Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realna Polska
prof. Mieczysław Ryba 2013-07-31

Polityka w uścisku biznesu

System dotacji państwowych dla partii politycznych, który został utworzony już wiele lat temu, miał pierwotnie na celu likwidację pewnej patologizacji życia politycznego w Polsce. Owa patologia była związana z zupełną dysproporcją w strukturze majątkowej społeczeństwa.

Ci, którzy uwłaszczyli się na majątku państwowym po upadku komunizmu (a więc wysokiego szczebla ludzie PZPR, ludzie służb) poprzez olbrzymie możliwości finansowe mogli całkowicie sterować polską sceną polityczną, finansując tych polityków lub te grupy, które były im wygodne. Za pieniądze byli też w stanie kupować ustawy, koncesje itp. (przykład: afera Rywina). Wszystko to musiało prowadzić do patologizacji życia politycznego, wyrażającej się najbardziej w bardzo nieczystych zetknięciach polityki i biznesu.

Partyjna maszynka

Finansowanie partii miało jakoby przerwać te niezdrowe układy. Po kilku latach okazało się, że funkcjonowanie systemu dotacji państwowych doprowadziło do innych problemów, z jakimi mamy do czynienia chociażby współcześnie. Wydawanie partyjnych (państwowych) pieniędzy na drogie cygara, alkohole, na rzeczy, które z życiem publicznym nie mają nic wspólnego, wywołuje prawdziwe zgorszenie wśród obywateli. Zamiast przeznaczać środki na pogłębione analizy różnych problemów, którymi żyje społeczeństwo, mamy do czynienia z trwonieniem publicznego grosza.

Drugą niezdrową rzeczą, którą wywołały państwowe dotacje, jest sposób dysponowania środkami partyjnymi. Doszło do ogromnej centralizacji w tym zakresie, co musiało doprowadzić do systemu wręcz wodzowskiego w partiach. Niektóre stronnictwa stały się poniekąd czymś w rodzaju firm zarabiających na dotacjach ogromne pieniądze. Centralizacja dysponowania środkami spowodowała zaś wyeliminowanie wszelkiej oddolnej konkurencji. Ta, można by powiedzieć, naturalna konkurencja była poczytywana nie tylko jako rywal do władzy w partii, ale i do dysponowania publicznymi środkami.

W związku z tym centralne dysponowanie środkami publicznymi w partiach doprowadziło do stworzenia systemu wodzowskiego, a system wodzowski eliminował z kolei z poszczególnych bytów politycznych ludzi, którzy mieli swoje odrębne zdanie na różne tematy. Wskutek tego obniżał się znacząco poziom życia parlamentarnego, jak i poziom ludzi aktywnych w życiu państwowym.

Powstaje pytanie, jak wyjść z tej sytuacji? Z jednej strony ze względu na wciąż niezdrową strukturę biznesową w naszej gospodarce powrót do lat dziewięćdziesiątych doprowadziłby do analogicznych patologii. Partie niemające za sobą wielkiego biznesu nie byłyby w stanie uzbierać dostatecznych środków, by wygrywać wybory. Jak więc finansować z budżetu państwa stronnictwa polityczne? Albo inaczej: jak je wydawać? Blokada na wydawanie na różne bzdury, tak je nazwijmy, typu: luksusy dla bonzów partyjnych: drogie cygara, drogie alkohole, na drogie imprezy, jest wręcz oczywista.

Temat zastępczy

I kolejna sprawa, czy dotacje powinny być w dyspozycji central partyjnych, czy też polityków lokalnych, a więc adekwatnie do tego, jakie wyniki wyborcze uzyskują poszczególne podmioty czy poszczególni ludzie w wyborach. To oni powinni mieć do dyspozycji środki, bo inaczej tworzymy system centralistyczny, a lokalne życie polityczne prawie zamiera (pełne podporządkowanie centrali). A więc tutaj absolutnie należałoby to wszystko odwrócić, czyli bardziej promować to, co zwiemy pracą oddolną.

Ważne, by środki publiczne wydawane były na racjonalne analizy i na pracę z ludźmi: spotkania z wyborcami, organizowanie konferencji itd. Chodzi o to, żeby polityka wróciła tam, gdzie się ona realnie tworzy. Skupienie się na gigantycznych wyborczych kampaniach reklamowych sprowadza ją nieustannie do roli matrixa. Oczywiście nie znaczy to, że nie należy wydawać środków na normalną reklamę czy prezentację programów, ale trzeba wszystko proporcjonalnie wymierzyć.

Natomiast, jeśli bierzemy pod uwagę dzisiejsze pomysły Platformy (likwidacji systemu dotacyjnego), to można powiedzieć, że chodzi tu tylko o to, ażeby przykryć tę patologię, która w ich szeregach ma miejsce, czyli wydawanie środków na absurdy (przysłowiowe już cygara i alkohole). Projekt likwidacji systemu dotacyjnego ma niejako zasłonić kryzys wewnątrz PO, który widoczny jest gołym okiem.

Oczywiście politycy Platformy wiedzą, że ich projekt zostanie w Sejmie zablokowany (przeciw jest nawet koalicyjne PSL), w związku z czym nic w sensie realnym nie stracą. A jeśliby z jakichś powodów ustawa o zniesieniu dotacji przeszła, liderzy PO są przekonani, że mają na tyle silne zaplecze biznesowe i na tyle duże oszczędności z dotychczas zebranych dotacji, że wszystko to pozwoli im przytłoczyć inne byty polityczne i wygrać wybory.

Zatem można powiedzieć, że dzisiejsza dyskusja o projekcie ustawy znoszącym dotacje państwowe dla partii politycznych jest po prostu tematem zastępczym.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 29 lipca 2013 r.