Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Od redakcji
Mirosław Król 2011-01-17

Jan Ludwik Popławski – Mocarz zapomniany

Popławszczyzna mchem porosła. Dziś tylko lipowy szpaler pokazuje w Bystrzejowicach, gdzie kiedyś był trakt lubelski, a przy nim dwór Popławskich. Ocalały budynki folwarczne, wprawdzie zostały przebudowane, ale pamiętają tamte czasy. Kiedy partie powstańcze zaglądały tu w 1863 Jan Ludwik miał 9 lat. Potem przygotowywany do egzaminów gimnazjalnych przez młodego powstańca styczniowego Dymowskiego zdał do trzeciej klasy gimnazjum lubelskiego. Dotrwał do szóstej, skąd za pobicie kolegi, uchodzącego za donosiciela, został relegowany. Takie były początki drogi politycznej urodzonego w Bystrzejowicach pod Lublinem 17 stycznia 1854 r. Jana Ludwika Popławskiego, zapomnianego twórcy podstaw polityki polskiej. Dziś polityka ta znajduje się dokładnie tam, gdzie jest pamięć o Popławskim. I zależność ta nie jest przypadkowa, bowiem Popławski był jednym z filarów narodowej szkoły polityki.

O przyczynach mizerii politycznego wykształcenia

W styczniu najpierw obchodzona jest rocznica śmierci Romana Dmowskiego, a potem, to rzadziej, rocznica urodzin Jana Ludwika Popławskiego. Późny Dmowski jest nieco wstydliwy, popadał ponoć w skrajności, wszędzie wietrzył spiski, słowem – żył zbyt długo. Popławski zaś zmarł w wieku 54 lat, stanowczo za wcześnie. Dmowski zauważył jeszcze w 1922 r., iż Popławski jest mniej znany niż mu się to należy i niż jest to potrzebne do wykształcenia politycznego młodych pokoleń. Wykształcenia politycznego młodych pokoleń… – czy konie mnie słyszą?! Konie łby pospuszczać! Jakiż ten Dmowski anachroniczny… Kto by się dziś kształcił w polityce? Młodzi z wielkich miast są z definicji wykształceni; nie tylko w polityce, a w polityce zwłaszcza.

„Spójrzmy na siebie – pisał przed stu laty Popławski – jacy my dziś maluczcy, mizerni – powiedzieliby nasi ojcowie, że nikczemni. Jak jałową jest umysłowość nasza, jak wątłą twórczość, jak lękliwym uczucie, jak liche zamiary, już nie według sił, ale niżej sił odmierzone. Nawet drobnych obowiązków dlatego właśnie spełniać nie umiemy, że nie ożywia nas żadna wielka idea, która by tym ideom małym nadała ruch i spójnię, która byłaby dla nich magazynem zapasowym siły”.

Powyższa ocena odnosić się może z powodzeniem do uprawianej dziś na świecie i w Polsce postpolityki, czyli polityki opartej na pijarze, ideowo pustej, za to atrakcyjnej w narracji. Postpolityka wyrasta z przekonania, że prawdy nie ma, albo nie da się jej ustalić. Co wówczas staje się celem? Nażreć się! Oto cel. Najlepiej tanio i dobrze wypić.

Droga polityczna Mocarza z Bystrzejowic

Ale wracam do Popławskiego. Po zdaniu eksternistycznie końcowych egzaminów gimnazjalnych w Lublinie Jan Ludwik udał się na studia prawnicze do Warszawy. Tam szybko znalazł się w szeregach konspiracji niepodległościowej. Trzykrotnie był aresztowany i osadzany w cytadeli warszawskiej, przez cztery lata przebywał na Syberii na zesłaniu. Po powrocie prowadził ideową batalię w wielu kierunkach, głównie poprzez publicystykę, która przecież w tamtych czasach była pracą niepodległościową. Zygmunt Wasilewski oszacował dorobek pisarski Popławskiego na 40 tomów po 300 stron każdy. Jego artykuły trafiały do ziemiaństwa, inteligencji i chłopów. Dziś wiele tytułów prasowych nawiązuje do tytułów czasopism redagowanych przez Popławskiego.

Kiedy zagrożona stała się polska własność w Wielkopolsce i na Pomorzu kierowany przez Popławskiego „Głos” rozpoczął drukowanie nazwisk Polaków, którzy sprzedawali swe majątki Niemcom, podawał areał sprzedanej ziemi oraz wysokość uzyskanej sumy. Po kilku miesiącach osłabł proces utraty polskiej własności w zaborze pruskim. Potem publicysta krytykował obniżenie ideałów obywatelskich wśród społeczeństwa Królestwa, które w imię ekonomicznego rozwoju porzuciło hasła narodowej niepodległości.

Przełom w politycznej strategii

To Popławski jako pierwszy zauważył, iż Polska nie może istnieć bez ziem zaboru pruskiego Śląska, Wielkopolski, Pomorza, że główny nasz wysiłek musi zostać skierowany nie przeciw Rosji, ale przeciw Niemcom. To Popławski jako pierwszy wśród polityków zauważył, że najszlachetniejsze pokłady duszy polskiej są obecne w polskim ludzie, który stanowił wówczas siedemdziesiąt procent ogółu narodu. W polityce obok dyplomacji liczyła się dla Popławskiego również siła społeczna, tą siłą mógł być świadomy swych politycznych celów naród. Do narodu zaś trzeba wprowadzić lud polski, po to aby sprawa polska, która do tej pory była sprawą kilkuset tysięcy, stała się sprawą kilkunastu milionów Polaków. Jego dziełem było przede wszystkim wyzwolenie myśli z pojęć dzielnicowych i wyniesienie jej na poziom myślenia ogólnopolskiego – wszechpolskiego.

Popławski, nie tracąc zainteresowania ziemiami wschodnimi, swą myśl polityczną rzucił głównie na zachód ku dawnym ziemiom piastowskim. Przywrócenie Polsce Pomorza, Wielkopolski i Śląska postulował już w 1887 r. Ta myśl przeszła do praktyki politycznej i znalazła swój wyraz wśród różnych orientacji. Stała się postulatem nie tylko politycznym, ale przede wszystkim narodowym. „Każdy naród – zauważa Popławski w jednym ze swych artykułów z 1897 r. – powiększający swój dorobek duchowy i materialny, świadomy swej jedności i odrębności swych interesów, dążyć musi do zdobycia niezależności politycznej”. W poglądach Popławskiego podstawowe znaczenie miał fakt istnienia narodu, który dopiero w wolnym państwie osiągnąć może pełnię rozwoju. Podstawową dla niego zasadą stało się: „najpierw być”, tzn. istnieć jako naród i jako państwo niepodległe.

Realizm polityczny i ruch narodowy

Wspólnie z Romanem Dmowskim i Zygmuntem Balickim przekształcił Popławski w 1893 r. emigracyjną Ligę Polską w Ligę Narodową. Tak zrodził się nowoczesny ruch narodowy. Liga była organizacją ogólnopolską (trójzaborową) i kierowała politycznym życiem Polaków przez 20 lat. Były to lata przełomowe i decydujące o niepodległości.

J. L. Popławski uczył Polaków patrzeć na siebie i w siebie, odróżniać prawdziwy realizm od schlebiania niskim instynktom. Uczył otwarcia się na wielkość. Był pierwszym od wielu pokoleń mężem stanu, który umiał tworzyć program polityki polskiej jako polityki wielkiego narodu, umiał tę politykę ujmować w związku z wielkimi zagadnieniami polityki światowej. I ta wola wielkości rozbudziła w Popławskim jego olbrzymią, a zarazem bardzo trzeźwą wyobraźnię polityczną, pozwalając mu w jasny sposób widzieć zmiany, ku którym szła Polska. Jan Ludwik Popławski jest przykładem człowieka, który dostrzegł fakt, iż aby sięgnąć po niepodległość trzeba najpierw zmienić nasze myślenie o Polsce, wyzwolić je ze zmurszałych form i dziecięcych rojeń. Przemawiając nad trumną Popławskiego w 1908 r. R. Dmowski zauważył, że to, co najlepsze w zakresie polskiej myśli politycznej, wyrosło z ziaren przez Popławskiego zasianych.

Realizm polityczny podobnie jak realizm filozoficzny jest związany z bytem (rzeczywistością). Tak jak bytu nie da się w pierwotnym doświadczeniu upojęciowić, po prostu spontanicznie doświadcza się jego istnienia, podobnie realizm polityczny nie da się zamknąć w sztywnej formule. Jest z zasady antydoktrynerski. Realistyczna myśl narodowa nie ma doktryny, nie da się zideologizować, natomiast ma zasady. Politykę wytycza się, analizując konkretną sytuację, ale polityka ta musi odpowiadać zasadom.

Szkoła polityki polskiej

W Polsce nie może rządzić prawica – zwykł mawiać Józef Piłsudski – tylko lewica ewentualnie lewica z centrum. Podobnie przed demonami endecji, ostrzegał Adam Michnik po 1989 r. i dokładał wszelkich starań by ten nurt polityczny zajmował miejsce zawsze na marginesie życia publicznego. Pomińmy jednak milczeniem tych, którzy do endecji mają uprzedzenia „rasowe” i poszukajmy winy wsobnej. Zgoda, że ostatnimi czasy do spuścizny endecji odwoływały się raczej „grupy rekonstrukcyjne” niż politycy zdolni do przełomu intelektualnego, a ten leżał przecież u korzeni ruchu narodowego. Ale też endecja w ostatnich dziesięcioleciach skazana została na niebyt. Dlaczego? Bo żaden inny nurt polityczny nie dorobił się w Polsce szkoły myślenia o narodzie, dla narodu i w kategoriach narodu (por. R. Ziemkiewicz, „Myśli nowoczesnego endeka”, „Plus Minus”, dodatek do „Rzeczpospolitej z dnia 27-28.11.2010). Skoro przewalały się przez nadwiślański kraj różnorakie zawieruchy, likwidowały najpierw szkoły samodzielnego myślenia i czyniły to z nadzwyczajną gorliwością.

W efekcie tych działań, jak i wspomnianych wyżej „uprzedzeń rasowych”, środowisko inteligenckie poczęło odżegnywać się od: endecji, nacjonalizmu, antysemityzmu, fundamentalizmu katolickiego itepe, itede, etcetera. Przed endecją ostrzegał red. Michnik, ale on rzucał myśl, a chwytali ją inni. Wkrótce przed endecją zaczęli ostrzegać poeci, prozaicy, opozycjoniści i autorytety moralne. „Jest ONR-u spadkobiercą partia” – pisał Miłosz.

Robić politykę czy budować szkoły?

W efekcie czego zbudowaliśmy „demokratyczne państwo prawne urzeczywistniające zasady sprawiedliwości społecznej”, które nie robi polityki tylko buduje stadiony, boiska, szkoły. W zamian politykę robi za nas m.in. generał Tatiana Grigoriewna Krasawica Anodina, która w myśl klasycznych wzorców we wzajemnych relacjach polsko-rosyjskich politykę robi „waląc nahajem” po łbie. Maurycy Mochnacki, pisząc o czasach, gdy rządził nami Wielki Książę Konstanty, tak to ujął: „Los swej ironii względem nas dalej posunąć nie chciał. Może też i nie śmiał”. Zdziwiłby się pan, Panie Maurycy, bowiem los spersonifikowany w osobie Krasawicy Anodiny stał się dziś bardziej zuchwały i bezczelny.

Sami jesteśmy sobie winni. Jagnię ze znanej bajki Ignacego Krasickiego pytało wilki: jakim prawem chcą go pożreć? Ci wysunęli trzy zasadnicze argumenty: 1. smacznyś 2. słaby 3. i w lesie. „Zjedli niebawem” – konstatuje autor. R. Dmowski na kartach „Myśli nowoczesnego Polaka” zawarł słynne już dziś sformułowanie: „W stosunkach między narodami nie ma słuszności i krzywdy, jest tylko siła i słabość”. Często ów cytat przytaczany jest jako zarzut wobec Dmowskiego, który rzekomo nie uznawał etyki w polityce. To zdanie jednak nie jest postulatem moralnym tylko opisem rzeczywistości. Można się z tym nie zgadzać, protestować, ale zaprzeczyć faktom nie można.

Polityka na bezdrożach

Pokolenie Popławskiego nie miało problemów z określeniem swojej tożsamości, miało własną oryginalną substancję, nie było owładnięte paraliżującym lękiem, który nie pozwalał stawiać wielkich celów w polityce. Mało, że to pokolenie wielkie cele stawiało, ale cele te również realizowało. Czasami szansa pojawia się raz i na krótko. Trzeba umieć ją wykorzystać. Wyobraźmy sobie Dmowskiego uczestniczącego w posiedzeniu Rady Dziesięciu podczas Konferencji Paryskiej, który referuje żywotne polskie postulaty i niczym gajowy tłumaczy, że „woda się zbiera i płynie do morza” z czego wypływa postulat naszego dostępu do Bałtyku. Otóż nie! Dmowski na tamtą chwilę przygotowywał się od kiedy zaczął zajmować się polityką i mógł o tym mówić z tzw. marszu. Kwestia powrotu Polski na Pomorze, Śląsk i do Wielkopolski była dopracowana już przez Popławskiego. Trzeba ją było tylko wpisać w kontekst ówczesnej polityki. I z tego zadania Roman Dmowski wywiązał się znakomicie.

Polska polityka pozbawiona dziś własnej oryginalnej substancji, świeci pustką programowej propozycji. Polityka jednej partii sprowadza się tylko do reakcji na to, co podaje konkurencyjna, druga partia. Czy polska prawica bez pomocy amerykańskich neokonserwatystów jest dziś w stanie określić swą ideową tożsamość? Czy jest w stanie określić cele polityczne? Dziś mamy poważny problem z wyróżnieniem na polskiej scenie politycznej tego, co jest prawicą od tego, co nią nie jest. Dominuje u nas przekonanie, że niemal wszystko jest prawicą, tak jak za komuny wszystko było lewicą.

Przezwyciężyć wstyd

Obecny w elitach wstyd i lęk przed powrotem endeckiej polityki i endeckiego myślenia, sprawia że nasza polityka babrze się w emocjach często posuniętych ku granicom absurdu. Zatraciliśmy poczucie własnej wartości, które jeśli wraca, to zazwyczaj pełne głupoty i patosu. Celebryci-troglodyci i różne kupy wojewódzkie decydują co jest trendy, a co obciachem w polityce. Ale polityka nie jest telenowelą, wymaga namysłu, głębszych analiz. Sprowadzenie jej do pijarowskich zabiegów na jakiś czas może wystarczy. U wspominanego już Ignacego Krasickiego nawet małpa była ministrem przez jakiś czas. „Dwór był kontent kontenci poddani – z początku /Ustała wkrótce radość nie było porządku”.

O potrzebie roztropnej polityki wciąż nam ktoś przypomina. Ostatnio Tatiana Anodina, która zauważyła, że „Rosja jest wielka, a Polska jest mała”. Skąd jednak miałaby się wziąć owa roztropna polityka? Ex nihilo nihil fit – z nicości nic nie powstaje. Skoro „wyrzuciliśmy pamiątki, spalili wspomnienia by wstąpić w nowy strumień życia” – jak pisał Herbert, pozostało nam tylko gorączkowe poszukiwanie spoiwa, by sklecić własną ideową tożsamość. Ale spoiwo jest! To tradycyjna, endecka, polska prawicowość. Tylko czy starczy nam odwagi i chęci by zerwać mech z popławszczyzny?