Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realna Polska
prof. Mieczysław Ryba 2014-05-30

Bunt elektoratu

Wybory do europarlamentu cechowała tradycyjnie niska frekwencja, równie nieprzekonująca była kampania wyborcza. Dla wielu Parlament Europejski kojarzy się jedynie z wysokimi apanażami i pośrednim korumpowaniem europosłów, którzy miast troskać się o losy własnego kraju, pławią się w luksusach, uwikłani w bezproduktywną robotę. Dokładnie w tę retorykę uderzył Janusz Korwin-Mikke. Zgarnął on głosy eurosceptycznego elektoratu, który w Europie i w Polsce jest coraz silniejszy. Widać to choćby po wyniku wyborczym francuskiego Frontu Narodowego czy brytyjskiej Partii Niepodległości, które osiągnęły ogromny sukces wyborczy.

Sukcesy eurosceptyków są bezpośrednio związane z tym, że Unia Europejska staje się coraz bardziej oderwana od życia. Nie jest w stanie rozwiązywać realnych problemów, a raczej je generuje. Różne wymysły dotyczące pakietów klimatycznych, nowych podatków duszą europejską gospodarkę. Europa ciągle tkwi w kryzysie finansowym, a eurokraci wymyślają różnorakie obciążenia fiskalne. Jedynym pomysłem na pogłębiający się kryzys jest wizja budowy superpaństwa (przykład: pakt fiskalny i jego realne skutki). Narody europejskie są tym procesem coraz bardziej przerażone.

Narody mają głos

Co zatem będzie wynikać z pojawienia się dużej liczby eurosceptyków w Parlamencie Europejskim? Wydaje się, że wzrost narodowych egoizmów i coraz większe napięcia wewnątrz Unii, które w dłuższej perspektywie mogą prowadzić do jej przeobrażenia, a nawet do powolnego rozkładu. Z tym polska polityka musi się liczyć.

Wszelkie pomysły na międzynarodowe załatwienie sprawy naszego uzależnienia energetycznego można powoli odkładać między bajki. Nastawione na swoje interesy poszczególne rządy w sposób jeszcze bardziej konkretny będą się układać samodzielnie z Moskwą (różne umowy gazowe), nie bacząc na wspólnotowe interesy. Rządy państw zachodnich będą zmuszone być bardziej „narodowe” po prostu z obawy przed rosnącą w siłę eurosceptyczną konkurencją wewnętrzną. Wszelkie nowe inicjatywy Niemiec idące w kierunku budowy superpaństwa napotykać będą na o wiele większy opór, niż obserwowaliśmy to do tej pory. Jeśli zwycięski francuski Front Narodowy mówi o wyjściu tego kraju ze strefy euro, to jak przywódcy Francji będą w stanie przyjmować pomysły nowych paktów fiskalnych i politycznego „pogłębiania integracji”? Dlatego „Gazeta Wyborcza” zagrzmiała: „To będzie najbardziej eurosceptyczny Parlament Europejski w historii. Skrajne ugrupowania trzecią siłą w Brukseli? «Ludzie się boją»”. Oczywiście wyrażone tu zostały nie tyle obawy „ludzi”, co ideologów eurolewicy. Bardzo źle przyjęło to środowisko wyniki wyborów wśród młodego pokolenia Polaków, gdzie zdecydowanie wygrały Nowa Prawica i PiS.

Wszystko to może świadczyć o zatrzymaniu pochodu rewolucji kulturalnej, tak mocno lansowanej przez Europę Plus. Diagnozując sytuację w elektoracie, nawet Platforma Obywatelska może wrócić do dawnej konserwatywnej retoryki, a wszystko po to, aby zadowolić zbuntowany elektorat. Doskonale wiadomo, że jest to ugrupowanie wybitnie koniunkturalne, a więc spokojnie może udawać zarówno lewicę, jak i prawicę – byle zrealizować główny cel: utrzymanie się przy władzy.

Ponieważ na gruncie polskim propaganda telewizyjna wciąż pokazuje rozdęte inwestycje infrastrukturalne, dla wielu Polaków jest to kuszące. Ludzie nie tyle wierzą w unijne superpaństwo, co w unijne pieniądze, nie mając do końca świadomości, jaki jest koszt całościowy tego finansowania (biorąc również pod uwagę składkę własną Polski do budżetu UE). Na tej przede wszystkim bazie starała się roztoczyć swoją propagandę Platforma Obywatelska. Warto dodać, że na gruncie polskim eurowybory były o wiele bardziej rozgrywką międzypartyjną, o wiele mniej walką o same mandaty w europarlamencie.

Nowe rozdanie

Donald Tusk bezwzględnie wykorzystał w kampanii sytuację na Ukrainie. Premier kreował się wręcz na męża opatrznościowego, jeżdżąc po stolicach europejskich. Tak też należy traktować pomysły wprowadzenia ogólnoeuropejskiej solidarności energetycznej. Wszystko na użytek wyborów.

Tusk doskonale zdaje sobie sprawę, że obecny wynik będzie do pewnego stopnia rzutował na wybory samorządowe, parlamentarne i prezydenckie, które odbędą się już wkrótce. Rezultat tych wyborów wprost pokazuje, że Platforma będzie się musiała układać nie tylko z PSL, ale nade wszystko z SLD. Na razie większość taka rysuje się dość wyraźnie. SLD może się cieszyć, gdyż miejsce po Palikocie na scenie politycznej zajmuje wyraźnie Janusz Korwin-Mikke. Elektorat protestu ma już dość antykatolickiej ekstrawagancji Europy Plus i poszukał sobie alternatywnego, konserwatywnego krytyka współczesnego systemu władzy. Różnica jest jednak zasadnicza: Janusz Korwin-Mikke buduje ugrupowanie definiujące się jako prawicowe, Janusz Palikot to skrajna lewica. Zatem główny konkurent SLD na lewicy ma gigantyczne problemy i może przyszłoroczne wybory parlamentarne najnormalniej w świecie przegrać.

Ciekawie na tym tle brzmi wypowiedź Lecha Wałęsy, który kiedyś nie gorszył się Januszem Palikotem, twierdząc, że jest potrzebny w polskiej polityce i że go „nawróci” na płaszczyźnie religijnej; dziś Wałęsa wstydzi się „wybryków” Janusza Korwin-Mikkego. Jego zapał misyjny w tym wypadku całkiem opadł. Jeśli założymy, że Lech Wałęsa wyraża bardzo często poglądy charakterystyczne dla Platformy Obywatelskiej, to wnioski z zaistniałej sytuacji nasuwają się same.

Nie ulega jednak wątpliwości, że polska scena polityczna jest dynamiczna i w przyszłym roku nie musi wyglądać dokładnie tak, jak dzisiaj po eurowyborach. Różne scenariusze i konfiguracje są wciąż możliwe, a Platforma nie może czuć się pewnie co do realizacji swojego projektu przyszłorocznego sojuszu z SLD.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 30 maja 2014 r.