Strona główna
Od redakcji
Galeria foto
Narodowy Dzień Życia 2015

Galeria foto
Multimedia
Konkurs
pro-life
Newsletter
Wydarzenia
Książka Realitas
Realna Polska
Realny świat
Felieton Króla
Światoogląd
Dorzeczna mowa
Święci w dziejach
Kontakt
Archiwum
Mecenasi
RSS
Realitas.pl na Facebooku®

Archiwum
dr hab. Piotr S. Mazur 2010-06-23

Suwerenność państwa narodowego w świecie globalnym

1. Żyjemy w świecie, który zgodnie z tezą M. McLuhana coraz bardziej przypomina globalną wioskę. Świat ten charakteryzuje m.in. zacieśnianie więzi politycznych, gospodarczych i kulturalnych, szybki przepływ informacji i kapitału, przechodzenie – jak się niekiedy wskazuje – ze wspólnot pamięci do wspólnot z wyboru. Istotnym znamieniem globalizacji i zacieśniania więzi jest istnienie złożonego systemu relacji między różnymi częściami świata i różnymi sferami życia człowieka, przez co destabilizacja jednego elementu powoduje destabilizacje innych, a w następstwie tego zachwianie całym systemem. Wielki kryzys z końca lat 20. XX wieku był tylko zapowiedzią tego, co mogłoby się zdarzyć, gdyby jakiś poważniejszy element obecnej układanki uległ szybkiemu tąpnięciu. Doskonale pokazują to obejmujące cały świat konsekwencje ostatniego kryzysu ekonomicznego w Stanach Zjednoczonych, które szybko dały się odczuć w całym świecie i jeszcze nie wiadomo, jakie ostatecznie pociągnie to za sobą skutki. A przecież obok ekonomii są też polityka czy bezpieczeństwo. Rodzi się więc pytanie: jak globalizacja i tendencje do tworzenia ponadnarodowych centrów władzy przy już istniejących ponadnarodowych powiązaniach gospodarczo-finansowych może wpłynąć na istnienie i sposób działania tradycyjnych państw narodowych?

Na tle globalizacji jako konsekwencji rewolucji przemysłowo-technologicznej istnieje tendencja do szerzenia ideologii globalizmu, która proces zacieśniania więzi międzynarodowych w określonych sferach życia, podporządkowuje zamysłowi ścisłej integracji w sferach pozostałych w celu zbudowania jednej struktury politycznej z trudnymi do przewidzenia skutkami dla dotychczasowych, państw, kultur i narodów[1]. Wyprowadzenie z integracji rynkowo-ekonomicznej pomysłu powołania struktury o charakterze politycznym, wyposażonej w środki do sprawowania władzy politycznej na całym globie, ale również mającej wpływ na kulturę, moralność czy religię jest bez wątpienia rezultatem ideologii. A znamieniem każdej ideologii jest jej praktyczne ukierunkowanie, a więc nastawienie na ukształtowanie świata stosownie do zawartej w niej doktryny niezależnie od jej zborności z rzeczywistością. Zaczątki działań idących w kierunku powołania władzy o charakterze globalnym możemy zaobserwować już dziś. Przejawia się to w liczebnym rozroście organizacji o charakterze międzynarodowym, coraz większej ilości międzynarodowych uregulowań, którym stopniowo muszą się podporządkować dotychczasowe państwa narodowe czy powoływanie ponadnarodowych władz, którym w miarę upływu czasu przyznaje się coraz więcej kompetencji, jak to ma miejsce w przypadku Komisji Europejskiej na Starym Kontynencie.

2. Jednym z widocznych przejawów postępującego procesu globalizacji i szerzącej się ideologii globalizacji jest proklamacja śmierci dotychczasowych państw narodowych. Dlatego niektórzy jak Z. Bauman wprost pytają co będzie po państwie narodowym, które jego zdaniem przynależy bardziej do kategorii z politycznego lamusa niż do rzeczywistości. Inni jak J.M. Guéhenno, stwierdzają, że „(…) Państwo w coraz mniejszym stopniu jest wyrazem suwerenności, nie jest już czymś stojącym ponad społeczeństwem, a tylko jedną z instytucji organizujących społeczeństwo. W konkurencji z innymi aktorami sceny politycznej nie znika, ale musi nieustannie adaptować się, na nowo określać swoje kompetencje i dzięki oddawanym przez siebie usługom powściągliwie uzasadniać swoje istnienie”[2]. Jak więc wygląda sprawa suwerenności i przyszłości państwa narodowego?

W Europie na naszych oczach poprzez Traktat Lizboński, który jest kontynuacją Konstytucji UE dokonuje się dalsza unifikacja państw narodowych i tym samym ograniczenie ich suwerenności. Obecne tendencje wskazują, że Europę ojczyzn, zastąpić ma ojczyzna Europa. Niemniej pogrzeb państwa narodowego wydaje się przedwczesny zważywszy na kondycję i działanie największych państw, które jak były w przeszłości, tak nadal pozostają głównymi podmiotami gry w relacjach międzynarodowych. Wystarczy spojrzeć na Niemcy, Francję czy Wielką Brytanię, dla których UE jest instrumentem realizacji interesu narodowego. Niestety w Polsce świadomość faktu, że realia rządzenia UE różnią się od wzniosłych deklaracji z wielkim trudem przebija się do świadomości rządzących. Tak czy owak struktury międzynarodowe w postaci organizacji czy zalążków nowych państw jak w przypadku UE powodują ograniczenie suwerenności wszystkich państw narodowych, ale zarazem są instrumentem narzucania przez silne państwa swojej woli i wizji politycznej mniejszym i słabszym podmiotom. Przy czym w odniesieniu do państw Europy środkowo-wschodniej nie jest to tylko dążenie, lecz konsekwentnie realizowana koncepcja ich podporządkowania silniejszym państwom zachodu.

Wykorzystywanie ponadnarodowych struktur władzy do realizacji narodowych interesów nie jest czymś szczególnym. Przypomina o tym książka „Globalizacja” noblisty z dziedziny ekonomii z 2001 roku Josepha Stiglitza, który był doradcą prezydenta USA B. Clintona, a w latach 1997-2000 głównym ekonomistą Banku Światowego. Jak podkreśla, założony po wojnie Międzynarodowy Fundusz Walutowy został powołany do zapewnienia stabilności gospodarczej i zapobiegnięcia kryzysowi ekonomicznemu, jaki ogarnął świat w latach 1929-1933. Jako instytucja publiczna, utworzona z pieniędzy podatników z całego świata miał poprawić funkcjonowanie rynku. „Utworzony zgodnie z przekonaniem, że istnieje potrzeba wywierania międzynarodowej presji na poszczególne kraje, by prowadziły bardziej ekspansywną politykę gospodarczą – taką jak zwiększanie wydatków, zmniejszanie podatków czy obniżanie stóp procentowych w celu stymulowania gospodarki – dzisiejszy MFW dostarcza środków finansowych na ogół tylko wtedy, gdy dany kraj angażuje się w politykę polegającą na obcinaniu deficytu budżetowego, podwyższaniu podatków czy podnoszeniu stóp procentowych, co prowadzi do schładzania gospodarki”[3]. A ponieważ „(…) prawie każda kwestia strukturalna może oddziaływać na ogólne wyniki gospodarki, a tym samym na budżet państwa czy deficyt handlowy (MFW – przyp. PSM], uważał, że prawie wszystko leży w jego domenie”[4]. Niestety także jego recepta na wszystkie niedomagania zawsze była taka sama – schładzanie gospodarki. Wystarczy więc uświadomić sobie kim są klienci MFW, a stanie się jasne, kto w świecie globalnym jest rzeczywistym beneficjentem tej instytucji. Pieniądze z MFW pożyczają przecież kraje biedne, które w zamian muszą nie tylko podporządkować się wymogom MFW, ale poprzez schładzanie gospodarki ograniczają możliwość swojego rozwoju i tracą szansę na doścignięcie krajów bogatych. Przy okazji widać, jaka może być suwerenność słabego państwa narodowego w dziedzinie ekonomicznej, bez czego nie ma suwerenności w innych sferach. Ostatnie wydarzenia związane z obliczonymi na szybki zysk spekulacjami walutami państw narodowych ujawniają, że w złożonym systemie finansowo-gospodarczym państwo narodowe może stać się celem bezpardonowego ataku a jego wrogowie pozostają w zasadzie niedookreśleni.

3. Osłabienie państw narodowych przynajmniej w naszej części Europy rodzi pytanie o przyszłość takiego państwa i o jego suwerenność. Można oczywiście zastanawiać się, jaki może być przyszły model wolności dotychczasowego państwa narodowego w sytuacji istnienia władzy ponadnarodowej. Czy będzie ono miało tyle suwerenności co dawne państwa zachodnie, Finlandia po II wojnie światowej, czy będzie to wolność taka jak w krajach tzw. demokracji ludowej, a może będzie jej tylko tyle, ile miały republiki sowieckie. Wydaje się, że jest to pytanie o charakterze politologicznym. W perspektywie filozofii pytanie o suwerenność państwa narodowego w czasach, gdy jego funkcje przejmują struktury międzynarodowe i ponadnarodowe, to pytanie o to czy państwo narodowe jest tylko wytworem historycznym, a więc czy wyrasta tylko z uwarunkowań danej epoki i dlatego wcześniej czy później przeminie, czy też jest uwarunkowane ontycznie, bo wynika z kondycji ludzkiej i dlatego w pewien sposób jest niezniszczalne? O ile państwa narodowe związane są z kondycją ludzką, to także w świecie całkowicie zglobalizowanym będą istniały i wcześniej czy później upomną się o swoją suwerenność, choć obecnie coraz bardziej jest ona ograniczana. Wystarczy wziąć pod uwagę kwestię tzw. globalnego ocieplenia i stosowany na tej podstawie terror ekologiczny wobec państw narodowych. Jedno jest pewne: od strony ontycznej nie jest konieczne istnienie konkretnego państwa narodowego, np. Polski, ale nie jest możliwe istnienie społeczności bez państwa i państwa pozbawionego wszelkich właściwości. Zatem każda struktura państwowa ponadnarodowa będzie kontynuacją jakiejś formy państwa narodowego. Ewentualne superpaństwo będzie więc bardziej podobne albo do USA, albo do Niemiec, albo do Polski, itd.

Najczęściej odpowiedzi na pytanie o los państw narodowych zmierzają w kierunku wykazania, że jako wytwór historyczny powstały w rezultacie odchodzenia społeczności Europy od uniwersalizmu średniowiecznego symbolizowanego przez władzę cesarską i papieską. Kolejnymi etapami wywalczania niepodległości przez narody byłyby: reformacja, upadek monarchii absolutystycznych zapoczątkowany przez rewolucję francuską, wojny niepodległościowe XIX stulecia, okres po I wojnie światowej i po upadku komunizmu. Obecne procesy koncentracji władzy wskazywałyby na odwrót w kierunku uniwersalizmu, ale w Europie jego podstawą nie byłoby już jak w przeszłości chrześcijaństwo. Z drugiej strony wbrew tendencjom unifikacyjnym, dotychczasowe państwa federacyjne ulegają rozbiciu i dopiero wówczas wchodzą w struktury ponadnarodowe.

4. Przynajmniej od czasów Arystotelesa oczywiste jest, że człowiek jest homo sociale – bytem żyjącym w społeczności. Potrzebuje on społeczności nie tylko do swojego zaistnienia i biologicznego trwania, ale także do swojego rozwoju osobowego, który dokonuje się w relacjach z osobami drugimi za pośrednictwem kultury. W tym sensie konieczne jest i państwo i władza zapewniające odpowiednią organizację społeczności na co wskazywał już św. Tomasz: „Jeśli jest naturalne dla człowieka żyć w licznej gromadzie, wobec tego wszyscy potrzebują jakiegoś kierowania całością. Każdy bowiem z licznych ludzi zabiega o to, co jemu odpowiada; całość rozproszyłaby się na cząstki, gdyby zabrakło tego, do kogo należy troska o dobro całości”[5].  Z tego samego względu władza wyposażona jest w odpowiednie instrumenty do kierowania społecznością m.in. w postaci możliwości stanowienia prawa czy stosowania środków przymusu.

Natura człowieka sama w sobie nie przesądza o tym, że człowiek potrzebuje państwa narodowego. Może on żyć w państwie federacyjnym, a nawet w państwie obcym i zrealizować swoją ludzką naturę. Czy w takim razie państwo narodowe nie jest w ogóle konieczne?

Aby na to pytanie odpowiedzieć, trzeba zwrócić uwagę, nie tylko na to, że człowiek potrzebuje społeczności, ale i na to, jakiego typu ma to być społeczność. W naszych czasach doszło do odróżnienia społeczności politycznej, jako podmiotu zbiorowego działań w danym państwie oraz społeczności narodowej. O ile zadaniem państwa i społeczności politycznej jest dostarczenie człowiekowi bezpośrednio czy pośrednio tego wszystkiego czego potrzebuje on w zakresie swojego życia cielesno-materialnego: zachowanie niepodległości państwa i integralności terytorium, zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom, dobrobyt, ułożenie właściwych relacji międzyludzkich poprzez prawo itd., o tyle naród jest konieczny dla człowieka ze względu na życie duchowe: kulturę, język, dzieje, historię, religię, tradycje, obyczaje, mentalność narodową itd. „Naród – jak słusznie stwierdza Jan Paweł II - jest wielką wspólnotą ludzi, których łączą różne spoiwa, ale nade wszystko właśnie kultura. Naród istnieje «z kultury» i «dla kultury». (…) Istnieje podstawowa suwerenność społeczeństwa, która wyraża się w kulturze Narodu. Jest to zarazem suwerenność, przez którą najbardziej suwerenny jest człowiek”.  Jan Paweł II, W imię przyszłości kultury, przemówienie w UNESCO, Paryż, 2.06.1980, 14.

Własna kultura jest podstawą suwerenności narodu, ale i suwerenności każdego człowieka do tego narodu należącego. Każdy bowiem człowiek czyni swe życie prawdziwie ludzkim tylko poprzez kulturę. Stąd z uwagi na kulturę dla bycia człowiekiem istotna jest przynależność do jakiegoś narodu. Zarazem uznanie zasadności istnienia wspólnoty narodowej dla dobra osobowego człowieka nie jest tym samym co akceptacja dla państwa narodowego. Tym niemniej naczelne zadanie narodu, jakim jest ochrona i tworzenie kultury, najpełniej może być realizowane we własnym państwie. Z racji względnej homogeniczności społeczności, która takie państwo tworzy zmniejsza się ilość możliwych konfliktów wewnętrznych. „Najlepsza sytuacja jest wówczas, kiedy państwo okazuje się etnicznie homogeniczne, tzn. gdy przeważająca większość jego obywateli stanowią członkowie jednego narodu. W takim wypadku cele państwa i narodu, mimo różnic, są zbieżne. W państwie wielonarodowym dochodzi często do konfliktów pomiędzy elitami politycznymi instytucji państwa a przywódcami poszczególnych grup narodowych. Ci ostatni często nie poprzestają na postulacie autonomii kulturowej i ekonomicznej swego narodu, lecz w różny sposób – pokojowo lub nawet z użyciem przemocy – dążą do posiadania własnego państwa”[6]. Można tu dyskutować czy dążność narodu do posiadania własnego państwa wynika z konieczności, czy jest sprawą drugorzędną, ale trzeba zgodzić się z tym, że poszczególne narody w swojej historii taką dążność przejawiają.

W dziejach zdarzają się takie fenomeny, jak w Polsce XIX wieku, że naród pozbawiony własnego państwa stworzył największe dzieła swojej kultury, co przeczyłoby tezie jakoby społeczność ta dla swojego rozwoju wymagała własnego państwa. Jednakże historia narodu polskiego tego okresu dowodzi jak trudno było chronić i tworzyć kulturę w zaistniałych warunkach. Gdyby nie heroizm wielu ludzi broniących polskości i geniusz artystów - wieszczów, kompozytorów czy malarzy z narodu polskiego niewiele by do dziś zostało. Nie jest przypadkiem, że hasłem walki z narodem polskim w tamtym czasie był Kulturkampf przejawiający się z jednej strony w germanizacji, a z drugiej w rusyfikacji.

5. Suwerenność klasycznego państwa narodowego opierała się na trzech filarach: niezależności militarnej, gospodarczej i kulturalnej. Zdaniem niektórych wszystkie one legły w gruzach. O gospodarczej suwerenności trudno dziś nawet mówić, bo nawet największe i najsilniejsze mocarstwa światowe nie są autarkiczne. Podobnie wygląda suwerenność w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa obywatelem, które wymaga nie tylko własnej siły militarnej, ale i rozwiniętej sieci powiązań międzynarodowych – politycznych, wojskowych i gospodarczych. O ile państwa narodowe mogą samodzielnie zapewnić bezpieczeństwo wewnętrzne, to już dla bezpieczeństwa zewnętrznego potrzebne jest wchodzenie w międzynarodowe sojusze. Najpełniej suwerenność państw narodowych może się więc dziś ujawniać w kulturze, choć w świecie globalnym siłą rzeczy zwalczana jest ona przez kulturę masową[7]. Masową – w dwojakim sensie. Najpierw dlatego, że ma ogromny zasięg, gdyż lansowana jest poprzez środki masowego przekazu, a następnie z tej racji, że jest to kultura rzeczy jednorazowego użytku.

Państwo globalne może zapewnić bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne, odpowiedni poziom dobrobytu dla znacznej grupy ludzi. Nie wydaje się jednak, by było zainteresowane ochroną każdej kultury narodowej. Bo naród tworzy kulturę, ale zwrotnie kultura jest też czynnikiem narodotwórczym. A ponieważ człowiek zawsze przynależy do jakiejś kultury i narodu, to jest to gleba, na której wciąż będą pojawiały się tendencje do wskrzeszenia państw narodowych. Człowiek potrzebuje bowiem wspólnoty naturalnej jaką jest naród, naród zaś potrzebuje własnego państwa. Realnie oznacza to na przyszłość, że nie da się raz na zawsze unicestwić państw narodowych, bo nie da się wygasić tożsamości narodów i odrębności ich kultur. Ewentualne unicestwienie państw narodowych z przyczyn politycznych nie przekreśli ontycznej zależności między człowiekiem a państwem i narodem. Zniknięcie granic nie oznacza, że znikają różnice narodowe. Tęsknota za własnym państwem to pragnienie oddzielenia się od innych i odróżnienia, równie silne jak pragnienie wspólnoty z innymi. Im silniejsze będą odgórne tendencje unifikacyjne tym silniejsze będą resentymenty i konflikty nie tylko między poszczególnymi narodami, ale też różnymi grupami społecznymi, które będą chciały się wyodrębnić spośród innych. Dążność do posiadania własnego państwa mogą przekreślać jedynie jakieś głębokie różnice ideologiczne dzielące społeczności narodowe. Jednakże czynnikiem odradzającym pragnienie państwa narodowego zawsze będą te decyzje zewnętrzne, które zapadają w dalekiej stolicy, a zarazem godzą w dobro danej społeczności lokalnej. Jeśli bowiem nawet własne państwo nie zadowala człowieka w pełni, to tym bardziej nie zadowoli go dalekie państwo cudze, które godzić musi odmienne dążenia różnych społeczności etnicznych. Władza nad nimi byłaby możliwa jedynie w sytuacji stałego ich antagonizowania i używania przemocy. Nie wydaje się więc, abyśmy byli świadkami kresu państwa narodowego. Być może widzimy kres pewnej formy tego państwa, natomiast pozostaje kwestią otwartą czy i jaka mogłaby ewentualnie być jego nowa forma.

Artykuł ukazał się w „Zeszytach Społecznych KIK” 2009.

[1] „(…) Sektory procesu globalizacji – informacyjny, techniczny, ekonomiczny i ekologiczny – są ewidentnym faktem. Niektórzy globoentuzjaści na tej podstawie wnioskują o potrzebie globalizacji również w zakresie ideologii, cywilizacji i aksjologii, co z kolei budzi sprzeciw wielu środowisk”. Zob. S. Kowalczyk, Naród, państwo, Europa, Radom 2003, s. 201. Dalej zaś autor stwierdza: „Podstawowym błędem ideologii globalizmu jest sprowadzenie kultury do nauk empirycznych, techniki i ekonomii, a niedocenianie podstawowej roli kultury duchowo-religijnej, moralnej, narodowej. Narody świata należą do różnych kręgów cywilizacyjno-kulturowych, dlatego unifikacja techniczna czy ekonomiczna nie jest równoznaczna z globalizacją ideologiczną i aksjologiczną”. Tamże, s. 203.

[2] Przyszłość wolności, tłum. B. Janicka, Kraków 2001, s. 34.

[3] J.E. Stiglitz, Globalizacja, tłum. H. Simbierowicz, Warszawa 2007, s. 28-29

[4] Tamże, s. 30.

[5] Św. Tomasz, De regno, I, 1.

[6] S. Kowalczyk, dz. cyt., s. 114.

[7] Dobrze ten stan rzeczy ilustruje B. R. Barber w książce Dżihad kontra McŚwiat, tłum. H. Jankowska, Warszawa 2005. W odniesieniu do ponadnarodowej korporacji telewizyjnej R. Murdocha stwierdza m.in.: „Niewiele da się powiedzieć o intencjach, jakimi kieruje się Murdoch, z wyjątkiem jednego: z całą pewnością nie zależy mu na zachowaniu lokalnych kultur ani używaniu środków przekazu i sieci telekomunikacyjnych w służbie demokracji i społeczeństwa obywatelskiego”. Także, s. 163.