Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realna Polska
prof. Mieczysław Ryba 2012-11-14

Po linii Okrągłego Stołu

Polityka historyczna prezydenta Bronisława Komorowskiego nakierowana jest przede wszystkim na swoiste uzasadnienie decyzji, które zapadły przed laty przy tzw. Okrągłym Stole. Lata dziewięćdziesiąte dwudziestego wieku to bezdyskusyjna dominacja środowisk skupionych wokół „Gazety Wyborczej”, które starały się lansować decyzje okrągłostołowe jako kluczowe we wprowadzaniu ładu politycznego po upadku komunizmu. Z biegiem czasu środowisko to nie tylko akcentowało postaci ściśle związane z opozycją, ale i dawnych działaczy komunistycznych. Chodziło o coś w rodzaju relatywizowania przeszłości komunistycznej w imię historycznego pojednania 1989 roku. Szczególnie mocno celował w takim prowadzeniu polityki orderowo-historycznej mile widziany przez „Gazetę Wyborczą” prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Sytuacja ta zmieniła się po objęciu prezydentury przez Lecha Kaczyńskiego. Ordery przyznane Annie Walentynowicz i Andrzejowi Gwieździe to przykłady decyzji niemieszczących się w dotychczasowych standardach pookrągłostołowych. Jeszcze gorsze wrażenie na środowisku dawnej lewicy laickiej wywarła polityka historyczna prowadzona przez Janusza Kurtykę. Odbrązawianie wielu postaci historycznych i jednoznaczne potępienie w różnych publikacjach przeszłości komunistycznej nie podobało się architektom Okrągłego Stołu. Histeryczną wręcz reakcję wywołała książka Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka „SB a Lech Wałęsa”. Przyznanie odznaczenia Januszowi Kurtyce i jego współpracownikom przez prezydenta Kaczyńskiego w trakcie największych ataków na IPN wywoływało konsternację. Dowartościowywano wszak ludzi, którzy starali się w jakiś sposób obalić „mit założycielski III RP”. Ten sposób prowadzenia polityki orderowej wywołał protesty ludzi związanych z „Gazetą Wyborczą”. Dodajmy, że prezydent Kaczyński dowartościowywał również osoby z tzw. lewicy laickiej. Jednak spotykało się to z oporem i z powstawaniem kolejnych konfliktów. Swoje ordery demonstracyjnie oddali Ewa Milewicz i Seweryn Blumsztajn.

Bronisław Komorowski od początku starał się radykalnie zmienić ten sposób ukazywania historii. Jego decyzje co do podpisania noweli ustawy o IPN (wszystko to miało miejsce po katastrofie smoleńskiej) w sposób bardzo mocny uderzyły w niezależność Instytutu. Była to zapowiedź „nowego otwarcia” w polityce historycznej głowy państwa. Prezydent nie stronił od pokazywania się w obecności ludzi niosących na sobie dziedzictwo komunizmu. Najczęściej były to osoby, które współtworzyły porozumienie Okrągłego Stołu (przykł. Wojciech Jaruzelski). Wielkie poruszenie spowodowało przyznanie Orderu Orła Białego m.in. Adamowi Michnikowi. Wywołało to protesty ludzi silnie związanych z tradycją antykomunistyczną. Z Kapituły Orderu zrezygnowali m.in. Andrzej Gwiazda i Bogusław Nizieński. Oprócz Adama Michnika prezydent odznaczył Aleksandra Halla i Jana Krzysztofa Bieleckiego – jak wiadomo, ludzi jednoznacznie kojarzonych z dawną Unią Wolności, a z pewnością gorących zwolenników linii Okrągłego Stołu.

Ostatnie odznaczenia z 11 listopada 2012 r. (Jerzy Buzek, Adam Strzembosz, Norman Davies) niezmiennie wpisują się we wcześniejszy kontekst polityki historycznej prowadzonej przez obecnego prezydenta. Zostawiając na boku dyskusję o życiowym dorobku odznaczonych, z pewnością chodzi o dowartościowanie postaci popierających porządek pookrągłostołowy. Najbardziej wyraziste jest odznaczenie Jerzego Buzka, sztandarowej postaci z obozu Platformy Obywatelskiej. Wszystko to doskonale komponuje się z niepodległościowym marszem, który poprowadził prezydent Komorowski. Ten „radosny” marsz miał z jednej strony pokazać rzekome sukcesy państwa rządzonego przez Platformę Obywatelską, z drugiej – mocno koncyliacyjny charakter głowy państwa. Owszem prezydent Komorowski złożył kwiaty pod pomnikami ludzi w sposób rzeczywisty zasłużonych dla odrodzenia polskiej niepodległości (oprócz Józefa Piłsudskiego zrobił to pod pomnikiem Romana Dmowskiego, kardynała Stefana Wyszyńskiego czy Wincentego Witosa). Jednakże wokół siebie na marszu zgromadził osoby prawie wyłącznie związane z jedną opcją polityczną, a na pewno ludzi akceptujących bez zastrzeżeń porządek pookrągłostołowy. Dziwne tylko, że Marsz Niepodległości zorganizowany przez kręgi narodowe skupił o wiele więcej osób w sposób spontaniczny przybyłych do Warszawy, bez wsparcia państwowych urzędników i państwowych pieniędzy. Coraz bardziej zatem widać, że oddolny ruch społeczny organizuje się wokół innych idei politycznych, ale i wokół zupełnie innego spojrzenia na historię. Koncepcja pookrągłostołowego relatywizowania dziedzictwa komunizmu nie znajduje już uznania w młodym pokoleniu szukającym czynnego uczestnictwa w życiu publicznym.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 14 listopada 2012 roku.