Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realna Polska
prof. Mieczysław Ryba 2013-06-08

Terror propagandy

Oskarżenia o faszyzm, antysemityzm, ksenofobię, nacjonalizm wypowiadane są przez środowiska lewicowe niejako jednym tchem. Zupełnie kuriozalne jest to, że w ogóle się tych pojęć nie definiuje. Wszystko ma się w domyśle kojarzyć ze zbrodniami hitlerowskimi z czasów II wojny światowej i ma dyskredytować tego, który nie zgadza się z dominacją lewicy w przestrzeni publicznej. Mało kto pamięta, że język ten w dużym stopniu był używany przez bolszewików w czasach stalinowskich, którzy mianem faszystów, w zależności od potrzeby, określali praktycznie wszystkich swoich przeciwników, szczególnie tych na arenie międzynarodowej.

Przewrotność w tej współczesnej walce na „epitety” polega przede wszystkim na używaniu pojęć niezgodnie z ich pierwotnym znaczeniem. Zupełnie mylnie określa się ideologię narodowosocjalistyczną Hitlera mianem „faszyzmu”. Czyni się tak dlatego, by ukryć socjalistyczny charakter NSDAP, partii posługującej się socjalistyczną symboliką i socjalistyczną ideologią. Lewicowość NSDAP jest nie tylko oczywista na poziomie analizy ideowej. Sami działacze hitlerowscy za takich się po prostu uważali (narodowi socjaliści – sic!). Ich ideologia była zupełnie różna od włoskiego faszyzmu – innego, również totalitarnego systemu. Faszyści (mający wprawdzie także lewicowe korzenie) przede wszystkim nie opierali swojego systemu na rasizmie, który zafundował Europie niewyobrażalne mordy na całych narodach, uznanych za podludzi.

Unikanie pokazania prawdziwego (lewicowego, antychrześcijańskiego) oblicza hitleryzmu ma na celu z jednej strony obronę idei lewicowej jako takiej (krytykowane są tylko tzw. skrajności – np. stalinizm), z drugiej prosty atak na ludzi broniących tradycji narodowych. Wszelkie zatem patriotyczne manifestacje (zob. w Polsce Marsz Niepodległości 11 listopada) są atakowane pod klasycznie komunistycznym hasłem: „Faszyzm nie przejdzie”. Krytyka ahistorycznych publikacji Jana Tomasza Grossa to objaw skrajnego antysemityzmu i negowania holocaustu. Tych historyków, którzy ośmielają się wejść w polemikę z ludźmi w stylu Grossa, w prosty sposób konfrontuje się z obrazami ofiar z obozów koncentracyjnych. Protesty środowisk katolickich przeciwko lobby homoseksualnemu to oczywiście objaw skrajnego „faszyzmu i fundamentalizmu”. Porównuje się od razu cierpienia gejów z gehenną drugowojenną narodu żydowskiego (przywoływane są tutaj fakty prześladowania homoseksualistów przez Hitlera), w związku z czym przeciwnicy układów homoseksualnych to oczywiście faszyści, antysemici, ksenofobowie itp. itd.

Manipulacje widać tu niemal gołym okiem, ale przy monopolu medialnym, jaki posiadają środowiska lewicowo-liberalne, ataki te są niezwykle skuteczne. Wystarczy użyć obrazu porównującego obrońców życia do rozfanatyzowanych tłumów hitlerowców i w podświadomość szybko instaluje się zbitkę: przeciwnicy aborcji to faszyści. I nic nie pomoże fakt, że to Adolf Hitler wprowadził po raz pierwszy na ziemiach polskich prawodawstwo aborcyjne. Nie liczą się fakty, liczy się medialny krzyk. Absurdalność tego typu propagandy można było na poziomie międzynarodowym zobaczyć po atakach na film „Pasja” Mela Gibsona, który uznano za „antysemicki”. Widzimy więc, że tego typu manipulacje są obecne niemal w całym zachodnim świecie.

Mamy więc tutaj do czynienia z czymś w rodzaju terroru propagandowego, gdzie za pomocą prostych technik odbiera się ludziom ich dobre imię, niejako morduje się ich cywilnie. Bardzo mocno tego typu ataków doświadcza środowisko Radia Maryja. To, że społeczeństwo polskie w większości mimo wszystko nie dało się w tej dziedzinie zmanipulować, wynika z faktu, że mamy tu do czynienia z katolickimi mediami, a więc z możliwością publicznej obrony swojego dobrego imienia.

Podsumowując, musimy stwierdzić, że masowe używanie przez środowiska lewicowe pojęć typu: antysemita, ksenofob, faszysta, nacjonalista, fundamentalista itp., ma charakter inwektyw, a więc nie ma najczęściej nic wspólnego z realnym opisem rzeczywistości. Mało tego, używanie słów niezgodnie z ich znaczeniem wprowadza kompletny zamęt, jeśli idzie o rozumienie przez ludzi, czym był rzeczywiście faszyzm, nazizm, rasizm itp.

Bronić się należy dwojako. Po pierwsze – poprzez pogłębianie wiedzy historycznej, która zapewni nam również uporządkowanie podstawowych pojęć wraz z ich prawidłowym rozumieniem. Po drugie – fundamentalna jest walka o istnienie katolickich mediów, gdzie ludzie o zdrowym oglądzie świata będą się mogli w sposób skuteczny bronić przed niesprawiedliwymi atakami. W przeciwnym razie dojdzie do tego, że utrwali się w społeczeństwie przekonanie, iż obrońcy życia to groźni faszyści, przeciwnicy układów homoseksualnych – skrajni antysemici, a działacze patriotyczni to już bez sądu powinni zostać uwięzieni.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 8-9 czerwca 2013 r.