Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realny świat
Jakub J. Sokół 2012-03-17

Czego możemy dowiedzieć się o sobie od Łużyczan?

Łużyczanie, inaczej Serbołużyczanie lub Serbowie Łużyccy to najmniejszy naród słowiański, który żyje na terytorium podlegającym już od około tysiąca lat z pewnymi przerwami władzy niemieckiej. Plemiona słowiańskie żyły niegdyś na obszarze aż za rzeki Łabę i Soławę na zachodzie, dzisiaj jednak potomkowie tych ludów, którzy zachowali język, kulturę i zwyczaje słowiańskie zamieszkują jedynie skrawki krainy zwanej Łużycami, leżącej na południowy wschód od Berlina, a rozciągającej się do granicy niemiecko-polskiej i niemiecko-czeskiej. Trzeba również zaznaczyć, że historyczne Łużyce obejmują również pewne tereny na wschód od Nysy Łużyckiej oraz niewielki obszar należący do Czech.

Łużyczanie nie są społecznością jednolitą pod względem wyznania i języka. Zamieszkujący okolice Budziszyna Serbowie Łużyccy mówią po górnołużycku. Część z nich, żyjąca na północny zachód od tego miasta, a na wschód od Kamjenca, jest wyznania rzymsko-katolickiego. Ponadto można też spotkać Górnołużyczan-ewangelików. Łużyczanie z okolic Chociebuża mówią po dolnołużycku i są ewangelikami. Istnieją ponadto narzecza przejściowe. Najbardziej znanym jest dialekt slepiański używany w okolicach wsi Slepo, leżącej na obszarze zwanym Łużycami Środkowymi, obejmującym tereny na pograniczu Łużyc Dolnych i Górnych.

Łużyczanie są narodem, który wymiera niezwykle szybko. W latach osiemdziesiątych XIX wieku żyło jeszcze około 166 tys. Serbów Łużyckich, w latach pięćdziesiątych XX wieku – około 81 tys. Obecnie szacuje się, że jest jeszcze około 20-25 tys. Górnołużyczan i 2‑3 tys. Dolnołużyczan, którzy znają swój język ojczysty. Są też na Łużycach osoby, które deklarują się jako Łużyczanie, choć nie mówią po łużycku.

Można by przypuszczać, że wymierające języki łużyckie nie są zbyt interesujące, skoro Serbowie Łużyccy pozostawali przez około tysiąc lat pod niemal ciągłą presją ze strony Niemców, a co za tym idzie mieli ograniczoną możliwość rozwijania własnej kultury. Tymczasem mowa naszych słowiańskich braci zza Odry i Nysy jest niezwykle ciekawa i bogata. Co więcej, przechowuje ona konstrukcje i formy, które na gruncie polskim oraz w wielu innych językach słowiańskich wyszły już z użycia, a dla współczesnego Polaka mogłyby być nawet niezrozumiałe. Pod wieloma względami polszczyzna stała się uboższa w ciągu ostatnich wieków. Nauka języków łużyckich może jednak bardzo pomóc zrozumieć dzieje naszej mowy ojczystej.

Z pewnością każdy słyszał kiedyś porzekadło: Mądrej głowie dość dwie słowie. Czasem przysłowie to znane jest w zmienionej postaci: Mądrej głowie dość po słowie, jednak pierwsza wersja jest pierwotna. Nie wszyscy wszakże wiedzą, skąd wzięła się taka osobliwa odmiana wyrazu słowo. Dla Łużyczanina taka forma nie byłaby jednak niczym dziwnym, gdyż bardzo podobnie wymawiane dwě słowje to prawidłowe literackie łużyckie określenie „dwóch słów”. Gdyby jednak słów było więcej, nasz sąsiad zza Nysy powiedziałby już tři słowa, štyri słowa (po górnołużycku) lub tśi słowa, styri słowa (po dolnołużycku). Nasze stare porzekadło powstało wtedy, gdy w języku polskim używano jeszcze liczby podwójnej, która u Łużyczan przetrwała do dziś. Forma ta jest używana do określenia wszystkiego, czego jest dwa. Ale czy nasze ręce odmieniają się regularnie, czy nie powinno być raczej ręki, skoro są wnęki, a nie wnęce – od słowa wnęka? Otóż ręce to pozostałość formy liczby podwójnej, jednakże, gdy mamy do czynienia z większą niż dwie ilością rąk, również mówimy ręce, gdyż obecnie forma ta oznacza więcej niż jedną rękę, niezależnie, czy jest ich dwie, czy więcej. W językach łużyckich ruce mogą by tylko dwie, a ruki więcej niż dwie.

Ręce są nam niezwykle przydatne, można bowiem pracować rękami lub rękoma. Jakże podobnie brzmi to po dolnołużycku: źěłaś z rukoma albo górnołużycku: dźěłać z rukomaj. Dany rzeczownik odmienia się wszakże w językach łużyckich w liczbie podwójnej przez wszystkie przypadki, podobnie jak dawniej w języku polskim. Jak zauważyliśmy, z dzisiejszej odmiany słowa ręka w liczbie mnogiej można dowiedzieć się, jak dawniej tworzyło się formy niektórych przypadków w liczbie podwójnej. Jak jest natomiast w przypadku nóg? Czyż analogicznie do formy ręce nie powinno mówić się nodze? Językoznawcy tłumaczą, że nogi są częścią ciała będącą trochę bardziej „obcą” człowiekowi niż ręce, na których ruchu i działaniu jesteśmy bardziej skupieni, które są bliższe naszej świadomości. Z tego względu nogi przyjęły regularną postać liczby mnogiej. W językach łużyckich natomiast występują oczywiście dwě noze, liczba mnoga zaś to nogi (dolnołuż.) oraz nohi (górnołuż.). Nie trzeba jednak przy tym wcale mówić dwě, gdyż forma wyrazu noze i dalsza odmiana przez przypadki sama określa, że mowa jest o dwóch nogach. Podobnie dzieje się w przypadku innych wyrazów, np.

maś (liczba pojedyncza) – maśeri (liczba podwójna) – maśerje (liczba mnoga) (matka – dolnołuż.),
maćmaćeri – maćerje (matka – górnołuż.),
źeń – dnja – dny (dzień – dolnołuż.),
dźeń – dnjej – dny (dzień – gónołuż.),

czy też w obu językach łużyckich:

lipa – lipje – lipy.

Jednakże istnieją również pewne drobne odstępstwa. I tak na przykład liczby mnogiej nie tworzy górnołużycki črij czyli but. Gdy mowa jest o więcej niż jednym bucie, wówczas mówi się po prostu črije.

Łużyczanie znają w dzisiejszych czasach język niemiecki do tego stopnia biegle, że Niemcy nie są w stanie na podstawie wymowy, czy opanowania gramatyki niemieckiej rozpoznać Serba Łużyckiego należącego do młodszego, a w znacznej mierze również średniego i starszego pokolenia. W związku z tym, że Serbołużyczanie coraz częściej zmuszeni są mówić po niemiecku i przebywać w środowisku niemieckojęzycznym, cierpi na tym stopień opanowania przez nich własnej mowy ojczystej. Wiele wyrazów zastępowanych germanizmami lub wprost wyrazami i zwrotami niemieckimi odchodzi w zapomnienie. Najbardziej chyba jednak upodabnianie się języka łużyckiego do niemieckiego widoczne jest w przypadku fonetyki. Wiele dzieli wymowę starszego pokolenia, dla innych Słowian dużo łatwiejszą w zrozumieniu, od sposobu artykulacji poszczególnych głosek przez łużycką młodzież. Do mowy łużyckiej przenika również wiele konstrukcji niemieckich, a te, które w języku niemieckim nie występują, zanikają. Dzieje się tak na przykład w przypadku liczby podwójnej, która w języku potocznym jest rzadko używana, mimo że w gazetach i literaturze jej stosowanie jest obowiązkowe. Ten proces tłumaczy się właśnie wpływem języka niemieckiego. Dla poprzednich pokoleń ta konstrukcja gramatyczna była oczywista. Pewien już obecnie starszy Łużyczanin, będąc jeszcze dzieckiem, opowiadał swojej babci o spotkaniu, w którym uczestniczyły dwie osoby. Gdy zaczął mówić z rozpędu w liczbie mnogiej, zaskoczona babcia zapytała, kto jeszcze tam był, nie domyślając się, że jej wnuk popełnia błąd gramatyczny.

Warto wiedzieć, że języki łużyckie przechowały liczbę podwójną nie tylko w przypadku rzeczowników, lecz również wszystkich innych części mowy, tak jak było to niegdyś również w przypadku języka polskiego. Świadczy o tym choćby końcówka -ta w przypadku formy chceta mająca obecnie w języku polskim prawie wyłącznie znaczenie liczby mnogiej. Jakże podobnie będzie brzmiała druga i trzecia osoba liczby podwójnej w rodzaju męskoosobowym po górnołużycku – chcetaj. Obecnie, jeżeli w ogóle ktoś w mowie potocznej stosuje liczbę podwójną, czyni to dosyć rzadko. Pewna młoda Łużyczanka stwierdziła, że u niej w domu mówi się na przykład na co dzień dwě awće (dwa auta).

Liczba podwójna to tylko jeden z wielu przykładów bogactwa języków łużyckich. Przechowują one wiele innych starych form i konstrukcji odziedziczonych z czasów prasłowiańskich. Wystarczy wspomnieć chociażby o wielości czasów, czy też dolnołużyckim supinum.

Łużyczanie są narodem blisko spokrewnionym z Polakami, o czym świadczy również podobieństwo naszych języków. Łużycki jest wszakże bardziej podobny do polskiego niż słowacki. Językoznawcy oceniają, że wymarły w XX wieku język słowiński może być cennym źródłem przy badaniu, gdzie padał akcent w języku prasłowiańskim. Ileż skarbów kryje w sobie język łużycki? Serbowie Łużyccy mają jednak coraz mniej możliwości kształcenia się w swoim języku ojczystym. Wystarczy wspomnieć, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat mimo protestów Łużyczan oraz ich przyjaciół w wielu krajach, władze niemieckie zamknęły dwie spośród pięciu serbołużyckich szkół średnich w katolickiej części Łużyc Górnych, a więc na obszarze, gdzie mową łużycką posługują się wciąż znaczna część ludności, w tym również najmłodszego pokolenia. Wiele zaplanowanych akcji germanizacyjnych przeprowadzanych w ciągu wieków, również w wieku XX było zgubnych dla znacznej części rdzennej ludności słowiańskiej, zamieszkującej współczesne Niemcy. W obecnych czasach proces utraty własnej tożsamości i języka postępuje już samoczynnie również ze względu na niekorzystne warunki, w jakich znajdują się Łużyczanie. Są oni może nawet jeszcze bardziej niż dawniej zewsząd otoczeni przez niemiecki świat, znacznie skurczył się bowiem obszar, na którym przeważa ludność serbołużycka. Ponadto niemal każdy Łużyczanin musi mówić po niemiecku w miejscu pracy oraz przynajmniej częściowo tam, gdzie się uczy. Nie brakuje jednak również Łużyczan, którzy z różnych względów nie poznali w domu swego języka ojczystego i uczą się go już jako dorośli. Na przerwę w przekazywaniu języka łużyckiego w XX wieku w sposób znaczący wpłynęły prześladowania i wypieranie języka łużyckiego z życia publicznego w czasach hitlerowskich oraz hamowanie rozwoju łużyckiej oświaty i kultury, które następowało w różnych okresach w czasach NRD, czego szczególnie doświadczyli na początku istnienia tego państwa Dolnołużyczanie. Współczesna polityka niemiecka, o czym świadczy chociażby zamykanie szkół czy niszczenie wsi łużyckich ze względu na wydobywanie węgla brunatnego metodą odkrywkową, również nie zawsze jest przychylna wobec Serbów Łużyckich. Najmniejszy naród słowiański bywa też narażony na szykany ze strony części miejscowych Niemców, czego przykładem było niszczenie serbołużyckich krzyży i dewastowanie miejsc pamięci, wrogie i obraźliwe hasła wypisywane w miejscach publicznych lub umieszczane na transparentach w czasie rozgrywek sportowych, czy też wprowadzenie zakazu posługiwania się w czasie pracy językiem łużyckim przez pracowników klasztoru Marienstern w Pančicach-Kukowie.

Gdyby nie najeźdźcza polityka Niemców i wielowiekowa germanizacja, Łużyczanie zapewne byliby dzisiaj wcale niemałym narodem słowiańskim. Podczas gdy pod względem języka i kultury w niczym nie ustępują oni innym współczesnym Słowianom, jednak położenie polityczne i społeczne, w jakim się znajdują, nie sprzyja ich przetrwaniu. Naród polski i inne narody słowiańskie nie powinny zapominać o Łużyczanach. Utrzymanie chociażby jednej szkoły to dla czterdziestomilionowego państwa wydatek niezauważalny, a dla naszych najbliższych krewnych zza Nysy byłoby to ogromne wsparcie z naszej strony. Nawet okazanie osobistego zainteresowania może pomóc Serbom Łużyckim, dać im poczucie, że nie są osamotnieni w walce o przetrwanie.