Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realna Polska
prof. Mieczysław Ryba 2013-06-08

2014 – rok czekoladowego orła

Prezydent Bronisław Komorowski podjął prawdziwą ofensywę propagandową mającą na celu zakodowanie Polakom, że Okrągły Stół i wybory kontraktowe z 4 czerwca 1989 roku są „mitem założycielskim” III Rzeczypospolitej.

29 maja w Pałacu Prezydenckim Centrum Badania Opinii Społecznej zorganizowało konferencję dotyczącą tzw. przeobrażeń po 24 latach przemian (temat spotkania: „Nasza wolność… Polacy po 24 latach przemian”). „W trudnej sytuacji pełnego bankructwa poprzedniego ustroju – stwierdził na tej konferencji Komorowski – bankructwa gospodarki, bankructwa wielu nadziei i oczekiwań zdołaliśmy poprzez mądre decyzje uruchomić proces, który trwa do dzisiaj i przynosi bardzo pozytywne efekty dające się również odczytać w nastrojach opinii publicznej”.

Sami swoi

Co ważne, w debacie oprócz szefa Kancelarii Prezydenta Jacka Michałowskiego udział wzięli doradca prezydenta RP, b. premier Tadeusz Mazowiecki oraz doradca prezydenta RP prof. Tomasz Nałęcz. Byli też obecni prelegenci reprezentujący mocno entuzjastyczny stosunek do przemian ostatniego dwudziestolecia. Obaj zaś „doradcy” wywodzą się jakby z dwóch stron ówczesnego Okrągłego Stołu. Mazowiecki reprezentuje obóz postkorowskiej lewicy solidarnościowej, Nałęcz „reformatorską” PZPR. Ubolewać tylko należy, że nie było reprezentowane podczas debaty środowisko ludzi wówczas pokrzywdzonych, którzy stracili bliskich w skrytobójczych mordach jeszcze w 1989 roku. Nie zaproszono też do dyskusji takich ludzi jak np. Andrzej Gwiazda (jeden z założycieli „Solidarności”), którzy mają mocno krytyczny stosunek do ustaleń z Magdalenki. Wydaje się, że przy tak szerokiej debacie dopiero mielibyśmy do czynienia z prawdziwą prezentacją poglądów na zadany temat.

Tymczasem rozmowa odbywała się pomiędzy reprezentantami ówczesnych i współczesnych beneficjentów decyzji okrągłostołowych, tj. wbrew pozorom ludźmi z jednej strony barykady. Wszak Mazowiecki w 1989 r. został premierem, a ludzie z otoczenia Bronisława Geremka objęli najważniejsze funkcje w tzw. politycznym układzie postmagdalenkowym (przykład – objęcie redakcji „Gazety Wyborczej” przez Adama Michnika). W rządzie Mazowieckiego mieliśmy również do czynienia z mocną reprezentacją prominentnych działaczy PZPR z Czesławem Kiszczakiem na czele.

Wolność koncesjonowana

Krytycy układu pookrągłostołowego odwołują się w swojej argumentacji do kilku przesłanek. Pierwsza to przesłanka ekonomiczna. Jak się dzisiaj okazuje, po wielu latach przemian do emigracji zarobkowej raczej nie byli i nie są zmuszani opływający w luksusy dawni działacze partyjni, lecz przede wszystkim dawni członkowie „Solidarności” i ich dzieci. Uwłaszczenie nomenklatury oraz stworzenie specyficznego systemu kapitalizmu koncesjonowanego doprowadziło do olbrzymich niesprawiedliwości społeczno-gospodarczych.

Druga przesłanka to olbrzymie poczucie krzywdy. Brak rozliczenia zbrodni komunistycznych zachwiał pewnym porządkiem moralnym w społeczeństwie. Nawet architekci stanu wojennego nie ponieśli zasłużonej kary, cóż mówić o drobnych esbekach. Zamęt, jaki się wytworzył w przestrzeni publicznej, doprowadził do totalnego relatywizmu, choćby w kwestii oceny stanu wojennego.

Wreszcie bardzo niebezpieczne było przejęcie głównych ośrodków medialnych po 1989 roku przez ludzi dawnego aparatu. Ta monopolizacja, szczególnie w sferze mediów elektronicznych, doprowadziła do zredukowania wolności słowa w Polsce. Brak tej wolności i brak rozliczeń z dawnym systemem doprowadził z kolei do patologizacji życia politycznego w kraju. Chodzi tu nie tylko o wytworzenie swoistego monopolu partyjnego, ale również o morderstwa polityczne (gen. Marek Papała) czy serię dziwnych samobójstw znanych postaci z życia publicznego.

Możemy zatem powiedzieć, że mamy w Polsce rzeszę ludzi, którzy nie są w stanie ulepić sobie czekoladowego orła i wypić toastu 4 czerwca razem z prezydentem Komorowskim. Również pokolenie patriotycznej młodzieży masowo uczestniczącej w Marszu Niepodległości 11 listopada czy w marszach upamiętniających żołnierzy wyklętych wciąż krzyczy wzorem swoich ojców i dziadów: „Precz z komuną”. Narastanie tej fali wśród młodego pokolenia wzbudza przerażenie w środowisku „Gazety Wyborczej”.

Prezydent dzieli Polaków

Dał temu wyraz prezydent Komorowski, który w sobotnio-niedzielnym wydaniu „Wyborczej” stwierdził: „Niepokoi mnie instrumentalne wykorzystywanie radykalnych środowisk kibolskich i wciąganie ich w charakterze półbojówek do polityki. To niebezpieczna zabawa, nawet jeżeli się próbuje temu nadać taki sznyt, że sięgamy po radykałów po to, żeby nie przyszli jeszcze więksi radykałowie” („Gazeta Wyborcza”, 1 czerwca 2013).

Ów „niepokój” prezydenta w ogóle nie został przez niego w sposób logiczny uzasadniony. Czy wszyscy kibice wygłaszający polityczne hasła to „półbojówki polityczne” godne potępienia? Poważnie wątpię, czy rzeczywiście chodzi prezydentowi o wybryki chuligańskie na stadionach, czy raczej o to, że młodzież (również szeroko rozumiane środowisko kibiców piłkarskich) nie podziela entuzjazmu obozu prezydenckiego z obecnych układów w polskim życiu społeczno-politycznym.

Widzimy, że niewątpliwie prezydent Komorowski jest realnym reprezentantem polityki historycznej lansowanej przez kręgi związane z Adamem Michnikiem. Co ciekawe, już nie wystarcza czekoladowy orzeł. Komorowski chce ogłosić rok 2014 rokiem wolności, upamiętniając okrągłą rocznicę wyborów kontraktowych z 1989 roku. Szef Kancelarii Prezydenta Jacek Michałowski stwierdził: „Będziemy wtedy obchodzić coś więcej niż 25. rocznicę wyborów czwartego czerwca. To będzie 25 lat od każdej z dat, dzięki którym odzyskaliśmy wolność. Od wyborów, powołania rządu Tadeusza Mazowieckiego, przyjęcia planu Balcerowicza”. Ciekawe, że obchody okrągłej, 30. rocznicy powstania „Solidarności” nie miały nawet połowy rozmachu, jaki planuje się rozwinąć przy okazji 25. rocznicy wyborów czerwcowych. Zatem, zdaniem środowiska liberałów, to nie tyle wielomilionowy ruch społeczny, ile dogadanie się wąskiej grupy polityków w Magdalence dało Polsce wolność. I wszyscy powinniśmy być z tego zadowoleni.

Propagandowy amok

Można sobie zadać pytanie, czy otoczenie Komorowskiego nie zdaje sobie sprawy, że przesada w tych obchodach może odbić się czkawką ekipie władzy? Wszystko to należy czytać w kontekście wieloletniej już polityki edukacyjnej polskich władz. Wypychanie historii ze szkół doprowadziło całe pokolenie młodych Polaków do stanu całkowitej amnezji historycznej. Niewiedza co do faktu, czym był komunizm, jest wręcz porażająca. W walce o świadomość młodego pokolenia inżynierowie dusz mają nadzieję, że wmówią im, iż Okrągły Stół to szczyt osiągnięć Polaków w dwudziestym wieku. Patriotyczna młodzież demonstrująca, nie mając porównywalnej siły medialnej, może zostać zagłuszona przez całoroczne świętowanie wolności zaplanowane przez Kancelarię Prezydenta Komorowskiego.

Czy tak się stanie? Można wątpić, znając przekorę Polaków. Im więcej urzędowego optymizmu, im więcej propagandowej przesady, tym większy niesmak i kontestacja. Ciekawe, jak w atmosferze urzędowego optymizmu władza poradzi sobie z kolejną rocznicą stanu wojennego, czy z okrągłą, 30. rocznicą zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki. Wszak to ci sami ludzie, którzy stali na czele PRL w czasach stanu wojennego (przez co odpowiadali za zbrodnie systemu), byli również późniejszymi architektami Okrągłego Stołu (wystarczy wspomnieć Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka).

Nie ulega zatem wątpliwości, że środowiska patriotyczne (w tym postsolidarnościowe) stoją dziś przed wielkim zadaniem walki o prawdę historyczną, dotyczącą zmagań z komunizmem w latach 80. dwudziestego wieku. Na obiektywizm naszych władz państwowych nie można zbytnio liczyć.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 3 czerwca 2013 r.