Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Felieton Króla
Mirosław Król 2012-11-14

Św. Teresa z Avila

Człowiek pragnie siebie zrozumieć do końca. To pragnienie wyraża się niekiedy w pytaniu: Co czynić by osiągnąć życie wieczne? Jak u owego młodzieńca z Ewangelii św. Marka, o którym słyszeliśmy wczoraj (14 października) w Ewangelii. Ale nie da się człowieka do końca zrozumieć bez Chrystusa. Tę prawdę przypominał bł. Jan Paweł II. Nie da się człowieka do końca zrozumieć bez zawierzenia do końca Słowu Chrystusa. W Roku Wiary ogłoszonym przez Benedykta XVI budujmy własną wiarę również poprzez przykład świętych.

Św. Teresa z Avila, zwana też Teresą Wielką, która patronuje dniowi dzisiejszemu (15 października) tak rozsłuchiwała i rozczytywała się w żywotach świętych, że już jako kilkuletnie dziecko zapragnęła udać się do Afryki, ażeby z rąk muzułmańskich Maurów ponieść śmierć męczeńską. Dziecięca wiara, która wywołuje uśmiech dorosłych, bywała przywoływana przez Chrystusa jako warunek osiągnięcia Królestwa Bożego, jak czytamy w XVIII rozdziale Ewangelii św. Mateusza. Zaś Adam Mickiewicz ubrał to w strofy poezji: „Między dzieci boże próżno ten wniść pragnie, kto się u progu tak mocno jak dziecię nie nagnie.”

Wracając do Teresy to pragnienie misji i męczeństwa zamieniła na pustelniczy kącik w ogrodzie, gdzie naśladowała dawnych pokutników. To dziewczę stało się wkrótce wielką mistyczką, reformatorką zakonu karmelitańskiego, wielką pisarką religijną, która ogłoszona została doktorem Kościoła. Jaka była jej wiara? – bo pod tym kontem chciałbym spojrzeć na Teresę z Avila. Otóż było w jej życiu wiele wydarzeń, po których mogła odejść od Jezusa zasmucona. Pierwszym była niewątpliwie śmierć matki, Teresa miała wtedy 12 lat. Co zrobiła? Oddajmy jej głos: „Rozumiejąc wielkość straty, udałam się w swoim utrapieniu przed obraz Matki Bożej i, rzewnie płacząc, błagałam ją aby mi była Matką. Prośba ta, choć z dziecinną prostotą uczyniona, nie była – zdaje mi się daremna – bo ile razy w potrzebie polecałam się tej wszechwładnej Pani, zawsze w sposób widoczny doznawałam jej pomocy.” Zachowała dziecięcą ufność i dziecięcą wiarę.

Mając 21 lat wstąpiła do karmelitanek. Obraz wewnętrzny klasztoru był daleki od wyobrażeń Teresy. Panowało w nim rozluźnienie, siostry prowadziły życie na wzór wielkich pań, bawiły się luźnymi rozmowami, przyjmowały wizyty. U Teresy zrodziła się myśl reformy, ale wątłe zdrowie stanęło jej na przeszkodzie. W chorobie była bliska śmierci. Doznała cudownego uzdrowienia za przyczyną św. Józefa, a choroba pogłębiła w niej życie wewnętrzne. Któregoś dnia, modląc się przed obrazem Chrystusa ubiczowanego, przeżywa święta szczyt swoich doświadczeń mistycznych, które zresztą potem tak pięknie opisała. Zrozumiała, że jej celem jest nie tylko jej własne uświęcenie, ale także uświęcenie jej współsióstr. Wstrząsa nią do głębi troska o ratowanie grzeszników i zbawienie dusz. Spotyka na swej drodze mężów opatrznościowych, świętych: Franciszka Borgiasza, Piotra z Alkantary, Jana od Krzyża. Szczególnie z tym ostatnim łączyć ją będzie wyjątkowa więź. Reforma Karmelu nie była czymś łatwym i przyjemnym. Wszak diabeł nie spał. Trzeba było pokonać wiele przeciwności, stoczyć boje z władzą świecką i kościelną, z siostrami, które nie chciały poddać się reformie, trzeba było przyjąć oskarżenia m.in. o herezje, stoczyć bój ze świętą inkwizycją, można było… zachwiać się w wierze, ale nie w wypadku Teresy. Trzeba dodać i to, że święta doświadczona była wieloma dolegliwościami ciała, cierpieniami, chorobami, osłabieniem, gorączką, a także wieloma cierpieniami duchowymi. Kiedy zrozumiemy, że w tym stanie ciała i ducha dokonywała rzeczy wielkich, tj. reformy karmelu, która wymagała wielu działań organizacyjnych, jak również przedsięwzięć pisarskich, to jasnym stanie się dla nas, że Bóg spojrzał na Teresę z miłością, a ona nie odeszła zasmucona.

Ta hiszpańska święta żyjąca w latach 1515-1582 jest przykładem wielkiej wiary, wiary dziecięcej, do której nawoływał Chrystus. Jednocześnie wiary jakże dojrzałej, pokonującej przeciwności, cierpienia; wiary, która nie waha się porzucić wszystkiego, by pójść za swoim boskim Mistrzem. Takiej wiary uczmy się od Teresy z Avila.

Tekst został wygłoszony w ramach cyklu felietonów „Spróbuj pomyśleć” w Radiu Maryja 15 października 2012 r.