Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Felieton Króla
Mirosław Król 2013-02-20

Św. Konrad z Piacenzy

Spośród świętych wspominanych w tym tygodniu, w liturgii Kościoła, wybrałem św. Konrada z Piacenzy. Piacenza to starożytne miasto położone na północnych rubieżach dawnego państwa rzymskiego wybudowane, by chronić jego granic. To stąd pochodził anonimowy pielgrzym, który siedem wieków przed Konradem wyruszył do Ziemi Świętej i pozostawił opis swojej podróży.

Miejscem urodzenia Konrada był zamek Caledon położony na prawym brzegu Padu kilka kilometrów od Piacenzy. Szlacheckie, rycerskie pochodzenie Konrada zdeterminowało jego młodość. Cóż mógł robić młodzieniec przeznaczony do stanu rycerskiego? Zapewne zaprawiać się w rycerskim rzemiośle przez polowania, turnieje, ćwiczenia, uczty, zabawy. Wiemy, że wcześnie zmarli jego rodzice, a sam Konrad ożenił się z pobożną szlachcianką Giovanniną.

Rok 1313 okazał się przełomowy w życiu młodych gospodarzy zamku Caledon. Podczas jednego z polowań Konrad zachował się bardzo lekkomyślnie. To, co potem nastąpiło, przewróciło jego dotychczasowe życie. Chcąc wypłoszyć zwierzynę z zarośli Konrad i jego towarzysze podpalili je. Porywisty wiatr niemal natychmiast rozprzestrzenił pożar. Spłonął las, pola uprawne i zabudowania. Skala zniszczeń tak przeraziła młodego myśliwego, że postanowił ukryć się i nie przyznawać do winy. Jednak poszukiwania winowajcy trwały. Podejrzenia padły na zupełnie niewinnego mężczyznę, którego widziano w miejscu tragicznego zdarzenia. Uwięziono go, torturowano, a następnie skazano na spalenie na stosie. Gdy wiadomość ta dotarła do Konrada, ten targany przez wyrzuty sumienia, postanowił natychmiast udać się do namiestnika Piacenzy i przyznać się do winy. Jak postanowił, tak też uczynił. Trzeba było zadośćuczynić stracie. Aby pokryć zniszczenia, młodzieniec musiał sprzedać zarówno swój majątek jak i majątek żony. Niemal z dnia na dzień z człowieka zamożnego stał się Konrad biedakiem. Postanowili z żoną rozdać biednym również i to, co im pozostało z majątku i rozpocząć życie pokutnicze. Giovannina wstąpiła do klarysek w Piacenza, a Konrad do III zakonu św. Franciszka. Święty przez kilkanaście lat przebywał wśród franciszkanów w swoim rodzinnym mieście, a następnie wyruszył w pielgrzymkę po Italii, nawiedzając różne sanktuaria. Około 1340 r. pielgrzym i pokutnik dotarł na Sycylię. Tam 30 km od Syrakuz w mieście Noto u podnóża gór Iblean założył pustelnię, gdzie spędził resztę życia na modlitwie i pokucie. Raz w tygodniu święty wędrował do Syrakuz i tam prosił o jałmużnę. Dla mieszkańców Noto był świętym mężem, wokół którego Bóg czynił cuda. Na kilka dni przed swoją śmiercią przybył do Syrakuz do swojego spowiednika i poprosił o sakrament pokuty. Przyjął komunię i błagał kapłana, by za trzy dni stawił się w jego pustelni w Noto. Kiedy kapłan przybył do pustelni Konrad wyznał mu, że dziś umrze, potem padł na kolana przez krzyżem, modlił się za wszystkich swoich dobroczyńców i tak na klęczkach skonał 19 lutego 1351 r.

Postać św. Konrada z Piacenzy w szczególny sposób przemawia do nas w czasie wielkiego postu. Ten wielki pokutnik nigdy nie złorzeczył Bogu oskarżając Go o swoje nieszczęścia. Był raczej jak biblijny Hiob: „Pan dał i zabrał Pan. Niech imię Pańskie będzie błogosławione”( Job 1, 21). Stracił majątek, zyskał zbawienie. Nie wiemy jak potoczyłyby się losy Konrada rycerza. Może zyskałby szacunek, uznanie, może pomnożyłby swój majątek i stałby się wielkim panem znanym w Italii i Europie. Chyba uśmiecha się św. Konrad ze swojej niebieskiej pustelni na tak namalowaną przyszłość… I mówi do nas za św. Mateuszem: „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł” (Mt 16, 26).

Tekst został wygłoszony w ramach cyklu felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 18 lutego 2013 r.