Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Realna Polska
prof. Mieczysław Ryba 2012-12-12

Unia Sikorskiego

Minister Radosław Sikorski znów wypowiada się w sposób kontrowersyjny o przyszłości Unii Europejskiej. Do tej pory deklaracje szefa MSZ padały w Berlinie, gdzie wzywał Niemcy do wzięcia odpowiedzialności za Unię Europejską. Powszechnie odebrano to jako wsparcie rządu polskiego dla projektu budowy superpaństwa w Europie pod przywództwem kanclerz Angeli Merkel. Teraz w Cannes Sikorski wyraził aprobatę dla projektu przekształcenia UE w unię polityczną, składającą się z państw członkowskich, „jednak bez złudzeń co do tworzenia jednego europejskiego superpaństwa”.

Z pewnością wypowiedzi Sikorskiego nie wpisują się w kontekst głosów mówiących o potrzebie redukcji biurokracji w Unii i powrotu do stanu relacji wewnątrzunijnych z czasów EWG. Nieustanne wołanie o „więcej Europy” oznacza: większy budżet UE, więcej biurokracji, większe podatki, większą centralizację itp. – czyli konsekwentne dążenie do budowy scentralizowanego państwa w Europie.

Na czym miałaby polegać owa „unia polityczna”, jeśli nie na budowie superpaństwa? Wszak USA to nic innego, jak unia polityczna poszczególnych stanów, podobnie unia polityczna landów w RFN ma charakter scentralizowanego państwa.

Zważywszy na jednoznaczną wolę rządu polskiego przystąpienia do paktu fiskalnego, wspieranie pomysłów tworzenia rządu gospodarczego w Europie – nie można mieć wątpliwości, że rząd Donalda Tuska gra w jednej drużynie z Berlinem. Drugorzędne jest, czy pomysły, które tak naprawdę powstają w niemieckich centrach decyzyjnych, będą nosić od strony formalnej nazwę superpaństwa. Ważne jest, jak ta struktura będzie wyglądać od strony realnej.

Najsmutniejsze jest to, że władze polskie w tej wielkiej europejskiej grze nie prezentują żadnej oryginalnej myśli, próbują się raczej konformistycznie wpisać w politykę silniejszego gracza. Wybrano Berlin, bo tam jest najwięcej pieniędzy. Nikt nie prowadzi w Polsce wielkiej debaty, jaki model Unii leży w naszym interesie. Nieopisaną naiwnością jest twierdzenie, jakoby projekt niemiecki (wymyślony dla państw bogatych) mógł nas zadowalać. Jeśli dotychczasowy model integracji był związany ze stopniowym „wykupywaniem suwerenności” przez UE (Berlin) od krajów biedniejszych (biorców dotacji unijnych), to w interesie tych słabszych podmiotów jest maksymalne opóźnianie procesu centralizacji, gdyż to bardzo opłaca się nawet z biznesowego punktu widzenia.

Jednakże już nie tylko na Zachodzie (Wielka Brytania), ale również w Polsce pojawiają się mocne głosy, że socjalistyczny model sterowania gospodarką (wysokie podatki, biurokracja, unijne subwencje i dotacje) jest niezwykle kosztowny i kreujący patologiczne wręcz rozwiązania na niwie społecznej. Ludzie zamiast zwiększać swoją kreatywność w gospodarce, przyzwyczajają się do cwaniactwa w szukaniu różnych subwencji. To m.in. dlatego pozycja Unii ulega marginalizacji w świecie.

Artykuł ukazał się drukiem w „Naszym Dzienniku” z 12 grudnia 2012 roku.