać rolę „pomostu” w tych relacjach. Wizja Romana Dmowskiego, by dogadać się z Rosją w celu osłabienia Niemiec, nie ma żadnego przełożenia na współczesne realia polskiej polityki zagranicznej. Dziś obowiązuje zasada: dogadajmy się z Rosją, bo żądają tego od nas nasi protektorzy zza Odry. Jest to polityka tyleż karkołomna, co kapitulancka. Aż trudno myśleć, czym ona może się dla nas w przyszłości skończyć.

Powszechne w Polsce doświadczenie relacji z Rosją jest mniej więcej takie: Rosjanie jako Słowianie są bardzo ciepłymi, serdecznymi ludźmi, państwo rosyjskie zaś to brutalny, cyniczny gracz czyhający na naszą suwerenność. Olbrzymie zatem znaczenie mają relacje kulturalne obu narodów, które warto rozwijać. Powinniśmy służyć pomocą Rosji dla oczyszczenia się z dziedzictwa sowieckiego komunizmu. Rozliczenie zbrodni katyńskiej powinno być zaczynem do rozliczenia wszelkich innych zbrodni sowieckich. W relacjach międzypaństwowych o porozumienie będzie o wiele trudniej. Polityka rosyjska szanuje w relacjach międzynarodowych tylko podmioty silne. Zatem Polska powinna dążyć do zbudowania siły własnej, wtedy dopiero może być poważnie traktowana przez Moskwę. Należy przeciąć wszelkie pozostałości agenturalne po czasach sowieckich. Siła Polski musi się przede wszystkim oprzeć na niezależności energetycznej. Później należałoby odbudować znaczenie rodzimego przemysłu i handlu. Olbrzymią rolę odgrywa także siła militarna. Opierając się na takich fundamentach, można rozmawiać z państwem rosyjskim z pozycji, na jakiej stoją dziś Niemcy. Postawa wasalna budzi w politykach rosyjskich jedynie pogardę.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 20-21 października 2012 roku.