Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Archiwum
dr hab. Piotr S. Mazur 2010-08-05

Klasyczna koncepcja wychowania w epoce konsumpcji

Żyjemy w czasach, w których nieustannie rośnie skala konsumpcji różnorodnych dóbr przez człowieka, a wraz z tym rośnie znaczenie konsumpcji dla życia ludzkiego w ogóle. W naszych czasach przestała ona pełnić rolę fundamentu i środka biologicznego trwania człowieka, a stała się jego zasadniczym celem i zasadą formującą relacje międzyludzkie. O ile więc kultura konsumpcjonizmu nie jest w dziejach ludzkości niczym nowym, o tyle niepokój budzi skala tego zjawiska, które pomimo ogromnych obszarów nędzy we współczesnym świecie, jest udziałem znacznej części ludzkości. Nadmierna konsumpcja niesie ze sobą wiele negatywnych skutków dla życia społeczeństw, jakimi są m.in.: masowe migracje, wojny czy zniszczenie środowiska naturalnego. Jednakże największe wyzwanie niesie ona dla samego człowieka, który wśród różnych towarów oferowanych do konsumpcji coraz częściej umieszcza siebie, gwałcąc tym samym swoją godność osobową. Ten stan jest wyzwaniem dla myśli klasycznej i klasycznej koncepcji wychowania, która podkreśla transcendencję osoby ludzkiej nad światem biologiczno-społecznym i wskazuje mu jako jedyny adekwatny cel istnienia i działania dobro przekraczające to wszystko, co napotyka on w przygodnym świecie.

Epoka konsumpcji

Istnienie człowieka, podobnie jak innych organizmów żywych, związane jest z konsumpcją rozumianą jako nieustanne przyswajanie i dezorganizacja materii. To, co dzieje się w wyniku tego procesu dobrze oddaje etymologia łacińskiego słowa consumptio, oznaczającego spożywanie, ale i niszczenie. Sam zaś termin consumo oznacza używanie i zużywanie, jak również strawienie, przehulanie, przetrwonienie i niszczenie. Już pobieżna analiza terminologiczna wskazuje, że naturalnym skutkiem konsumpcji jest nieodwracalna destrukcja tego, co jest spożywane, oraz że konsumpcja może być nie tylko używaniem, ale i nadużywaniem, prowadzącym do nieuzasadnionego trwonienia różnego rodzaju dóbr. Jest przy tym oczywiste, że używanie i zużywanie przez człowieka różnego rodzaju dóbr nie sprowadza się wyłącznie do tego, co służy bezpośredniemu zaspokojeniu potrzeb, lecz ogrania wszystko, co człowiek przetwarza z zamiarem wykorzystania do zapewnienia sobie najlepszych warunków do życia. W tym znaczeniu konsumpcja obejmuje znacznie szerszy zakres niż to, co bezpośrednio służy spożywaniu.

Człowiek jest więc ze swojej natury bytem, w którego istnienie wpisana jest konsumpcja. Jeśli zatem nasze czasy nazywane są „epoką konsumpcji”, to nie dlatego, że reprezentujemy sobą jakiś inny typ człowieka, lecz dlatego, że konsumpcja zdominowała w nich inne sfery życia ludzkiego, kształtując odmienny niż w przeszłości wzorzec postaw i zachowań. Konsumpcja w coraz bardziej widoczny sposób dominuje dziś nad innymi sferami życia człowieka – nauką, moralnością, twórczością a nawet religią. W rezultacie nie tylko wytwory materialne, ale i duchowe – w postaci prawdy, dobra, piękna czy świętości – traktowane są coraz częściej na sposób konsumpcyjny. W podobny sposób traktowane jest również samo życie człowieka[1]. A ponieważ żyjemy w świecie globalnym, to tendencje te dominują w całym świecie, co widać na przykładzie kultury masowej. Ta ostatnia, funkcjonująca ponad lokalnymi kulturami tworzonymi przez wieki przez poszczególne nacje, forsowana jest przez masowe media, nakierowana na niewyrobionego (masowego) odbiorcę, zogniskowana na informacji i rozrywce oraz podporządkowana prawom komercji. Jednak najistotniejszą cechą tej kultury jest idea nieograniczonej konsumpcji, która – jak się niekiedy wskazuje – opiera się na stanie permanentnego niezaspokojenia odbiorcy.

Syndrom człowieka konsumpcji

Postmodernistyczny socjolog Z. Bauman wskazuje, że dla epoki konsumpcji charakterystyczne są m.in.: odrzucenie idei pracy i wyrzeczenia, nastawienie na szybkie zdobywanie dóbr oraz zanik doskonalenia przedmiotów (także siebie) na rzecz doskonałości rozumianej jako pomnażanie i konsumowanie dóbr. Jednakże istotą tego, co nazywa „syndromem konsumpcyjnym” są: prędkość, brak umiaru i marnotrawstwo[2]. W rezultacie cała społeczność, której jednostka jest częścią, uformowana jest na sposób konsumpcyjny. Oznacza to nie tylko nastawienie społeczności na zdobywanie coraz większej ilości dóbr i ich konsumowanie, lecz również uformowanie przez tę społeczność opartych na konsumpcji zasad stanowiących podstawę oceny i gradacji człowieka[3]. W rezultacie system konsumpcji określa relacje i więzi międzyludzkie oraz kreuje style życia. Prowadzi to do tego, że wszystkie trwałe instytucje i zasady życia człowieka (jak również on sam) traktowane są jako towar przeznaczony do sprzedaży i konsumpcji. Tak podchodzi się np. do małżeństwa czy dzieci. Mentalność takiej społeczności dobrze oddają słowa popularnej piosenki K. Klich Lepszy model:

„Nie mam do Ciebie cierpliwości/ To pewne że już nie będę mieć/ Minął termin twojej przydatności/ Gwarancja nie obejmuje Cię/ Nie pozostawiasz mi wyboru/ Na lepszy model zmienię Cię/ Nie potrzebuję w domu złomu/ Dłużej nie/ Nie mam do Ciebie zaufania/ To pewne że już nie będę mieć/ Dosyć mam tego naprawiania/ Gdy co chwilę się psuje inna część/ Jesteś zupełnie do niczego/ A na dodatek powiem że/ Pożytku z Ciebie tu żadnego/ Nie ma nie/

Ref. Znów się zepsułeś/ I wiem co zrobię/ Zamienię Ciebie/ Na lepszy model”.

Rynek jako promotor konsumpcjonizmu

Szerzeniem konsumpcyjnej mentalności zajmuje się nie tylko kultura masowa. Jej źródłem jest też rynek, który na skutek rewolucji technicznej i masowej produkcji, charakteryzuje się nadpodażą dóbr. Przy czym są to dobra szczególnego rodzaju, bo zuniformizowane (co proponował już H. Ford oferując klientom każdy kolor samochodu swojej produkcji pod warunkiem, że wybiorą oni kolor czarny), zwiększające potrzeby zamiast zaspokajania pragnień i szybko przeterminowujące się oraz w większości nadające się wyłącznie do jednorazowego użycia.

Idealnym odbiorcą tych jednorazowych towarów jest człowiek młody, w którym nadzwyczaj łatwo rozbudzać różnego rodzaju potrzeby, który łatwo poddaje się presji otoczenia, gdy idzie o posiadanie różnych dóbr, dąży do szybkiego ich zdobycia, a z racji wieku raz „odpowiednio” uformowany może oddawać się konsumpcji przez całe życie. Jako taki jest więc idealnym celem dla specjalistów od marketingu i łatwo staje się wieloletnim klientem. A jaki jest ten marketing w epoce konsumpcji dobrze oddają słowa jednego ze specjalistów: „Miliony konsumentów stały się osaczoną zewsząd zwierzyną. Las atrakcji, w którym znajdowaliśmy rozmaitość okazów cieszących nasz wzrok, przemienił się w gęstwinę. Droga, którą szliśmy, gdzieś się zatarła. Śpiew ptaków zastąpiły sygnały trąbek myśliwskich, a naganiacze już ruszyli ławą, by wystawić nas – zwierzynę – na łatwy cel”[4].

Jeśli dla specjalistów od marketingu przeciętny konsument jest tylko łowną zwierzyną, którą wcześniej czy później w taki czy inny sposób można upolować, to dzieci i młodzież trzeba uznawać za klientów szczególnie bezbronnych i naiwnych. Ale to naiwność, za którą trzeba zwykle płacić wysoką cenę. Rynek bowiem nie tylko kreuje potrzeby, ale i style życia, wyznaczając tym samym należące do światopoglądu człowieka zasady. Tak więc to, co jest wyrazem i formą światopoglądu w sferze rynkowej również staje się towarem: „Alternatywne style życia, produkty non logo, podarte, «używane» ubrania albo ubrania stylizowane na mundury (…), poradniki i treningi wzmocnienia asertywności i nabywania odporności na wyrafinowane techniki uwodzenia pojawiają się jako wzbogacona oferta rynku, który usiłuje zaspokoić kolejne pragnienie, a mianowicie uniknięcia przypisywanej mu opresji”[5].

Wizja człowieka wpisana w postawę konsumpcyjną

Kultura masowa, konsumpcyjna nie jest neutralna. Forsuje bowiem określoną wizję człowieka, której konsument najczęściej bezrefleksyjnie się poddaje. Dlaczego? Bo jak słusznie stwierdza B.R. Barber: „Konsumpcja nie wymaga od nas pracy nad sobą, bierze nas takimi, jacy jesteśmy, im bardziej chciwi i zachłanni, tym lepiej”[6].

W kulturze masowej życie człowieka jest ograniczone do zakresu doczesności. Nie ma w nim nic wzniosłego, jest banalne i puste. Jako towar ma ono sens tak długo, aż się nie przeterminuje. Terminem przydatności do spożycia nie jest już nawet nie śmierć, lecz przyjemność. Jeśli więc życie człowieka nie dostarcza przyjemności, niezależnie od wieku, nie ma sensu. Stąd już krok w kierunku aborcji czy eutanazji. W kulturze tej prawda, dobro, piękno czy świętość nie mają znaczenia. Życie człowieka nakierowane jest na komfort i przyjemność, a nie na trud i wyrzeczenie (dlatego idea konsumpcjonizmu jest tak intratna dla ludzi młodych, którzy chcą zbierać od razu, zanim cokolwiek zasiali). Człowieka konsumpcji charakteryzuje więc wyrzeczenie się etyki zamiast klasycznej etyki „wyrzeczenia”. Wolność, jaką kreuje rynek, jest wąska i jednowymiarowa. Sprowadza się w zasadzie do bezrozumnego wyboru produktu określonej marki. Rządzi nią przekonanie, że „człowiek jest tym, co konsumuje”, które jest odmianą marksistowskiej zasady stwierdzającej, że „byt określa (czytaj: determinuje) świadomość”. W rezultacie forsowanej przez rynek postawy konsumpcji dokonuje się animalizacji człowieka, prymitywizując jego potrzeby i banalizując jego życie, które miałoby się sprowadzać wyłącznie do przejadania świata i spalania w tym procesie całego swojego człowieczeństwa. Celnie ten aspekt życia ludzkiego ujmuje Jan Paweł II: „Jedynym celem, który się bierze pod uwagę, jest własny dobrobyt materialny. Tak zwana «jakość życia» jest interpretowana najczęściej lub wyłącznie w kategoriach wydajności ekonomicznej, nieuporządkowanego konsumpcjonizmu, atrakcji i przyjemności czerpanych z życia fizycznego, natomiast zapomina się o głębszych – relacyjnych, duchowych i religijnych – wymiarach egzystencji”[7].

Oddziaływanie tak uformowanej kultury jest niezwykle groźne bo prowadzi do dehumanizacji życia ludzkiego poprzez redukcję osoby do sfery rzeczy, co jest jednym z istotnych znamion „cywilizacji śmierci”.

Konsumpcjonizm jako wyzwanie dla klasycznej wizji człowieka

Wskazane wyżej niektóre rysy nasączonej konsumpcjonizmem kultury masowej stanowią istotne wyzwanie zarówno dla indywidualnego, jak i społecznego życia człowieka, który ulegając ich presji może zagubić właściwy sens istnienia. Dotyczy to zwłaszcza dzieci i młodzieży, a więc osób, które z racji wieku poszukują tego sensu i dla niego weryfikują różne style życia. Sytuacja ta stanowi istotne wyzwanie dla etyki klasycznej, która skupia się na wychowaniu człowieka, wychodząc z założenia, że jest on bytem osobowym – niepowtarzalnym indywiduum, obdarzonym rozumem i wolą, dzięki którym może sam kierować swoim życiem. W życie to wpisany jest cel przekraczający to wszystko, co zastaje on w przygodnym świecie, a do którego zdąża aktualizując swoje potencjalności w relacjach społecznych, zachodzących między nim samym, a innymi osobami. Konsumpcja zaś stanowi jeden z ważnych elementów jego bytowania, gdyż człowiek – jak go definiuje myśl klasyczna – jest zwierzęciem rozumnym, więc jako zwierzę musi konsumować, aby żyć. Jednakże zredukowanie całego życia człowieka do konsumpcji, w wymiarze teoretycznym jest wyraźnym przejawem niezrozumienia natury bytu ludzkiego, a w praktyce jest przejawem nieładu moralnego.

Myśl klasyczna nie zna innego sposobu sprostania takim wyzwaniom jak konsumpcjonizm, niż przez wykazywanie błędu redukcjonizmu w takim rozumieniu człowieka oraz propozycji realistycznej interpretacji faktu ludzkiego.

Konsumpcjonizm jako wyzwanie dla klasycznej etyki

W kulturę masową wpisana jest etyka przyjemności – hedonizm. Realizacji hedonistycznego ideału podporządkowane zostają wszystkie sfery życia, także akty poznawcze i decyzyjne, które stanowią o człowieczeństwie człowieka. Tymczasem z faktu, że nie jest możliwe nieograniczone doznawanie przyjemności zdawano sobie sprawę już w starożytności. Epikur, jeden z ojców hedonizmu, wyraźnie rozróżniał dwa ich rodzaje. Za przyjemności najwyższego rzędu uznawał te, które płyną z samego braku bólu i nie wymagają żadnych bodźców zewnętrznych[8]. Za zdecydowanie niższe i bardziej krótkotrwałe uznawał zaś te, które opierają się na zewnętrznych podnietach, a których w nadmiarze dostarcza dziś rynek. Podejście hedonistyczne można by ignorować, gdyby nie zgubny wpływ kultury konsumpcji na człowieka, godzącej w jego życie osobowe. Trzeba pamiętać, że wyzwanie, z jakim musi się zmierzyć konsekwentny hedonizm, dostrzegał już Epikur. Jest nim zakwestionowanie możliwości istnienia człowieka po śmierci, istnienia lub interwencji bogów (Boga) w jego życie i poddanie w wątpliwość oddziaływania cierpienia, którego rzekomo łatwo można uniknąć.

Ogólnie można wskazać trzy postawy wobec przyjemności. Pierwszą jest wskazany tu hedonizm, który opowiada się za dążeniem do przyjemności jako jedynego i ostatecznego szczęścia możliwego do osiągnięcia przez człowieka niezależnie od tego, co jest jego źródłem. Model ten zawęża znaczenie osobowego wymiaru życia człowieka, choćby z tej racji, że – jak uczą psychologowie – im niższe potrzeby, tym są silniejsze. Odpowiedzią na braki w doktrynie hedonizmu mógłby być stoicyzm, który nakazywał nie tyle poddawanie się uczuciom, co ich wyzbycie się zwane apatią[9]. Niedostatki tej koncepcji dobrze ukazuje J. Kochanowski w swoich Trenach, obnażając nierealność postawy wyzbytego uczuć mędrca w obliczu śmierci osoby bliskiej. Są uczucia, których po prostu nie da się wziąć w nawias, stanąć obok nich. Dlatego za najbardziej wyważoną od strony teoretycznej i istotną dla wychowania wydaje się koncepcja klasyczna, wywodząca się od Arystotelesa a rozwinięta przez myślicieli chrześcijańskich. Wskazuje ona na potrzebę nie tyle poddania się uczuciom czy ich wyrzeczenia się, co raczej na potrzebę ich „sublimacji” (wydoskonalenia) będącą pochodną ich odpowiedniego wychowania[10]. W życiu ludzkim bowiem przyjemność wcale nie musi być tożsama z dobrem, a przykrość ze złem.

Odpowiedź pedagogiki klasycznej na konsumpcjonizm

Posługiwanie się marketingiem w zbywaniu dóbr, w które rynek obfituje, wydaje się konieczne. Natomiast człowiek jako byt osobowy, niezależnie od okoliczności, sam powinien być zdolny do opanowania uczuć rządzących jego naturalnymi potrzebami. Ponieważ uczucia te nie podlegają instynktowi, jak ma to miejsce w przypadku zwierząt, człowiek powinien je opanować poprzez przyporządkowanie ich do rozumu i woli. Mowa jest o „przyporządkowaniu”, a nie „podporządkowaniu”, bo uczucia jako wywodzące się z organizmu człowieka rządzą się swoim prawami. Trzeba więc ich odpowiedniego ukierunkowania w działaniu, które można osiągnąć poprzez wychowanie. Wychowanie to polega na wyrobieniu trwałej dyspozycji woli do kierowania uczuciami w postaci umiarkowania.

Sfera życia uczuciowego człowieka jest rozległa. Składa się na nią pożądliwość rozumiana jako ruch ku przedmiotowi oraz gniewliwość, która budzi się pod wpływem zła stojącego na drodze do osiągnięcia dobra. Uczucia pożądliwości mogą być różne: miłość lub nienawiść (zawsze wtórna do miłości), pragnienie lub wstręt oraz radość lub smutek związane z dobrami, które są łatwe do uzyskania lub jako złe – łatwe do uniknięcia. Uczucia te rodzą się w człowieku pod wpływem upodobania (miłości) do właściwych im dóbr na tle tzw. skłonności naturalnych (inklinacji). W człowieku zaś są trzy zasadnicze inklinacje: do zachowania życia, do przekazywania życia i do rozwoju osobowego. Dwie pierwsze inklinacje są źródłem najsilniejszych uczuć człowieka. Pierwsza objawia się w postaci pragnienia i głodu, które zaspokajają odpowiednio picie i odżywianie. Umiarkowanie jako cnota służy tu opanowaniu nieograniczonego zaspokajania tych potrzeb poprzez poddanie ich panowaniu woli stosownie do miary wyznaczonej przez rozum rozpoznający okoliczności, dyspozycje i zdrowie człowieka[11]. Umiarkowanie, jak sama nazwa wskazuje, pozwala więc znaleźć właściwą miarę w zaspokajaniu pragnienia i głodu dla konkretnego człowieka, jemu tylko właściwy środek pomiędzy niedomiarem (w przypadku odżywiania – głodzeniem się) a nadmiarem (obżarstwem). Warto tu zauważyć, że w kulturze konsumpcji nadmiar sąsiaduje z niedomiarem, co widoczne jest w jednoczesnym zachęcaniu do diety i odchudzania oraz konsumpcji żywności. Apeluje się więc do wszystkiego za wyjątkiem złotego środka – umiarkowania. Efektem jest dziś albo anoreksja, albo otyłość.

Inklinacja do przekazywania życia przejawia się z kolei w postaci popędu seksualnego. Jest on tak silny, że nieopanowany sam może zapanować nad rozumem i wolą. A człowiek osiąga dojrzałość płciową w czasie, gdy jest dopiero na drodze do osiągania dojrzałości osobowej. Stąd inklinacji tej w okresie dojrzewania towarzyszą ogromne napięcia. „Późniejsze napięcia nigdy nie będą tak głębokie i nigdy takiego potencjału nie będą zawierały. Siła popędu seksualnego, który zbyt wcześnie zostanie uwolniony, wszystko może zburzyć – stępić wrażliwość i zmienić ją na ordynarność, chłonny intelekt zawęzić do funkcji czysto użytkowych, wielką przyjemność zamienić na smutek i apatię (…)”[12]. Jak w tym kontekście rozumieć propozycję przedszkolnej edukacji seksualnej, wszechobecną w kulturze masowej reklamę posługującą się podtekstem seksualnym i pornografię wyniszczającą osobowość młodego człowieka?

W rezultat działania popędu seksualnego wpisane jest zaistnienie drugiej osoby. Stąd tak ważne jest poddanie go kierownictwu ze strony rozumu i woli. Tu etyka klasyczna wskazuje na małżeństwo jako przestrzeń właściwego dla małżonków i odpowiedzialnego względem możliwości poczęcia dziecka ukierunkowaniu tego popędu.

Zakończenie

Podjęte tu rozważania nie miały na celu prezentacji całej klasycznej koncepcji wychowania w odniesieniu do opanowania uczuć. Chodziło raczej o zarysowanie trudności, jakie rodzą się w człowieku pod wpływem kultury masowej zorientowanej na konsumpcjonizm i na aktualność odpowiedzi na nie ze strony klasycznej koncepcji wychowania. Ta ostatnia opiera się na dwóch zasadniczych filarach. Jednym jest uznanie osobowego sposobu bytowania człowieka wynoszącego go ponad inne byty, a drugim – dostrzeżenie jego spotencjalizowania, które domaga się aktualizacji przez urobienie odpowiednich dyspozycji podmiotowych (cnót) pozwalających działać mu stosowanie do jego wyjątkowego statusu bytowego, czyli po ludzku. Sam proces aktualizacji potencjalności osobowych człowieka, a więc wychowanie, dokonuje się w konkretnych warunkach kulturowo-cywilizacyjnych i dlatego nie jest od nich niezależny. Tymczasem sytuacja wyjściowa jest bardzo trudna, bo młody człowiek zanim zrozumie konsumpcyjny mechanizm rządzący kulturą masową już jest jego częścią. Stąd prawdziwym zadaniem klasycznej koncepcji wychowania jest pomoc człowiekowi w wybiciu się na duchową niepodległość, która polega na autonomii osoby wobec tego wszystkiego, co sprzeciwia się jego rzeczywistemu dobru osobowemu. W tym aspekcie umiarkowanie w konsumpcji winno więc łączyć się z dążeniem do urabiania innych cnót intelektualnych i moralnych i stałym dążeniem człowieka do osiągnięcia prawdy w poznaniu, dobra w działaniu, piękna w sztuce i świętości w religii.

Artykuł ukazał się drukiem w „Zeszytach Społecznych KIK” 2008.

[1] „Purytanie uważali, że bezczynnie spędzony dzień nie tylko nie przynosi zysków, ale jest «wyrzucaniem pieniędzy przez okno». Dzisiaj, w etosie «nowej klasy średniej» afirmacja tego życia wymaga, aby było ono najlepszej «jakości». Odkładanie życia na potem jest już marnowaniem życia niedającym się w żaden sposób uzasadnić i (…) usprawiedliwić”. M. Jacyno, Kultura indywidualizmu, Warszawa 2007, s. 56.

[2] Zob. Z. Bauman, Płynne życie, tłum. T. Kunz, Kraków 2007, s. 132.

[3] „To społeczeństwo, które (by posłużyć się starym pojęciem spopularyzowanym przez Althaussera) «interpoluje» swoich członków przede wszystkim, a może nawet wyłącznie jako konsumentów; społeczeństwo, które ocenia i osądza swoich członków głównie na podstawie ich kompetencji i zachowań konsumpcyjnych [podkreślenie dodane – P.S.M]”. Z. Bauman, dz. cyt., s. 130.

[4] A. Kondej, Polowanie na klienta, Białystok 2003, s. 10.

[5] M. Jacyno, dz. cyt., s. 69.

[6] B. R. Barber. Dżihad kontra McŚwiat, tłum. H. Jankowska, Warszawa 2005, s. 180.

[7] Jan Paweł II, Evangelium vitae, nr 23.

[8] Zob. G. Reale, Historia filozofii starożytnej, t. 3, tłum. E. I. Zieliński, Lublin 1999, s. 249-255.

[9] Tamże, s. 432.

[10] „Gdy chodzi o uczucia człowieka, to ich sublimowanie w sensie najogólniejszym będzie polegało nie na przeniesieniu ich na jakiś bytowo wyższy poziom w ich strukturze; uczucia bowiem zawsze będą sobą, to znaczy elementem pożądawczym związanym z przemianami organicznymi. Sublimacja może dotyczyć najwyżej ich funkcji (a nie struktur bytowych), o ile mianowicie działanie uczuć będzie konnaturalne dla natury wyższej, to znaczy rozumnej”. M.A. Krąpiec, Psychologia racjonalna, Lublin 1996, s. 125.

[11] Zob. P. Jaroszyński, Etyka. Dramat życia moralnego, Warszawa 1999, s. 65.

[12] Tamże, s. 66.