Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Felieton Króla
Mirosław Król 2013-01-14

Św. Paweł z Teb i św. Antoni Pustelnik

Diego Velázquez, wybitny hiszpański malarz epoki baroku, pozostawił nam obraz przedstawiający dwóch najwybitniejszych mnichów pustelników epoki starożytności chrześcijańskiej: św. Pawła z Teb i św. Antoniego Pustelnika. Ich spotkanie, gdzieś na pustyni egipskiej, obrosło wieloma legendami. Na obrazie Velázqueza, choć rozmawiają i modlą się dwaj eremici, wydaje się, że jest obecny pośród nich Ten Niewidzialny, któremu oddali, poświęcili swoje życie. W tym tygodniu w liturgii Kościoła spotykają się niejako ponownie. 15 stycznia wspominamy św.  Pawła, a 17 św. Antoniego.

Jak to się mogło stać – zadajemy sobie zapewne pytanie – że tylu ludzi porzucało swój majątek, rodziny, stanowiska i wycofywało się, odchodziło daleko na pustynię? Z języka greckiego wycofanie się, odejście to: anachoresis, stąd mnisi anachoreci. Nasi pustelnicy żyli dawno, bo na przełomie III i IV wieku. Zarówno Paweł jak i Antoni pochodzili z majętnych domów, nie musieli więc troszczyć się o przyszłość. Obaj urodzili się w Egipcie, który… trudno dziś w to uwierzyć, kwitł chrześcijaństwem. Obaj dożyli ponad 100 lat. Paweł spędził na pustyni 90 lat i pewnie niewielu wiedziało o jego istnieniu. Odwiedzał go Antoni i on też pochował Pawła. Św. Paweł Pustelnik patronuje zakonowi paulinów, który obficie czerpie z symboliki pawłowej. Nieco inaczej Antoni, który żył głęboko problemami Kościoła egipskiego, przeżywał mocno jego rozdarcie herezją arianizmu. Żył na pustyni, a wokół niego zamieszkało ponoć kilka tysięcy mnichów pragnących go naśladować. Jednak podczas wizyt w Aleksandrii Antoni zaprzyjaźnił się ze św. Atanazym, tamtejszym patriarchą, który potem – wygnany przez heretyków – podczas pobytu w Europie napisał „Żywot św. Antoniego”, który przyczynił się walnie do rozwoju życia monastycznego na naszym kontynencie.

Ale jak to zwykle bywa, znaleźli się nie tylko tacy, co podziwiali i naśladowali życie mnichów anachoretów, byli też i tacy, którzy twierdzili, że początki monastycyzmu były zepsuciem czystego chrześcijaństwa, a posłannictwo Ewangelii zostało wypaczone. Zarzucano mnichom ascetom, że zbytnio ufają swoim wysiłkom, a zapominają o łasce Bożej, że w rozprawach dogmatycznych wychwalają wartości ludzkiego ciała, a w pouczeniach ascetycznych chcieliby to ciało upokorzyć i poniżyć. Dopatrywano się także wpływu herezji gnostyckich, które głosiły potrzebę wyzwolenia się z grzesznego ciała. Zauważano, że filozofia grecka także zalecała ascezę, a zalecenia te nie miały podłoża religijnego. Jak zatem należy spojrzeć na mnichów anachoretów?

Otóż św. Mateusz przypomina w 7 rozdziale swojej Ewangelii napomnienie Chrystusa „Wchodźcie przez ciasną bramę” (Mt 7, 13). Pierwsi chrześcijanie wiedzieli, że nie ma innej bramy niż „ciasna”, która wiedzie do Królestwa Bożego. Dostrzegali konieczność odrzucenia złych upodobań do świata za pomocą wstrzemięźliwości. I choć istnieją niezliczone sposoby, by się światem cieszyć, mnisi na tysiąc sposobów wyrzekają się świata. Ojcowie Kościoła zwracali także uwagę, że człowiek jest istotą duchową nie z powodu duszy, ale z powodu Ducha Świętego, który jest w nim obecny obok ciała i duszy. Wszystko, co przeszkadza uczestniczyć w Duchu Świętym dla chrześcijańskiego ascety nazywało się „ciałem”. Ciałem mogła być nazwana i dusza, jeżeli z własnej woli sprzeciwiała się woli Bożej. Dlatego celem umartwień pustynnych ascetów, ich modlitw i medytacji nad Słowem Bożym było wyzbycie się własnej woli, a życie zgodne z wolą Bożą. Co ciekawe anachoreci potrafili wykorzystać to, co nazywamy ogólnoludzkim doświadczeniem, co było dostępne np. myśli greckiej.

Dziś trudno mówić o pustyni pełnej Boga, kiedy żyjemy w miastach, gdzie dla Boga nie ma miejsca. Trudno mówić o tych, którzy porzucali swe domy i zamieszkiwali w jaskiniach, pośród palm i dzikich zwierząt, by zatopić się w słowie Bożym. Za to odczuwamy ogromną potrzebę, by Bóg powrócił do serc naszych miast, jak niegdyś wjeżdżał do Jerozolimy „na osiołku”. Być może krótkie zamyślenie nad życiem pierwszych pustelników świętych Pawła i Antoniego przybliży nas do tego oczekiwanego powrotu.

Tekst został wygłoszony w ramach cyklu felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 14 stycznia 2013 r.