Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realna Polska
prof. Mieczysław Ryba 2013-08-12

Czekoladowa prezydentura

Kiedy przyglądamy się modelowi prezydentury Bronisława Komorowskiego, cały czas przychodzą na pamięć czasy Aleksandra Kwaśniewskiego. Prezydent unikający konfliktów, koncyliacyjny, zasadniczo zgadzający się na prawie wszystkie propozycje rządzącej Platformy Obywatelskiej (podobnie zachowywał się Kwaśniewski w stosunku do SLD). Starannie kreowany jest jego medialny wizerunek. Z jednej strony Komorowski pokazywany jest jako typowy katolik (pojawia się na wielu uroczystościach religijnych), z drugiej strony nie przeszkadza mu to w opowiadaniu się publicznie za metodą in vitro, w stosunku do której nauczanie Kościoła jest bardzo jednoznaczne. Komorowski nie widzi też sprzeczności w paradowaniu z Wojciechem Jaruzelskim, a zarazem organizowaniu marszu w dniu Święta Niepodległości 11 listopada.

Jednakże główny cel jego polityki historycznej dotyczy umocnienia w świadomości społecznej dziedzictwa Okrągłego Stołu. Stąd słynny czekoladowy orzeł i toast wypity 4 czerwca, w rocznicę wyborów pookrągłostołowych. Plejada doradców, którymi się prezydent otacza, jasno mówi, że jest on w dużej mierze wskrzesicielem politycznym środowiska dawnej Unii Wolności. O ile zatem Donald Tusk był grabarzem UW (opuścił Unię, by stworzyć Platformę Obywatelską), o tyle Komorowski otacza się dawnymi współpracownikami Tadeusza Mazowieckiego i Bronisława Geremka.

Jaką jednak (oprócz generowania typowej dla „Gazety Wyborczej” polityki historycznej) realną rolę ma do spełnienia Bronisław Komorowski? Jego otoczenie robi wszystko, by prezydenta nie dotknęły wszelkie społeczne rozczarowania, jakie dotyczą dziś Platformy Obywatelskiej. Gigantyczne wpadki Donalda Tuska, masowe odsuwanie się elektoratu od Platformy musi martwić reżyserów polskiej sceny politycznej. Z pewnością zatem szykowany jest wariant „B”. Oczywiście Komorowski, choćby ze względów charakterologicznych, nie nadaje się na lidera partyjnego, ale pod jego skrzydłami można spokojnie takiego lidera wyhodować, można też wokół Pałacu Prezydenckiego wykreować nową formację polityczną. Zatem Komorowski, spełnia rolę kogoś w rodzaju zwornika politycznego, wokół którego projektowane są scenariusze rozdania kart na polskiej scenie politycznej w niedalekiej przyszłości. W sytuacji upadku PO (co oczywiście jest bardzo prawdopodobne) wizerunkowego wsparcia Komorowskiego mogą szukać różni potencjalni następcy Tuska (Sikorski, Schetyna i inni).

Z punktu widzenia interesu państwa Bronisław Komorowski nie odegrał większej roli, prowadząc coś w rodzaju polityki „żyrandolowej”. Jego inicjatywy, jak ta ostatnia, by na wałach przeciwpowodziowych zorganizować ścieżki rowerowe, są dla głowy państwa żenujące.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 12 sierpnia 2013 r.