Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realna Polska
Alina Brzózka, Radosław Brzózka 2014-05-23

Rzecznik (pozbawiania?) praw obywatelskich

Z lektury pisma rzecznika praw obywatelskich Ireny Lipowicz z 24 kwietnia br. w sprawie programu „Równościowe przedszkole”, skierowanego do ministra edukacji narodowej wyłania się przygnębiający obraz. Dominuje w nim wielopostaciowy cyborg ponadpaństwowo-biurokratyczny wyciągający swoje macki w stronę przedszkolaków. Składają się na niego UE i międzynarodowe trybunały, pakty, rady i komitety. Ten potwór szczuje jednocześnie dorosłych armią droidów (bo czyż nie można tak nazwać sztuczne formuły prawne), które mocą przypisanych sobie zaklęć (konwencji, dyrektyw, rezolucji…) mają sparaliżować rodziców w ich rolach wychowawczych. Czy te porównania są uprawnione? Spróbujmy spojrzeć, jaka utopia popycha Irenę Lipowicz ku postulatowi upaństwawiania dzieci (wypożyczanych co prawda rodzicom „po szkole i w weekendy”)? Jaka ideologia daje jej odwagę „równania” przedszkolaków w Polsce rzekomo pełnej dyskryminacji? Jaką socjotechniką się posługuje?

Atak na misję rodziców

W utopii, która inspiruje panią rzecznik, człowiek nie jest osobą obdarzoną godnością (którą da się uzasadnić ostatecznie tylko relacją do Boga!) równą w fascynującej, dopełniającej się dwoistości płci. Nie jest podmiotem prawa jako realnych relacji między ludźmi, relacji niosących ze sobą zobowiązanie do czynienia dobra, ale przedmiotem abstrakcyjnych konwencji. Konkretny człowiek nie jest też zupełnością i całością pierwszą od wszelkich społeczności, ale ma właśnie ustąpić wobec dogmatu, że programowanie edukacji jest domeną państwa.

Toteż nic dziwnego, że „równościowa” agitacja Ireny Lipowicz burzy fundamentalną relację dziecka do rodzica. Wprowadza w nią podejrzliwość. Wmawiając normalnym ludziom stereotypy, sama posługuje się pełnym fałszu stereotypem „przemocy w rodzinie”. Nikt i nic, co związane z rodziną, nie jest poza podejrzeniami o niesprawiedliwość i agresję – przekonują misjonarze-funkcjonariusze. „Zbawienną prawdę” o „przemocy w rodzinie” w każdym zakątku kraju obwieszczają bowiem właśnie policjanci na specjalnych konferencjach przypominających do złudzenia dawne masówki.

Tymczasem konkretna osoba-dziecko – niebędąca abstraktem z jakiejś konwencji – ku swojej pełni stopniowo się rozwija. Interwencja RPO zmierza do ograniczenia tej wielkiej misji rodzica, którą jest właśnie „rodzenie” dzieci do dojrzałości osobowej, którą jest kształcenie i wychowanie. Ideologia przezierająca z wystąpienia rzecznika daje konstytucyjnemu przepisowi o przymusie szkolnym pierwszeństwo przed prawami rodziców zapisanymi w Ustawie Zasadniczej. Prawdę o człowieku, odczytywaną w świetle życiowego doświadczenia przez kolejne pokolenia rodziców, ma zastąpić w tym socjalizmie „obiektywizm, krytycyzm i pluralizm”. Takie walory ma rzekomo genderowa ideologia, traktowana przez rzecznika jako „wiedza” mogąca zastąpić rodzicielskie wychowanie. Na to podwójne pomieszanie pojęć: ideologii z wiedzą i tej rzekomej „wiedzy” ze sferą kształtowania sprawności moralnych (wychowania) – zwracało już uwagę wielu komentatorów.

Przeciw podstawowym relacjom i obyczajowi

Równościowa agitacja, stereotyp „przemocy w rodzinie” i napiętnowanie dyskryminujących rzekomo „kulturalnych wzorców” to elementy technologii społecznej, obróbki, której poddaje się nas, aby przesunąć granicę ingerencji państwa – w tym systemu edukacji – w sprawy rodziny. Patrząc na sprawę w konkrecie szkolnej codzienności, mamy szczególne poczucie absurdu. Szkoła według pomysłu rzecznika ma przykładać się (wybiórczo) do zadań „wychowawczych”, odpędzając od nich rodziców (nosicieli stereotypów).

Przecieramy oczy ze zdumienia i pytamy: czy to ta sama szkoła, która nie radzi sobie z pierwszym swoim zadaniem – kształceniem, odsyłając dzieci młodsze na długie godziny prac domowych pod kierunkiem… rodzica i licząc, że te starsze przez… rodzica zostaną wysłane na korepetycje? Patrząc z perspektywy makro (w skali dziejów cywilizacji): kolejne zdumienie. Mami się nas równościową szczęśliwością na skutek destrukcji klasycznej rodziny, a przecież są to podstawowe relacje, których rozwój, zdaniem historyków, ma charakter… państwotwórczy! Tylko społeczeństwa z wyemancypowaną rodziną tworzyły rozwinięte państwa. Zatem III RP poprzez stanowisko Ireny Lipowicz przyczynia się do demontażu własnych fundamentów. Polska ma ochoczo dołączyć do losu społeczeństw przemienionych w ponowoczesne hordy, nie zważając na losy Sparty, bolszewii i współczesnego Zachodu – ich antyrodzinne samobójstwo.

Niezwykle ważne sprawy ról społecznych w naszej chrześcijańsko-klasycznej tradycji rozstrzyga tymczasem obyczaj narodowy, podlegający stałej korekcie w imię ciągłego rozeznawania dobra i zła. Mamy w nim wzorzec szarmanckich, rycerskich mężczyzn i dzielnych kobiet, nierzadko niezwykle samodzielnych. W obliczu wojennych lub powstańczych zaangażowań mężczyzn, ich zsyłek lub emigracji macierzyńskie i opiekuńcze Polki stawały się zarządczyniami dóbr i poddanych, mając za wzór choćby polskiego króla – św. Jadwigę. Wychowanie w miłości ojczystej mowy i starożytnej klasyki – sławiących zgodnie rozumną wolność, w miłości sprawy publicznej i w miłości Boga – łączyło zgodnie Polki i Polaków kolejnych pokoleń. Tak się dzieje i dziś poprzez pielęgnowanie szkolnictwa katolickiego, rozwój nauczania domowego czy wpływanie na szkoły samorządowe.

Pokrętne stanowisko rzecznika praw obywatelskich w sprawie programu „Równościowe przedszkole” w swojej istocie jest skierowane przeciwko człowiekowi (dzieciom i rodzicom), przeciwko podstawowym relacjom społecznym, przeciwko narodowemu obyczajowi. Wniosek Fundacji Rzecznik Praw Rodziców o odwołanie z urzędu Ireny Lipowicz jest jedynym racjonalnym wyjściem z zaistniałej sytuacji. Szlak przetarły już Katarzyna Hall i Krystyna Szumilas.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 23 maja 2014 r.