Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realna Polska
prof. Mieczysław Ryba 2014-03-22

Nasze korzenie

Narody znane były od czasów starożytnych, wtedy też pojawiały się różne teorie dotyczące ich powstawania. Znamy biblijny opis narodzin narodu wybranego, gdzie czynnik religijny był wręcz fundamentalny. Dla starożytnych Greków społeczność konstytuowała się zasadniczo wokół państw-miast i tak też dookreślana była tożsamość „narodowa”. Pojawiały się też koncepcje plemienne, gdzie naród kształtował się poprzez więź krwi.

Na gruncie europejskim współczesne rozumienie narodu w wielu krajach pojawiło się stosunkowo późno, gdyż dominujący był, rozumiany na sposób bizantyjski, czynnik przynależności państwowej. Tak np. w Niemczech wykształconą w pełni koncepcję narodu niemieckiego mamy dopiero w XIX wieku, budowaną przez mocno nacjonalistyczny pruski czynnik państwowy. Wcześniej tożsamość społeczną definiowano poprzez przynależność do któregoś z wielu państewek niemieckich. W łacińskim kręgu kulturowym możemy jednak mówić o bardzo głębokich, średniowiecznych wręcz korzeniach narodów.

Wspólnota moralna

W polskiej myśli historycznej toczył się spór o początki Narodu Polskiego, a także o przyczynę jego powstania. Poglądy były dość zgodne, że nasz Naród ukształtował się jako dojrzały byt podczas jednoczenia państwa po rozbiciu dzielnicowym.

Feliks Koneczny również dopatrywał się początków świadomości narodowej Polaków w XIV wieku, pokazując zaangażowanie całej społeczności, a szczególnie Kościoła, w zjednoczenie państwa. Dla Konecznego „jedynie w cywilizacji łacińskiej istnieją narody w sensie prawdziwym i właściwym, który implikuje cele moralne, cele spoza samej walki o byt materialny. We wszystkich cywilizacjach orientalnych nie było wystarczających warunków dla wytworzenia się narodów (…)”. Zatem cywilizacje gromadnościowe nie są w stanie z natury rzeczy wykreować narodu jako wspólnoty moralnej. Tam dominuje wódz lub biurokracja, społeczeństwo jest jakby masą poddaną procesom różnych decyzji politycznych. W rozumieniu łacińskim naród w odróżnieniu od państwa jest wspólnotą na wskroś etyczną, która mogła w pełni zaistnieć jedynie w cywilizacji zachodniej (w pełni oddolnej, wolnościowej). „Są (…) nadbudowy społeczeństwa – pisał Koneczny – mianowicie państwo jest nadbudową prawną, naród zaś – etyczną. Gdzie panuje bezetyczność, tam poczucie narodowe osłabia się, o ile przedtem istniało; im bardziej ktoś boi się etyki w życiu publicznym, tym niżej ceni idee narodowe”.

Z powyższego nasuwają się przynajmniej dwa wnioski. Pierwszy dotyczy faktu służebnego charakteru społeczeństwa (narodu i państwa) w stosunku do osoby ludzkiej. Drugi jest związany z tezą o wyższości wspólnoty narodowej nad państwową. Naród jest zrzeszeniem „dobrowolnym”, budowanym poprzez twórcze zaangażowanie ludzi pragnących zakorzeniać się i pomnażać dziedzictwo kulturowo-historyczne. Jako wspólnota naturalna, wytworzona organicznie, czerpie swą siłę właśnie z siły moralnej swoich członków.

Misja Polaków

Oczywiście pierwotnie Naród kształtował się na ziemiach polskich jako społeczność rycerska (szlachecka). Z biegiem czasu wokół tego narosła cała kultura prawna, zamykająca się w haśle tzw. złotej wolności szlacheckiej. Naród szlachecki miał nie tylko prawa, ale i obowiązki obrony Rzeczypospolitej, służby państwowej w wielorakim tego słowa znaczeniu. Odczytywano też misję dziejową Polaków jako obronę wolności i chrześcijańskiej wiary. Teoria „przedmurza chrześcijaństwa” – to właśnie wspólnotowa wizja misji, którą – jak twierdzono – przed Polakami stawiała Opatrzność.

W polskiej tradycji intelektualnej pojawiła się też niezwykle ważna teoria „ius gentium” wyrażona w postaci traktatu Pawła Włodkowica, wygłoszonego na soborze w Konstancji w 1414 roku. Prawa narodów to wybitnie polski wytwór intelektualny, znajdujący swoje mocne potwierdzenie w znacznie późniejszej myśli zachodniej.

Dla honoru ludzkości

Upadek Rzeczypospolitej w XVIII wieku wiązał się w dużej mierze z upadkiem i osłabieniem łacińskiego czynnika cywilizacyjnego na kresach Europy. Nie oznacza to jednak, że misja cywilizacyjna Narodu Polskiego się skończyła. Słynne hasło dziewiętnastowieczne „Za naszą wolność i waszą”, doskonale ilustrowało sens walk powstańczych. Olbrzymią rolę zarówno w utrzymaniu polskości, jak i łacińskiej kultury odgrywał Kościół rzymskokatolicki. Prześladowanie polskości było związane z prześladowaniem Kościoła. To silne splecenie się tych dwóch rzeczywistości ujawniło się bardzo mocno również po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.

To właśnie do takich odniesień w czasie nawały bolszewickiej apelował Episkopat Polski. Nawoływał do ofiarności polskiego Narodu w obronie Rzeczypospolitej, a zarazem do obrony wiary. Biskupi polscy zwrócili się też do „episkopatu świata” o pomoc w zmaganiach z nawałą zagrażającą całej Europie. Bardzo ciekawie brzmi odpowiedź Episkopatu Belgii z 1920 roku. Czytamy: „Najmilsi Bracia! Dla honoru ludzkości, w imię wielkich moralnych zasad naszych dotychczasowych sprzymierzeńców, w imię wdzięczności należnej narodowi, który przez dziesięć wieków prawie zawsze sam powstrzymywał u naszych wrót azjatyckie hordy, w imię utrzymania w mocy Wersalskiego Pokoju i dla zapewnienia bezpieczeństwa Europy chcemy być wyrazem waszych życzeń i błagamy Wielkie Mocarstwa, ażeby nie pozwoliły na upadek Polski”. Ciekawie brzmią tu przede wszystkim słowa dotyczące wdzięczności dla Narodu Polskiego, który przez wieki całe „sam powstrzymywał u naszych wrót azjatyckie hordy”. Słowa te dokładnie odpowiadały temu, co zwiemy misją dziejową Polski jako „przedmurza chrześcijaństwa”.

Tak właśnie postrzegane były też relacje państwo-Kościół w okresie międzywojennym. Rządzący Polską dochodzili do prostej konstatacji: to Kościół katolicki na poziomie moralnym jest najważniejszym czynnikiem stabilizacyjnym dla państwa polskiego, to on broni Naród przed uleganiem ideologii komunistycznej, jest niezwykle propolskim czynnikiem kulturowym. Stąd dość harmonijna współpraca na tym gruncie w odrodzonej Rzeczypospolitej.

Odrodzenie dzięki Kościołowi

Czasy okupacji hitlerowskiej, a także epoka zniewolenia komunistycznego w czasie PRL łączyły się z próbą zniszczenia Kościoła katolickiego w Polsce i oderwania Narodu od religii. Zdawano sobie doskonale sprawę, że nasz Naród nie przetrwa jako byt kulturowy bez Kościoła katolickiego. Odrodzenie przyszło dokładnie w tej przestrzeni. Tak bowiem należy rozumieć w dużej mierze misję Prymasa Stefana Wyszyńskiego czy Jana Pawła II. Dodajmy, misja ta nie miała bynajmniej tylko wymiaru lokalnego. Dokładnie przekładała się na grunt Kościoła powszechnego, a zarazem wypływała z „misji dziejowej”, jaką przez wieki stawiał przed sobą Naród Polski.

Wydaje się, że można zaryzykować tezę, że Naród Polski konstytuował się przez wieki wokół dwóch zasadniczych osi: myślenia wolnościowego (rozumianego jako wolność obywatelska, a także jako wolność od obcej przemocy), a także wokół religii chrześcijańskiej, dającej również podstawowe zasady etyki porządkującej życie społeczne i państwowe. Obrona wolności i wiary to niejako dwa filary, które stanowiły o naszych celach narodowych zarówno w okresie świetności państwowej, jak i w czasach zaborów i zniewolenia totalitarnego. Wszystko to w prosty sposób spina się w tezie Konecznego o cywilizacji łacińskiej jako najbardziej narodowotwórczej w przestrzeni życia europejskiego.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 22 marca 2014 r.