Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realna Polska
prof. Mieczysław Ryba 2013-04-20

Media – pierwsza władza

Pomysł, aby rok 2013 ogłosić Rokiem Edwarda Gierka, doskonale obrazuje stan kulturowy, w jakim tkwimy dzięki podtrzymywanej przez środowiska postkomunistyczne „propagandzie sukcesu”. To w dekadzie Gierka ogłoszono, że Polska jest dziesiątą potęgą gospodarczą świata, produkcja stali i węgla bije wszelkie rekordy, a dobrobyt mieszkańców rośnie. Wszelkie protesty społeczne, szczególnie te z roku 1976, były określane jako wybryki „warchołów” i „chuliganów”, którzy przeszkadzają budować nową Polskę. W tym samym czasie bezpieka wciąż toczyła swoje gry operacyjne przeciwko społeczeństwu, do Konstytucji wprowadzono zapis o sojuszu ze Związkiem Sowieckim (co miało wzmacniać pozycję Gierka w układzie władzy), trwała walka z Kościołem.

Czy tamte czasy nie kojarzą się nam z dzisiejszymi? Wprawdzie ustrój inny, inny podmiot dominujący na arenie międzynarodowej (Unia Europejska), ale metody propagandowe te same.

Media na smyczy

Każdy doskonale wie, że tzw. demokracja nie może funkcjonować normalnie bez wolności słowa. Wolność słowa zaś jest gwarantowana przez wolność mediów. Monopolizacja w tym obszarze musi prowadzić do ukrytego totalitaryzmu. Im bardziej rzeczywistość odbiega od deklarowanej przez władzę, tym bardziej władza stara się zamknąć usta wszystkim oponentom. Ponieważ gołym okiem widać dziś, że nasza „zielona wyspa” pogrąża się w coraz większym kryzysie, a dziura budżetowa łatana jest wszystkim, czym się da (wycofywanie się NFZ z refundowania leków, fotoradary itp.), tym większe zabiegi, by w przestrzeni medialnej nie przebijał się głos krytyki, mogący doprowadzić do upadku władzy. Najbardziej widać to w obszarze stacji telewizyjnych. Chodzi o to, że współczesna publiczność tylko w małym procencie czyta jakieś czasopisma. Zdecydowana większość korzysta z telewizji. Media elektroniczne mają niewątpliwie największe możliwości sugestii, gdyż obraz działa na człowieka wyjątkowo mocno. Tu właśnie możemy znaleźć odpowiedź, dlaczego władza tak bardzo przestraszyła się Telewizji Trwam. Chodzi o to, że raz pokazany materiał przez taką telewizję może się rozejść w milionach odsłon poprzez internet i nie tylko.

Współczesna demokracja w Polsce niby ma znamiona praworządności. Funkcjonują niszowe tygodniki opozycyjne, pozornie każdy może się wypowiadać i krytykować rząd. Ale pogłębia się proces zastraszania. Doskonale to obrazuje proces twórcy strony internetowej Antykomor.pl. Niewątpliwie reżyserzy polskiej sceny publicznej starają się też wykorzystać aparat sądownictwa do duszenia wolności słowa.

W mocno zmonopolizowanym rynku mediów władza stara się zarządzać emocjami społecznymi poprzez bardzo wyszukane, a przez to skuteczne metody propagandowe. Wyodrębniły się już całe gałęzie wiedzy opisujące sztukę reklamy i manipulacji. Politykę traktuje się jak towar, gdzie zamiast prostych spotów wyborczych o wiele skuteczniejsze jest lokowanie produktu w różnych programach rozrywkowych (talk-show itp.), gdzie polityk stara się lansować jako „swój chłop”, o dobrym poczuciu humoru i doskonałej prezencji. Taki występ daje o wiele więcej niż godzinne referowanie własnego programu czy własnych osiągnięć.

Ponieważ z biegiem czasu władza „zużywa się” i ludzie coraz mniej wierzą w jej zapewnienia, próbuje się zdobyć poparcie społeczne poprzez wywoływanie poczucia strachu. Zatem atak na przeciwnika politycznego czy ideowego ma zdeformować jego wizerunek w oczach wyborców. We współczesnym systemie, gdzie partie finansowane są z budżetu państwa (a to skutkuje zabetonowaniem sceny politycznej), podświadomie zmusza się obywateli do wyboru tzw. mniejszego zła, czyli partii aktualnie rządzącej. Partia konkurencyjna jest, w opisie propagandy, pokazana jako wcielenie najgorszych cech. Odbieranie ludziom dobrego imienia poprzez skomasowany atak medialny to gra niezwykle cyniczna, okrutna, ale w procesie wyborczym skuteczna.

Techniki Manipulacji

Równie często stosowana jest metoda wywoływania tematów zastępczych. Gdy władza obnaża swoją korupcyjną stronę albo podejmuje niepopularne decyzje (przykład – podwyższenie wieku emerytalnego), szuka się tematu zastępczego. Tym tematem może być wszystko, byle rozgrzewało do czerwoności emocje społeczne. Może to być atak na finanse Kościoła, może to być afera związana z dzieciobójstwem (np. sprawa Madzi itp.). Ważne, żeby odciągnąć uwagę ludzi od spraw trudnych dla władzy i przesunąć ją na boczny tor. Jeśli media są powolne władzy, taka metoda bywa niezwykle skuteczna.

Jeszcze gorsze rzeczy dzieją się w przestrzeni medialnej, jeśli idzie o prawodawstwo dotykające najbardziej wrażliwych od strony moralnej przestrzeni życia społecznego. Dzięki dr. Bernardowi Nathansonowi wyszły na jaw wszystkie kłamstwa propagandy medialnej przed wprowadzeniem ustawodawstwa aborcyjnego w USA. Okazało się, że dokonano niebotycznej liczby manipulacji, by przekonać społeczeństwo, że taka zmiana prawna jest konieczna. Pokazywanie rzekomo zgwałconej nastoletniej dziewczynki, która nie chce urodzić poczętego dziecka, wzbudzanie litości widzów wobec rzekomej ofiary gwałtu to technika powielana w wielu krajach. Po latach okazuje się, że gwałtu nie było, a sceny tragedii były kręcone na poczet efektu psychologicznego kreowanego na olbrzymią skalę.

Z podobnym zjawiskiem mieliśmy do czynienia w Polsce podczas kampanii medialnej dotyczącej przemocy w rodzinie. Codziennie niemal pokazywano dzieci maltretowane przez patologicznych rodziców. I mimo że w ostatnich latach zachowań patologicznych w rzeczywistości nie przybyło, w mediach przybyło kilkaset razy więcej opisów tych zdarzeń. Później pokazywano wypowiedzi pseudofachowców, którzy twierdzili, że maltretowanie dzieci jest prostą konsekwencją dawania przez rodziców klapsa niesfornym pociechom. Twierdzenie, że od klapsa do mordu dziecka jest prosta droga – to twierdzenie całkowicie chore i całkowicie niespójne od strony logicznej. Ale w mediach poprzez umiejętną manipulację obrazami wszystko da się przekazać. Konsekwencją tej propagandy była nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie i penalizacja klapsa. I tak władza jednym aktem ustawodawczym uczyniła przestępcami wszystkich rodziców.

Witajcie w totalitarnym świecie

Nieprzypadkowo media nazywane są czwartą władzą. Niektórzy wręcz mówią, że jest to pierwsza władza. Żaden rząd nie utrzyma się długo, gdy nie ma przyjaznego albo przynajmniej obiektywnego zaplecza medialnego.

Media mogłyby w polityce spełniać bardzo pozytywną rolę. Wielkie, makiawelistyczne gry, które toczą się na płaszczyźnie politycznej, można by łatwo obnażyć przed obywatelami, gdyby świat medialny tego chciał. Można by też promować wszelkie dobro, które się w polityce dzieje. W ten sposób dziennikarze wychowywaliby polityków do służby publicznej. W przeciwnym razie uczestniczą w brudnej grze, której skutki są trudne do przewidzenia w dłuższej perspektywie.

Zwykły człowiek nie ma czasu szczegółowo śledzić, co dzieje się w polityce. Tym bardziej nie jest w stanie prosto i szybko odróżnić prawdy od manipulacji. W tym właśnie powinien mu pomóc świat dziennikarski. Jeśli tego nie robi, jeśli zaprzęga się do machiny manipulacyjnej, przyczynia się w sposób niepomierny do totalizacji życia publicznego.

W świecie medialnym, gdzie nie rządzi prawda, ale polityczny i ideologiczny interes, można z człowiekiem zrobić wszystko. Zabić go psychicznie, odebrać dobre imię, zniszczyć jego życie prywatne i publiczne. Można też kreować najgorsze zboczenia jako normalność, a największe kreatury jako mężów stanu. Taki świat, świat zakłamanych mediów musi prowadzić do zakłamania i do upadku życia politycznego, a w konsekwencji do powstania państwa totalitarnego w świecie z pozoru zachowującym atrybuty demokracji.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 2-3 lutego 2013 r.