Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Felieton Króla
Mirosław Król 2013-05-21

Św. Bernardyn ze Sieny

Kiedy w 1380 r. umierała św. Katarzyna ze Sieny w tym samym roku w pobliżu tego urokliwego miasta w Massa Marittima przyszedł na świat Bernardyn – włoski franciszkanin, reformator zakonu, wybitny kaznodzieja. 20 maja obchodzimy jego liturgiczne wspomnienie.

Były to czasy narodzin humanizmu, wspaniałej sztuki renesansowej, którą do dziś podziwiamy. Ale jednocześnie pojawiły się oznaki głębokiego kryzysu wiary: fanatyzm, zabobony, demoralizacja kleru, ignorancja religijna wiernych, niemoralność, upadek obyczajów, zepsucie, niepochamowana zmysłowość. Roiło się od herezji i heretyków. Można rzec, iż zachwiały się fundamenty chrześcijańskiego ducha, a u drzwi stanęło na powrót pogaństwo. Kościół jednak z tej ciężkiej próby wyszedł zwycięsko. Dlaczego?

Lekarstwem na wszelkie zło jest świętość. Święci są obecni w każdej epoce i nawet w czasach głębokiego kryzysu jaśnieją blaskiem swojego Mistrza, rozświetlając drogę tym, którzy kroczą w ciemności. XV wiek był tym czasem, kiedy wielu świętych opuściło mury kościoła stając się wędrownymi kaznodziejami. Zamieniali oni w świątynie rynki miejskie i place targowe. Głosili Ewangelię pośród łąk i pól, gdzie zawsze gromadzili licznych słuchaczy. Przekazywali słowo Boże z zapałem i pasją. Nawracali, spowiadali, godzili zwaśnionych, naprawiali podupadłe obyczaje. Na południowym zachodzie Europy zasłynął dominikanin Wincenty Ferreriusz, w Europie Środkowej i Wschodniej działali franciszkanie Jan Kapistran i wspomniany Bernardyn ze Sieny.

Warto zaznaczyć, że mając sześć lat Bernardyn był już sierotą. Umarli oboje jego rodzice. Wychowywany był przez wuja i pobożne ciotki. Musiał być niezwykle zdolnym chłopcem, skoro mając zaledwie 11 lat został dopuszczony do studiów prawniczych na Uniwersytecie w Sienie. Widząc wszechobecne zepsucie, wstąpił dobrowolnie do bractwa biczowników, aby modlitwą i umartwieniem pokutować za winy swych ziomków.

Początek nowego stulecia był tragiczny w skutkach dla mieszkańców bogatej i tętniącej życiem Sieny. W mieście wybuchła epidemia dżumy. Umierali nie tylko zarażeni chorobą, ale także ci, którzy spieszyli im z pomocą. Na ratunek pospieszył także Bernardyn z kilkunastoma kolegami. On również zaraził się i otarł o śmierć. Choroba jeszcze bardziej zbliżyła go do Pisma Świętego i pism Ojców Kościoła. Wybrał drogę powołania zakonnego wstępując do franciszkanów. Wkrótce po przyjęciu święceń kapłańskich został przełożonym jednego z klasztorów. Nie od razu stał się wielkim kaznodzieją. Głos miał raczej słaby i w ogóle był wątłego zdrowia. Ale z czasem rozwinął w sobie umiejętności niezbędne kaznodziejom. Trafiał do serc i przemieniał ludzkie sumienia. Jego nauki trwały kilka godzin. Już po godzinie czy dwóch słuchacze rozpraszali się, ale Bernardyn potrafił skupiać ich uwagę. Jego sposób głoszenia kazań był na owe czasy nowatorski. Kaznodzieja potrafił wczuć się w problemy słuchaczy prowadząc z nimi swoisty dialog. Ale przede wszystkim towarzyszył mu duch modlitwy i pokuty, który udzielał się słuchającym.

Bernardyn włączył się w ruch reformujący zakon franciszkański, mający za cel powrót do pierwotnej surowości Reguły św. Franciszka. Z czasem z tego ruchu wyodrębniła się nowa gałąź franciszkańska – obserwantów zwanych w Polsce bernardynami.

Współczesne czasy pod wieloma względami przypominają późne średniowiecze, w którym żył i działał św. Bernardyn ze Sieny. Głęboki kryzys wiary również dotyka dzisiejszą kulturę. Sprawcy i twórcy tego kryzysu chcieliby postawić obok Jedynego Prawdziwego Boga, jako równoprawne, różnorakie wykwity ludzkich myśli – raz śmieszne, innym razem żałosne, myśli często poplątane, wychodzące od ludzi poranionych. Ich słowa i postawy są często nagłaśniane przez media i pokazywane jako obowiązujące, tymczasem sieją one zamęt w sercach i umysłach ludzkich. Dziś nie zabija ludzi dżuma, jak w czasach Bernardyna na ulicach Sieny. Ludzie nauczyli się walczyć z tą chorobą, ale coś na kształt dżumy toczy ludzkiego ducha i z tą chorobą nie umiemy walczyć. Wydaje się jednak, że lekarstwo na „dżumę ducha” jest od wieków sprawdzone. Jest nim świętość, życie przeniknięte duchem Ewangelii. Z głębi „ciemnych wieków” jak nazywa się średniowiecze dochodzi do nas jasny głos świętych kaznodziejów wzywający nas do naprawy obyczajów, moralności, do przezwyciężania religijnej ignorancji, do życia duchem Ewangelii. Warto się na ten głos otworzyć.

Tekst został wygłoszony w ramach cyklu felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 20 maja 2013 r.