Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Dorzeczna mowa
Alina Brzózka 2012-04-01

Antyklerykalizm po polsku

Ostatnimi czasy za sprawą Ruchu Palikota antyklerykalizm ideologiczny (bo prowincjonalny w wydaniu ludowym – polegający na zaglądaniu do portfela proboszcza – zawsze się dobrze u nas miał) wkroczył z dużym impetem na scenę polityczną. Poprzeczkę palikotyści zawiesili wysoko, więc różne środowiska chcą w tych zawodach wziąć udział. Tabu jest raz po raz przekraczane. Ludzie, którzy odcinają się od chrześcijańskiej tradycji i tożsamości Polaków, odrzucają kulturotwórczą rolę katolicyzmu w naszej historii i uważają się za forpocztę wolnomyślicielstwa – zdumiewają mnie swoją językową niekonsekwencją.

Zawsze wydawało mi się, że aby czyjeś poglądy mogły być brane na poważnie, musi je cechować choćby elementarna spójność, a okazuje się w praktyce, że nie jest to warunek łatwy do spełniania. Nawet jeśli rozpatrywać go tylko w odniesieniu do zachowań językowych.

Jak zrozumieć R. Kalisza, który na wspólnej konferencji prasowej z R. Biedroniem dotyczącej legalizacji związków partnerskich mówi, że: „dałby Bóg” czy „daj Boże” [aby to przedsięwzięcie się udało]. Ironia, prowokacja czy schizofrenia ideowa?

Dużo bardziej szokujące jest stwierdzenie Marii Czubaszek, która „dziękuje Bogu za aborcje”.

Oczywiście są to zleksykalizowanane, okrzepłe w języku sformułowania i wiele osób używa ich bezwiednie, ale – na Boga! – to nie są neutralne stwierdzenia. Jeśli ktoś przywołuje Boże imię w kontekście agresywnej walki z religią i moralnością chrześcijańską, to albo jest nieświadomy, że wyrasta z kultury przenikniętej Ewangelią i demonstruje bezwiednie, że nie da się zwalczyć jej przejawów nawet we własnym sposobie wypowiadania się; albo jest to skrajny cynizm i kpina.

O tym jak trudno, będąc Polakiem, odciąć się od chrześcijańskiej wizji rzeczywistości, mogliśmy się przekonać, śledząc uroczystości pogrzebowe niedawno zmarłej Noblistki. Życzeniem Wisławy Szymborskiej było, by pogrzeb miał charakter świecki. (Fakt, że organizatorem pochówku było Krakowskie Biuro Festiwalowe budzi we mnie pewne zmieszanie). Skąd zatem w mowie pogrzebowej jej sekretarza słowa: „Zakładała pani, że w wersji pesymistycznej będzie pani siedzieć gdzieś przy stoliczku i pisać dedykację. A w wersji optymistycznej, w niebie jest podobno pani ulubiona Ella Fitzgerald, więc pewnie słucha jej pani teraz, paląc papierosa i pijąc kawę”. Jest zatem ta wieczna szczęśliwość, czy jej nie ma? Odrzucamy nadzieję na niebo, czy wierzymy, że jest?

W arcykomicznym wywiadzie R. Mazurka („Plus Minus” z 10-11.09.2011) z niedoszłym posłem do Sejmu z ramienia SLD niejakim Ł. Naczasem ten wojujący antyklerykał – chcący wyrzucać kaplice nawet ze szpitali i nazywający beatyfikację Jana Pawła II „imprezą” – mówi z oburzeniem, że za zawarcie związku małżeńskiego musiał zapłacić pięćset złotych proboszczowi. Na logiczne pytanie Mazurka, kto mu kazał brać ślub kościelny, odpowiedział całkiem serio: „zrobiłem to dla babci”.

Czy to nie jest oczywista groteska?! Czy to na poważnie, panie i panowie? Czy to tylko taka wersja dla mediów?